MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zamilkli nieoczekiwanie

Aldona Rusinek
Dwie trumny w starym kościele budziły ogólną rozpacz
Dwie trumny w starym kościele budziły ogólną rozpacz Fot. A. Wołosz
W siedemnastowiecznym drewnianym kościele w Strzegowie na mławskiej ziemi rodzina, przyjaciele i znajomi żegnali Zofię i Wojciecha Woźniaków. Tu Zosia przyszła na świat, tu na starym cmentarzu w parafii św. Anny, wśród bliskich, wraz z mężem została pochowana. Trudno sobie wyobrazić miejsce bardziej współgrające, niż ten maleńki stary kościół, z poczuciem piękna i wartości wyznawanych przez Zosię i Wojtka.

Miejscowy proboszcz, ks. Józef Błaszczak, starał się pocieszyć w rozpaczy najbliższych - zwłaszcza dzieci Ewę i Adama - refleksją, że śmierć, każdemu pisana, wprawdzie zabiera wszystko z doczesnego życia, ale jest drogą do wieczności, w którą nie powinni wątpić chrześcijanie.
Nad grobem żegnały zmarłych Maria Samsel - dyrektor Muzeum Kultury Kurpiowskiej, w którym pracowała od 20 lat Zofia Woźniak, a Wojtek także był z muzeum przez kilka lat związany. Bogdan Piątkowski dyrektor OCK wspominał, jak w ostatnich dniach planowali z Wojtkiem Woźniakiem wydanie kolejnych numerów "Pracowni", zastanawiając się nad przyszłorocznym jubileuszem pisma.
- Co teraz mamy robić? Na druk czeka kolejny numer "Pracowni". Czy mamy to wydawnictwo nieudolnie kontynuować, czy dać mu umrzeć wraz z Tobą? - pytał bezradnie Bogdan Piątkowski.
Przyjaciele po piórze, odpowiadając niejako na pytanie Bogdana Piątkowskiego, po uroczystości pogrzebowej sugerowali, by wydawanie "Pracowni" zamknąć numerem poświęconym Wojtkowi Woźniakowi.
- Największym dziełem życia Zosi i Wojtka, które rozdawali tak hojnie i wpajali wszystkim bardzo głęboko, była przyjaźń, jaką obdarzali wielu ludzi - mówił pisarz Piotr Matywiecki w imieniu innych pisarzy i poetów. - Drugie ich dzieło "Pracownia", to nie tylko ambitne pismo literackie, ale to przede wszystkim ich dom, zawsze otwarty dla przyjaciół. Wzruszająca była opieka Wojtka nie tylko nad debiutantami, ale też nad starszymi poetami. Spotkania dla poetów z całej Polski, które wciąż inspirował, stawały się serdecznym stowarzyszeniem ludzi słowa, które oboje z Zosią tworzyli. Pamiętam Wojtka z czasów studiów polonistycznych na warszawskim uniwersytecie przed marcowym pogromem 1968 roku. Już wtedy z pasją odwiedzał największych mistrzów poetyckich, Ważyka, Przybosia. Jako student zapraszał ich na spotkania. Właściwie czynił z całego swojego życia pracownię poezji.
Wojtka żegnali przyjaciele po piórze - Kazimierz Brakoniecki i Zbigniew Chojnowski z Olsztyna, Krzysztof Karasek z Warszawy, Tadeusz Machnowski z Ostrołęki. Innych ostrołęckich poetów zabrakło.
Wojtek i Zosia Woźniakowie zginęli, podążając na przyjacielskie spotkanie do Kazimierza Brakonieckiego,
- Umawialiśmy się na tę wizytę od maja - wspomina Kazimierz Brakoniecki. - Ciągle coś wypadało albo im, albo nam. A wtedy, w sobotę, zadzwonili z samego rana: "wyjeżdżamy do was o dziesiątej", zapowiedzieli niespodziewanie. Czekaliśmy na nich do godziny dwunastej. Potem jeszcze spokojnie ze dwie godziny, myśląc, że gdzieś po prostu zajechali. Lubili zawsze po drodze zwiedzać jak najwięcej. Kiedy nie pojawili się do godziny 19.00, zacząłem wydzwaniać na policję i na pogotowie. W ten sposób, od policji w Szczytnie dowiedziałem się o tragedii. Pomogłem policji skontaktować się ze znajomymi w Ostrołęce, którzy z kolei próbowali się skontaktować się z rodziną. Dla mnie jest to wielka strata dwojga ludzi, których bardzo lubiłem i szanowałem. Przyjaźniłem się z nimi od lat, patrząc jak bardzo się kochają i szanują, jak wspaniale wychowali dzieci. Byli dla mnie pod tym względem wzorem. Podziwiałem też zawsze Wojtka za jego niegasnącą pasję w poszukiwaniu i promowaniu przyjaciół piszących i czujących literaturę. I było to niespotykanie, niepowtarzalnie autentyczne, szczere w miłości do słowa, do ludzi słowa. A w tym wszystkim wtórowała mu zawsze Zosia z równą pasją i bezinteresownym zainteresowaniem. To było piękne i indywidualne. Tworzyli niezachwianą hierarchię wartości i podążali w życiu za tym, co jest ważne. Ich śmierć wyrwała jakąś część ze mnie, z mojego literackiego, ale także osobistego życia.
- Jeszcze w piątek wieczorem Wojtek przysłał mi mailem wiadomość, że moje najnowsze wiersze zamieści w najbliższym numerze Pracowni - mówi nad grobem Zbigniew Chojnowski, przyjaciel, poeta, wykładowca Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. - Wiersze o śmierci. Jak przepowiednia. Kilkanaście godzin później dowiedziałem się, że Woźniakowie nie żyją. W Wojtku zachwycało mnie to, że miał dar słuchania innych ludzi. Wnikliwego słuchania. Nie wszystkim podobało się, że był ostry w swoich poglądach, nie tylko literackich. A on był po prostu bardzo wyrazistym człowiekiem, czego większości z ludzi dzisiaj brakuje. I ta cecha oraz tytaniczny trud literacki były w nim godne najwyższego szacunku.
W uroczystości pogrzebowej uczestniczyli także między innymi wiceprezydent Ostrołęki Agnieszka Mieczkowska, przedstawiciele Rady Miejskiej, pracownicy Muzeum Kultury Kurpiowskiej, OCK, Galerii Ostrołęka, Powiatowej Biblioteki Publicznej, wielu przyjaciół i znajomych.
Młodzież z Klubu Oczko żegnała Wojtka Woźniaka słowami wiersza Tadeusza Machnowskiego:
"Wyzwoliłeś się już od wierszy
wszelkich krytyk i alimentów
Taka cisza
Teraz armia świerszczy ukoi
ukołysze na wiślanym brzegu
Zamilkłeś nieoczekiwanie
Fala nagłą ciszą ostudzona
Może tylko wierszy na pamięć
dzieci będą uczyły się w szkołach
Szkoda
Ostrołęka tak się oddaliła od chwili
kiedy do niej dobijałeś.
Pozostawiłeś córkę i syna
I oni kiedyś zabłądzą nad Narew".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki