MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Noworodek w mrowisku

Aldona Rusinek, Mieczysław Bubrzycki
W tym mrowisku Włodzimierz Ł. znalazł dziecko w reklamówce. Mrówki zimą są odrętwiałe i nieaktywne - powiedział nam profesor entomolog Stefan Niesiołowski z katedry zoologii Uniwersytetu Łódzkiego. Może to tłumaczyć fakt, że ciało dziecka nie zostało przez nie naruszone. Natomiast ziemia w środku mrowiska jest miękka nawet zimą, ponieważ mrówki podnoszą jej temperaturę. Można więc spekulować, że reklamówka z noworodkiem znalazła się w mrowisku dlatego, że ziemia obok była zmarznięta
W tym mrowisku Włodzimierz Ł. znalazł dziecko w reklamówce. Mrówki zimą są odrętwiałe i nieaktywne - powiedział nam profesor entomolog Stefan Niesiołowski z katedry zoologii Uniwersytetu Łódzkiego. Może to tłumaczyć fakt, że ciało dziecka nie zostało przez nie naruszone. Natomiast ziemia w środku mrowiska jest miękka nawet zimą, ponieważ mrówki podnoszą jej temperaturę. Można więc spekulować, że reklamówka z noworodkiem znalazła się w mrowisku dlatego, że ziemia obok była zmarznięta A. Rusinek
Dwaj makowscy nauczyciele podczas spaceru po lesie znaleźli w mrowisku zwłoki noworodka. Kilka godzin później dwaj pracownicy oczyszczalni ścieków w Małkini wyłowili z fekaliów pięciomiesięczny płód. Makabryczne znaleziska wstrząsnęły ludźmi. Trudno bowiem pojąć, co skłania kobiety do tak bezdusznego, bezwzględnego traktowania własnego dziecka. Nienawiść do nienarodzonego, strach przed otoczeniem, lęk przed macierzyństwem? Z czego rodzi się pozbawiona moralnych skrupułów desperacja?

Dwaj nauczyciele szkół w Makowie Mazowieckim, Dariusz M. i Włodzimierz Ł., we wtorkowe popołudnie 23 marca wybrali się na przechadzkę do lasu na makowskiej Grzance. Dariusz ma ornitologiczne zamiłowania, lubi podglądać ptaki. Kolega chciał mu pokazać gniazdo myszołowa, które, jak mu się zdawało, widział niedaleko leśnej drogi. Skręcili w las z ul. Sportowej, przy jednorodzinnych domach. Idąc zżymali się na to, że las wygląda jak śmietnik. Gdy przechodzili obok mrowiska, zauważyli wystającą z niego reklamówkę.
- Zobacz, miesiąc temu ściągnąłem z tego mrowiska worek z cementem. Teraz znowu ktoś coś wetknął. Komu te mrówki przeszkadzają - powiedział do kolegi Włodzimierz, wyciągając z pracowicie przez mrówki ułożonego kopczyka firmową reklamówkę ze sklepu z obuwiem. W środku znajdowało się coś okrągłego.
- Pewnie głowa - zażartował makabrycznie Dariusz. Pod wpływem tego żartu Włodzimierz rozchylił patykiem reklamówkę.
- Myślałem, że to kurczak owinięty w jakieś szmaty, bo bez okularów źle widzę - opowiada Włodzimierz - Ale Darek mówi: słuchaj, wystaje dziecięca rączka.
Mężczyźni zamarli nad torbą. Natychmiast z telefonu komórkowego zadzwonili na policję. Za dziesięć minut do mrowiska zjechała ekipa z makowskiej policji. Jak stwierdzono, w reklamówce znajdował się noworodek. Chłopczyk. Owinięty był w damską bieliznę. Przy dziecku znaleziono też obrazek Dzieciątka Jezus w żłóbku. Taki, jaki księża rozdają podczas kolędy.
Wstępne oględziny lekarskie wykazały, że dziecko przyszło na świat mniej więcej w 30. tygodniu ciąży. Zgon noworodka nastąpił 3-4 tygodnie temu. Tyle więc czasu prawdopodobnie spoczywało w mrowisku. Przyczyną śmierci, według wstępnych ustaleń, było prawdopodobnie uduszenie - nie wiadomo, w jakich okolicznościach.
- Biegły lekarz z Akademii Medycznej w Warszawie po wstępnym badaniu nie potrafił kategorycznie określić, czy dziecko urodziło się żywe, czy martwe. Bardzo możliwe, że urodziło się już martwe, ale z większym prawdopodobieństwem wykaże to sekcja zwłok - informuje Waldemar Osowiecki, prokurator rejonowy z Przasnysza, który wedle terytorialnej właściwości zajmuje się tą sprawą.
- Prowadzimy dochodzenie w tej makabrycznej sprawie. Dzielnicowi i funkcjonariusze policji kryminalnej ruszyli dzisiaj w teren - informuje dzień po zdarzeniu nadkom. Paweł Reszko z KPP w Makowie Mazowieckim. - Zakładamy, że matka pochodzi z najbliższej okolicy - z Makowa lub z gminy Szelków, do której należą lasy na Grzance. Będziemy sprawdzać wszystkie ciężarne pacjentki zarejestrowane w gabinetach ginekologicznych. Będziemy rozpytywać w okolicy o kobiety ciężarne. Bardzo prosimy o pomoc mieszkańców. Wszelkie spostrzeżenia bądź informacje, choćby anonimowe, które mogłyby przyczynić się do znalezienia matki noworodka, prosimy przekazywać pod bezpłatny policyjny numer: 71-71-005 lub 71-71-007.
Policjanci rozpytywali także w szkołach o dłuższe nieobecności starszych uczennic na zajęciach lekcyjnych.
Nauczycielom, dla których niewinny spacer zakończył się tak koszmarnie, trudno dojść do siebie.
- Funkcjonuję dzisiaj w szkole na pół gwizdka. Spałem w nocy może godzinę. Nie mogę zapomnieć widoku tego chłopczyka. W głowie nie mieści mi się takie bestialstwo. Nie umiem znaleźć słów na uczucia, które mną od wczoraj miotają. Nie potrafię tego sobie wytłumaczyć. Nawet zwierzęta bardzo troszczą się o swoje małe, więc gdybym nazwał to zezwierzęceniem, ubliżyłbym zwierzętom - mówi Dariusz M.
- Moja suka, gdy po oszczenieniu nie może doszukać się choćby jednego szczeniaka, przez miesiąc łypie na mnie z psim wyrzutem. Nad tym mrowiskiem pomyślałem sobie, że chyba byłbym za karą śmierci dla takiej matki, choć zawsze przeciwko karze śmierci protestowałem - wyznaje Włodzimierz Ł.
(Aldona Rusinek)

Noworodek w ściekach

To Henryk Rostkowski (na małym zdjęciu z lewej) wyciągnął ze ścieków w przepompowni w Małkini martwego noworodka. Leżał w dole w pojemniku z osadami

(fot. M. Bubrzycki)

To miała być zwyczajna, choć pracowita noc. Henryk Rostkowski z Zawist Podleśnych, wieloletni pracownik oczyszczalni ścieków w Małkini, wieczorem 23 marca dostał polecenie, aby wraz z kolegą z nocnej zmiany oczyścić osadnik w przepompowni ścieków. Robi się to nocą, bo wtedy ścieki nie spływają i można wyłączyć pompy.
Obaj pracownicy opuścili się na sam dół szybu przepompowni i tam, w niezbyt komfortowych warunkach, ładowali to, co nie powinno znaleźć się w oczyszczalni ścieków: piasek i różne inne osady stałe. Kolejny raz pojemnik z osadami powędrował w górę, kiedy na dnie kosza pracownicy zauważyli coś, co przypominało lalkę.
- Rzeczywiście, wyglądało to jak lalka, choć miało jakiś taki uśmiech, zupełnie nie przypominający lalki - przypomina sobie Henryk Rostkowski po trzydziestu godzinach od tego zdarzenia. - Gdy zorientowaliśmy się, że to nie jest lalka, kolega poczuł się niezbyt dobrze. Przerwaliśmy pracę, a ja wziąłem to dziecko w ręce. To był chłopczyk, zupełnie nagi.
Było pół godziny po północy. Z telefonu w biurze zawiadomili policję. Przyjechała spora grupa funkcjonariuszy, a także prokurator. Zwłoki dziecka przewieziono do prosektorium szpitala w Ostrowi, a stamtąd do Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku.
- To był na pewno noworodek, urodzony w piątym lub szóstym miesiącu ciąży - mówi Edyta Książek-Radomska, zastępca prokuratora rejonowego w Ostrowi. - Dopiero po przeprowadzeniu szczegółowych badań można będzie wydać kategoryczną opinię, czy urodził się żywy. Na miarodajną opinię musimy poczekać kilka tygodni. W tej sprawie wszczęte zostało śledztwo, ale z praktyki wiadomo, że są to sprawy trudne. Podczas badań pobrany będzie też materiał genetyczny, co w razie wątpliwości pozwoli na niemal stuprocentową identyfikację matki dziecka.
Oczyszczanie przepompowni ścieków, która znajduje się na terenie małkińskiej oczyszczalni, odbywa się w zależności od potrzeby - przeciętnie raz w roku. Taka praca rozłożona jest zwykle na kilka nocy. Wydobyte osady i zanieczyszczenia trafiają na pobliskie poletko, z którego po wysuszeniu zabierane są na wysypisko śmieci.
- Gdybyśmy wykonywali tę pracę w kilka dni później, tego dziecka na pewno już by tam nie było - mówi Andrzej Jakubik, kierownik oczyszczalni ścieków. - Zassałaby je pompa i nie byłoby po nim śladu.
Następnego dnia w Małkini tematem numer jeden było makabryczne znalezisko w ściekach. Gruchnęła plotka, że dziecko urodziła i wrzuciła do kanalizacji jakaś uczennica. Nikt jednak nie potrafi powiedzieć nic konkretnego na ten temat. Pewnie pojawią się następne plotki, chyba że policja ustali matkę dziecka.
Rozmawialiśmy z pracownikami oczyszczalni ścieków. Mówią, że najbardziej prawdopodobne jest, iż dziecko trafiło do kanalizacji na tzw. osiedlu ZWAC-owskim, gdzie stoi wiele bloków. Wcześniak mógł być wrzucony do sedesu. Nie można też jednak wykluczyć, że ktoś wrzucił go bezpośrednio do kanalizacji, po zdjęciu pokrywy ze studzienki.
(Mieczysław Bubrzycki)

PS. Zwłoki noworodka spoczęły na cmentarzu w Małkini. Pochówek zorganizował Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej.

Dzieci niechciane

Nie pierwsze to przypadki "niemych porodów", o których pisaliśmy już w 1993 roku, kiedy to ostrołęcka policja stwierdziła kilka przedwczesnych zgonów noworodków z ukrywanych ciąż.
Ą W 1994 roku znaleziono żywego noworodka w wychodku przy Urzędzie Gminy w Broku.
Ą 17 maja 2002 r. niemowlę w kartonie znaleziono na klatce schodowej jednego z bloków w Makowie Mazowieckim. Dziecko znajduje się dzisiaj w rodzinie adopcyjnej.
Ą 22 października 2003 r. porzucono noworodka w reklamówce w jednym z bloków w Przasnyszu. Matka, zanim podrzuciła dziecko, zawiązała mu pępowinę w supełek i ciepło ubrała. Potem zostawiła je w miejscu pełnym ludzi. 3 listopada dziewczynka trafiła do rodziny zastępczej. Wkrótce dziecko dostanie nowe imię i nazwisko i zamieszka u rodziny, która pragnie ją wychowywać.
- Właśnie trwają ostatnie procedury adopcyjne - poinformował nas 26 marca Marek Radomski, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Przasnyszu i dodał, że dziewczynka rośnie zdrowo i ładnie się rozwija. Zdaniem dyrektora PCPR nieznane pochodzenie dziecka czasem nawet ułatwia adopcję. Uważa tak, bowiem kilka dni po znalezieniu Julci jedna z matek pozostawiła w przasnyskim szpitalu swoje nowo narodzone dziecko - także dziewczynkę i zrzekła się do niego praw. Matka była niepełnosprawna intelektualnie. Zgłosiła się rodzina, ale wiedząc o ewentualnej możliwości genetycznego obciążenia - cały czas się zastanawia, chociaż dziecko na razie nie wykazuje żadnych symptomów upośledzenia.
Ą 28 stycznia 2004 r. młoda ostrołęczanka po urodzeniu w wannie dziecka zawinęła je w ręcznik, zapakowała do reklamówki i włożyła do szafy. Dziecko żyje. Kobieta, której postawiono zarzut próby dzieciobójstwa, jest już matką jednego, poważnie chorego dziecka. Działała prawdopodobnie w szoku poporodowym. Sąd rodzinny skierował ją pod tymczasowy nadzór kuratora oraz na badania psychiatryczne. Nadal opiekuje się nowo narodzonym dzieckiem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki