MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Jechali po zwłoki i sami zginęli. Już wiadomo, kto był winny tragedii pod Toruniem! Zginęły trzy osoby. 18.11.2022

Małgorzata Oberlan
Pracownicy zakłady pogrzebowego z Makowa Mazowieckiego jechali odebrać zwłoki z promu. 20 kwietnia br. pod Toruniem zderzyli się czołowo z drugim busem. Zginęli oni, zginął kierowca z naprzeciwka. Prokuratura zakończyła właśnie śledztwo i ustaliła winnego dramatu.

To kierowca mercedesa vito - busa zakładu pogrzebowego "Drejka" z Makowa Mazowieckiego spowodował wypadek, w którym zginęły trzy osoby - ustaliła prokuratura. - Śledztwo ostatecznie zakończyliśmy umorzeniem, bo zginął sam sprawca - mówi prokurator rejonowa Izabela Oliver.

Jak doszło do wypadku i dlaczego zawinił kierowca zakładu pogrzebowego?

Tragedia rozegrała 20 kwietnia 2022 roku, około godziny 4.00 nad ranem, na drodze S10 pod Toruniem. Gdzie dokładnie? Na ósmym kilometrze drogi ekspresowej S10 pomiędzy węzłami Toruń Północ i Toruń Zachód, trzy kilometry przed wjazdem na autostradę A1. Torunianie powiedzą po prostu, że do wypadku doszło na Podgórzu.

Tą trasą z Makowa Mazowieckiego jechali dwaj pracownicy zakładu pogrzebowego z Makowa Mazowieckiego. Kierowali się na północ kraju - jechali odebrać zwłoki z przeprawy promowej. Za kierownicą firmowego mercedesa vito siedział 52-letni pan Piotr, a jego pasażerem był 58-letni pan Leonard. W drodze byli od dwóch godzin. Nagle...

-Kierowca mercedesa vito nie zachował należytej ostrożności podczas manewru wymijania innego samochodu i niewłaściwie korygował tor jazdy przy rozwijanej przez siebie prędkości. To spowodowało, że zjechał na lewy pas drogi i zderzył się czołowo z nadjeżdżającym pojazdem marki Peugeot Boxer. W wyniku wypadku, jak wiadomo, zginęli kierowcy obu samochodów oraz pasażer mercedesa - mówi prokurator Izabela Oliver, kierująca Prokuraturą Rejonową Toruń Wschód.

To ta prokuratura przez pół roku prowadziła śledztwo w sprawie dramatu. Przebieg i przyczynę wypadku ustaliła przede wszystkim w oparciu o opinię, przygotowaną przez biegłego z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego i rekonstrukcji wypadków. Ten jako winnego jasno wskazał zmarłego tragicznie kierowcę z Makowa Mazowieckiego.

-Od obu kierowców pobrane były próbki krwi do badań. Obaj nie mieli w nich śladów ani alkoholu, ani żadnych innych niedozwolonych substancji. Obaj zatem byli trzeźwi - przekazuje prokurator.

Biegli wzięli pod lupę także stan techniczny samochodów. Owszem, przy okazji każdego pojazdu odkryli jakieś nieprawidłowości, usterki. - Były to jednak drobne usterki. Co najważniejsze w sprawie, w opinii biegłego, nie miały one żadnego wpływu na przebieg tragicznego zdarzenia - podkreśla prokurator IzabelaOliver.

Dokładnie 24 października prokuratura zakończyła całe śledztwo decyzją u jego umorzeniu, wskutek śmierci sprawcy.

Żałoba i ogromny wstrząs na Mazowszu. "Tego poranka nie zapomnę nigdy"

Po wypadku Maków Mazowiecki pogrążył się w żalobie. 52-letni kierowca i 58-letni pasażer byli cenionymi pracownikami zakładu pogrzebowego "Drejka". Każdy z nich osierocił dwoje dzieci i zostawił pogrążone w rozpaczy żony. Miasteczko nie jest duże - liczy sobie niewiele ponad 10 tysięcy mieszkańców. Wszyscy tutaj byli poruszeni są tragedią.

- Za młodzi byli, żeby umierać. Straszna rozpacz w ich rodzinach, proszę pani. Nie da się opowiedzieć - słyszeliśmy od pracowników branży pogrzebowej w miasteczku (a działa w nim kilka zakładów). "Drejka" przez lata pracował na swoją markę. To nie tylko zakład i dom pogrzebowy, ale i usługi z zakresy zagranicznego transportu zwłok.

- Tego poranka nigdy nie zapomnę. Odebrałem telefon z policji. Informowała, że moi pracownicy byli uczestnikami wypadku. "Jak to?" - spytałem. "Przecież nic mi nie mówili. Zaraz do nich zadzwonię" - powiedziałem. Po chwili usłyszałem, że zginęli na miejscu. I choć w naszej branży ze śmiercią obcujemy na co dzień, tej tragedii nigdy nie przebolejemy. To byli dobrzy, zaufani ludzie. Dwie godziny wcześniej zaledwie wyruszyli z Makowa - mówił nam Maciej Drejka, właściciel zakładu pogrzebowego "Drejka".

Przedsiębiorca podkreślał, że firmowy samochód mercedes vito był prawie nowy, zaledwie trzyletni. - Był sprawny, sprawdzaliśmy go przed wyjazdem. Wiemy, że poduszki powietrzne się po zderzeniu otworzyły - mówił Maciej Drejka, przedsiębiorca pogrzebowy. - Kierowca nie był zmęczony, bo był zaledwie 2 godziny w trasie. Tak trudno pojąć tę tragedię... Proszę mi wierzyć, że bolejemy nad nią podobnie jak rodziny zmarłych.

Zmarli pan Piotr i pan Leonard pochowani zostali na makowskim cmentarzu parafialnym. Pogrzeby odbyły się w sobotę, 24 kwietnia, a poprzedziły je modlitwy różańcowe od piątku. Jak relacjonowali nam makowianie, były to jednocześnie godne i niewyobrażalnie smutne ceremonie pogrzebowe.

- To jest nie tylko dramat dla tych rodzin, ale i dla nas wszystkich. Trudno opowiadać, co się działo na pogrzebie. Żal, żal ogromny - mówił nam pan Adam, sam związany z branżą pogrzebową w Makowie Mazowieckim.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki