Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Policjant z Sypniewa znowu na ławie

Mieczysław Bubrzycki
Rozpoczął się od nowa proces policjanta z Sypniewa oskarżonego o pobicie mężczyzny na komisariacie. Pół roku temu Sąd Rejonowy w Ostrołęce skazał Pawła Ł. - policjanta z Komendy Powiatowej Policji w Makowie na półtora roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na trzy lata za to, że jako komendant komisariatu w Sypniewie przekroczył swoje uprawnienia i uderzył rękami oraz kolbą pistoletu w głowę Zbigniewa Z.

Z ustaleń sądu wynikło, że we wrześniu 2000 roku żona Pawła Ł. chodząc po lesie natknęła się na nieznanego jej Zbigniewa Z., który miał powiedzieć, że jest już wydany wyrok na jej męża i żeby się wynosiła z prywatnego lasu. Efektem telefonu do męża-komendanta był jego przyjazd na miejsce zdarzenia. Wespół z innym policjantem zabrali dobrze im znanego Zbigniewa Z. na komisariat, a tam Paweł Ł. uderzył go rękoma i kolbą pistoletu w głowę, co spowodowało ranę ciętą. Potem odwieźli go w to samo miejsce, skąd zabrali. Oskarżony nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Twierdzi, że podczas wysiadania z poloneza przy komisariacie Zbigniew Z. przewrócił się i uderzył głową w krawężnik.
W czerwcu br. w wyniku apelacji Sąd Okręgowy w Ostrołęce uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania przez Sąd Rejonowy.
17 września br., w trzy lata od zdarzenia, proces rozpoczął się od nowa. Tym razem składowi orzekającemu przewodniczy asesor Michał Pieńkowski.
Sąd wysłuchał wyjaśnień oskarżonego, który potwierdził wszystkie wyjaśnienia złożone wcześniej. Odpowiadał także na liczne pytania.
Prokuratora Marka Tołwińskiego interesowało, w jaki sposób oskarżony dotarł do świadka, który - jako jedyny, nie licząc obu policjantów - miał widzieć, jak Z. wysiadał z samochodu policyjnego, jak przewrócił się i rozbił głowę o krawężnik. Oskarżony wyjaśnił, że ktoś (nie pamięta kto) zapamiętał numery malucha, który stał wtedy w pobliżu. Były to numery podwarszawskie, Paweł Ł. zatelefonował więc na policję w Pruszkowie i koledzy po fachu ustalili właściciela auta, a potem osobę, która była wtedy tym samochodem w Sypniewie. Oskarżony nie ma na to żadnych dowodów, nie pamięta też nazwisk policjantów, z którymi rozmawiał. "Robiłem to wszystko, żeby wykazać własną niewinność" - stwierdził Paweł Ł.
Pytano też Pawła Ł., dlaczego nie zawiózł Zbigniewa Z. do lekarza, skoro skutki uderzenia o krawężnik mogły być fatalne. Odpowiedział, że poszkodowany, który miał wtedy ponad 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu, nie chciał żadnej pomocy.
Prokurator interesował się też, dlaczego w kilka godzin później, Paweł Ł. - stojący przy własnym domu z sąsiadem i widzący jadącego rowerem Zbigniewa Z., z którego przez parę godzin alkohol nie zdążył z niego wyparować - nie podjął żadnej interwencji. Paweł Ł. odpowiedział, że był już po służbie i nie miałby szans na dogonienie rowerzysty. "Rozumiem, że pan wolniej biega niż on jeździ" - skomentował to prokurator Tołwiński.
Z odpowiedzi na pytania Krzysztofa Nejmana - obrońcy oskarżonego wynikało, że Paweł Ł. nie został zawiadomiony o oględzinach krawężnika przy komisariacie, w który - jego zdaniem - uderzył się Zbigniew Z. Ostro na to zareagował prokurator, który zarzucił oskarżonemu kłamstwo. Wniósł o powołanie na świadków policjantów, którzy brali udział w oględzinach i którzy mieli być świadkami, że Paweł Ł. - mimo telefonowania do niego - stwierdził, że nie ma czasu i nie przyjedzie na oględziny.
Następna rozprawa odbędzie się 15 października. W obecności psychologa (to efekt wniosku obrońcy oskarżonego) przesłuchany zostanie pokrzywdzony Zbigniew Z. Sąd przesłucha także część świadków.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki