Psy zagryzły człowieka

Jarosław Sender
Prokurator umorzył śledztwo w tej bulwersującej sprawie. Czy naprawdę nikt nie jest winny śmierci Ryszarda R.?

W środku miasta sfora psów zaatakowała śpiącego na ławce mężczyznę. Liczne rany od psich kłów były przyczyną śmierci 54-letniego Ryszarda R.

Ta sprawa zbulwersowała mieszkańców Ostrowi.

- W swojej pracy spotykam się z różnymi niecodziennymi sprawami, ale to wydarzenie mnie zszokowało - mówi Andrzej Krystosiak, Prokurator Rejonowy w Ostrowi. - Nie mogłem uwierzyć, że w środku miasta psy mogą zagryźć człowieka.

Makabryczne odkrycie

W niedzielę, 6 grudnia, wczesnym rankiem, jeden z mieszkańców miasta wyszedł z budynku nowego basenu. Zmierzał w kierunku ulicy 3 Maja, szedł alejką wzdłuż miejskiego stawu.

Na ziemi, obok ławeczki, zobaczył leżące nieruchomo, pokaleczone ciało. Było prawie nagie, poszarpana i pokrwawiona odzież poniewierała się obok. Mężczyzna za¬wia¬domił policję. Pierwsza informacja, jaką otrzymał dyżurny, była taka, że to może być dziecko. Nieżyjący mężczyzna był bowiem szczupły i niewysoki.

Policjanci rozpoznali, kim jest nieszczęśnik. Znali 54-letniego Ryszarda R., bo kilka razy zatrzymywali go, gdy nietrzeźwy jechał rowerem. Kiedyś prawie najechał na policjanta. Raz był także ofiarą rozboju.

Już wstępne oględziny ciała wykazały, że Ryszard R. został pogryziony przez zwierzęta. Na jego głowie, tułowiu i kończynach były liczne rany kąsane i szarpane. Bez¬poś¬rednim powodem śmierci nieszczęśnika był wstrząs krwotoczny, którego doznał wskutek tych wszystkich ran. Śmierć nastąpiła kilka godzin przed znalezieniem zwłok. Tak ustalił lekarz przeprowadzający sekcję zwłok. Pobrał on też do badania próbkę krwi. Ryszard R. w chwili śmierci miał ok. 4 promili alkoholu. To dużo.

Pił dużo za dużo

Ryszard R. mieszkał w jednym podwórku z 80-letnią matką. Ona w domu, on w budynku gospodarczym. Jak powiedziała policji, syna widziała ostatni raz, dzień przed jego śmiercią, w południe.

Matka nie ukrywa, że syn, który nigdzie stale nie pracował, miał kłopoty z alkoholem. Pił go dużo za dużo.

- Był zdolnym uczniem, skończył w Małkini szkołę, w której nauczył się naprawiać maszyny do pisania, potem nauczył się naprawy maszyn do szycia - wspomina matka. - Pracował potem w szwalni, ale zwolnili go za alkohol. Pracował także w Warszawie, ale w końcu wrócił do Ostrowi. Nigdy się nie ożenił. Od wielu lat stale nie pracował, choć ciągle zlecano mu naprawę maszyn. Kiedy wracał z takiego zlecenia, przez jakiś czas pił, bo miał za co. Taki już był.

Przed tą tragedią dostał od matki kilkadziesiąt złotych, żeby wyrobić dowód osobisty w Urzędzie Miasta. To już kolejny dowód, który zgubił. Niestety, sprawy nie załatwił, a pieniądze zapewne przepił. Wieczór, 5 grudnia, spędził prawdopodobnie z jakimiś kolegami, potem wracał do domu, siadł na ławeczce i zasnął. Obok jego ciała znaleziono butelkę, w której była jeszcze wódka.

- Nieraz nie było go na noc, to dzwoniłam na policję - mówi matka. - Coraz częściej denerwowałam się, że może mu się coś stać. Kilka dni temu opowiadał mi sen. Śniło mu się, że umarł sąsiad. A jemu się jego własna śmierć wyśniła.
Opis zbrodni

Policji i prokuratorowi nie udało się ustalić, z kim Ryszard R. spędził ostatnie godziny swego życia. Ławeczka, na której siedział, a właściwie spał, jest jednak w polu widzenia jednej z kamer monitoringu ulicznego. Umocowana jest ona na słupie, na chodniku biegnącym wzdłuż ul. 3 Maja. Obsługa monitoringu znajduje się w budynku komendy policji. W aktach sprawy jest płyta CD z nagraniem z tej kamery.

- Obraz jest niewyraźny, bo ławeczka jest w głębi alejki, a więc dość daleko od kamery - wyjaśnia Andrzej Krystosiak. - Na podstawie tego nagrania można jednak ustalić najważniejsze fakty.

Około godziny 2.30 w polu widzenia kamery pojawiają się trzy psy. Mężczyzna siedzi na ławeczce, psy są nim wyraźnie zainteresowane. Kwadrans później w kadrze pojawiają się jakieś dwie osoby, ale szybko znikają. Ok. godz. 3.00 znów widać psy, które okazują coraz większe zainteresowanie człowiekiem na ławce.

Nieco później trzy psy atakują mężczyznę, ten próbuje je odganiać, ale upada na ziemię. Psy rzucają się na niego, ale udaje mu się podnieść i usiąść na ławce. Najbardziej dramatyczne momenty zarejestrowała kamera o godz. 3.30 i kilka minut później. Psy ściągają mężczyznę na ziemię i przeciągają go za ławeczkę. Gryzą go, mężczyzna broni się coraz słabiej. Tuż przed godz. 4.00 psy pozostawiają swą ofiarę, oddalają się w stronę basenu i znikają z kadru.

Śledztwo umorzone

30 grudnia prokurator umorzył postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Ryszarda R.

- Ponad wszelką wątpliwość przyczyną śmierci tego człowieka były rany zadane przez psy - mówi prokurator Krystosiak. - Wiadomo, że to były trzy psy, jeden jasny, dwa ciemne i raczej kundle niż rasowe. Niestety, zapis monitoringu jest niewyraźny i nie sposób jest powiedzieć nic więcej na ich temat. Przyjęliśmy na po

czątku hipotezę, że psy do kogoś należą. Sprawdzaliśmy parę ewentualności, ale bez skutku. Najbardziej prawdopodobne jest więc, że to były bezpańskie psy.

Jak nam powiedziano w prokuraturze, skutkiem postępowania w tej bulwersującej sprawie było pisemne wystąpienie do Urzędu Miasta, aby Straż Miejska wyciągnęła daleko idące wnioski z tego zdarzenia.

W czasie rozmowy z nami poinformowano nas także, że - mimo umorzenia postępowania - prowadzący je prokurator sprawdzi jeszcze raz dokładniej wątek obsługi moni¬toringu. Chodzi o to, czy nie było zaniedbań ze strony osób pracujących przy jego obsłudze.

Niewyraźny obraz

Obsługą monitoringu w budynku Komendy Powiatowej Policji zajmują się osoby zatrudnione przez Urząd Miasta. Pracują od godz. 7.30 do 23.00. Ich zadaniem jest obserwowanie na monitorze obrazu z kamer umieszczonych w różnych punktach miasta. Jeśli widzą coś niepokojącego, mogą powiększyć obraz z danej kamery i za pomocą dżojstika dokonać odpowiedniego przesunięcia kamery lub zbliżenia. Stanowisko obsługi monito¬ringu znajduje się obok stanowiska dyżurnego policji.

- To bardzo korzystne rozwiązanie - zapewnia nas nadkom. Ewa Ruszkowska, rzecznik prasowy KPP. - Odkąd monitoringiem zajmuje się osobny człowiek, przybyło interwencji będących efektem śledzenia obrazu z kamer. Najczęściej są one skuteczne. Od momentu zauważenia czegoś niepokojącego na monitorze do zawiadomienia patrolu mijają dosłownie sekundy.

Podczas sesji Rady Miasta, która obradowała niedługo po tragicznym zdarzeniu przy stawie, padały głosy, że sprawa obsługi monitoringu wymaga poważnej analizy. Radny Krzysztof Łukaszewski twierdzi, że monitoring częściej służy policji do wykrywania sprawców przestępstw po fakcie, niż do zapobiegania im.

- To nieprawda - mówi nadkom. Ewa Ruszkowska. - Monitoring spełnia przede wszystkim rolę prewencyjną. Dzięki kamerom zdecydowanie częściej zapobiegamy przestępstwom i wykroczeniom oraz zatrzy¬mujemy sprawców zaraz po ich popełnieniu.

Do zagryzienia człowieka doszło nocą. Wtedy nie ma obsługi moni¬toringu, w ekran patrzy - w miarę możliwości - dyżurny komendy.

- Przeanalizowaliśmy dokładnie nagranie z tej nocy z kamery, która znajduje się przy ul. 3 Maja - mówi nadkom. Ewa Ruszkowska. - W jej polu widzenia są okolice stawu miejskiego. Nawet, gdyby ktoś patrzył tylko w obraz z tej kamery, miałby duże problemy z zobaczeniem, że dzieje się tam coś niedobrego. Dramatyczne sceny rozgrywały się w głębi kadru, obraz jest bardzo niewyraźny. Nawet po fakcie trzeba się dokładnie wpatrywać, żeby coś zobaczyć. Nawet nie widać zbyt dokładnie człowieka siedzącego na ławce. Widać natomiast przemieszczające się psy, kiedy są bliżej kamery. Samego momentu zagryzienia nie widać, bo działo się to za ławką.

Coraz więcej bezpańskich psów

Ostrowianie mówią, że do tragedii doszło przede wszystkim dlatego, że po ulicach miasta biega zbyt wiele bezpańskich psów.

- Co roku w budżecie zabezpieczamy pieniądze na odłów około 100 bezpańskich psów - wyjaśnia Jerzy Pawluczuk, zastępca burmistrza miasta. - Ponieważ jednak liczba odłowionych psów rosła, w trakcie roku radni, na wniosek burmistrza, zwiększyli tę kwotę ze 130 tys. do 220 tys. zł. Sądzę, że to poważna kwota. Odławianie bezpańskich psów to jednak walka z wiatrakami. Trzeba pamiętać, że po mieście wałęsają się nie tylko, a może nawet nie przede wszystkim, psy porzucone przez mieszkańców miasta.

Odławianie psów odbywa się głównie zgłoszenia mieszkańców. Zajmuje się tym firma, która jest także właścicielem ostrowskiego schroniska.

- Każdy złapany pies jest fotografowany, a weterynarz wszczepia mu chip, na podstawie którego można go potem zidentyfikować - tłumaczy Dariusz Nowacki, komendant Straży Miejskiej. - Kilka razy zdarzyło się, że do mnie przynoszono bezpańskie szczeniaki i firma zabierała je stąd do schroniska. Z roku na rok zwiększa się liczba wyłapywanych psów

W ciągu ostatnich czterech lat podwoiła się. W 2006 roku z ulic Ostrowi wyłapano 133 bezpańskich psów, w 2007 - 131, w 2008 - 166, a w roku 2009 już 233. W listopadzie wyłapano 16 psów, a w grudniu - 23. Ostatni odłów przed tragedią odbył się 4 grudnia, kiedy złapano jednego psa, a następny 9 grudnia (dwa psy).

Kto wie, może wśród psów złapanych po 6 grudnia były także te, które zagryzły Ryszarda R.?

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie