Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Maturzyści po 50 latach

(jp)
Pamiątkowa fotografia absolwentów
Pamiątkowa fotografia absolwentów Fot. Jacek Pawłowski
Pół wieku po maturze spotkali się w Ostrołęce absolwenci Liceum Pedagogicznego. Była to, jak twierdzą maturzyści z rocznika 1953, pierwsza zorganizowana w Ostrołęce pięćdziesiąta rocznica matury. Zazwyczaj absolwenci różnych szkół spotykają się ze sobą z okazji różnych rocznic, najczęściej dochodzą do trzydziestki, rzadko już odbywają się czterdzieste rocznice ukończenia szkoły, a zjazdy na półwiecze nie zdarzają się prawie nigdy.

Pamiątkowa fotografia absolwentów
(fot. Fot. Jacek Pawłowski)

Udało się to żyjącym absolwentom i profesorom klas IV a i IV b ostrołęckiej szkoły nauczycieli. Na spotkanie 31 maja i 1 czerwca przyjechało ok. 50 absolwentów i troje nauczycieli (Helena Tanianis, Irena Nowak-Wołczyk, Krystyna Rydzewska- Klimkowska).
Rocznica matury rozpoczęła się oficjalnym wspomnieniowym spotkaniem w dawnej siedzibie Liceum Pedagogicznego (obecnie II Liceum Ogólnokształcące), były też mniej oficjalne rozmowy, zapalenie zniczy na grobach zmarłych kolegów i profesorów oraz zwiedzanie Ostrołęki. Część absolwentów po zdaniu matury opuściła bowiem Ostrołękę.

Pisali i uczyli

Choć było to Liceum Pedagogiczne, nie wszyscy absolwenci z 1953 roku związali się z zawodem nauczyciela. Niewiele uczył w szkole, jak sam przyznał, Stanisław Pajka, który zajął się działalnością naukową i regionalistyczną. Tylko siedem lat z minionego półwiecza dorabiał w szkole wieczorowej Kazimierz Siarnecki, który został dziennikarzem, do dziś zresztą pisuje w "Rzeczpospolitej". Pracę nauczyciela z pisarstwem łączył przez lata mieszkający w Rozogach Henryk Dąbrowski, autor nieopublikowanych dotąd obszernych pamiętników oraz wydanego drukiem tomiku poezji "Jesienne olekanie".
Wszyscy obecni na spotkaniu absolwenci, którzy kiedykolwiek zajmowali się dziennikarstwem, pisarstwem, czy wydawali publikacje popularnonaukowe, wspominali, że zdecydowali się chwytać za pióra pod wpływem swojej polonistki z liceum Heleny Tanianis, która doceniała zarówno dobre wypracowania, jak i pierwsze literackie, czy publicystyczne próby. Henryk Dąbrowski wyznał kolegom, że do dziś koresponduje ze swoją byłą polonistką, wysyła jej wiersze do recenzji.
Maturzyści z 1953 roku zdawali egzamin dojrzałości w bardzo trudnym czasie, krótko po śmierci Stalina w szczytowym okresie kultu jednostki i dużym nasileniu komunistycznego terroru. Jak napisał w swoich wspomnieniach Kazimierz Siarnecki, w czasach gdy chodził do liceum w Ostrołęce odbywały się jeszcze co pewien czas procesy "ludzi z lasu".
- To były ciężkie i niebezpieczne czasy. Nie o wszystkim można było rozmawiać. W szkole byli szpiedzy UB, ale na uroczystości postanowiliśmy, że nie będziemy rozmawiać na te tematy - powiedział nam jeden z uczestników spotkania.
- Pół wieku temu w tym gmachu i w tej sali przeżywaliśmy gorącą atmosferę maturalnych zmagań, którą dobrze pamiętamy i z rozrzewnieniem wspominamy - mówił na powitanie kolegów i profesorów organizator spotkania Bronisław Bacławski. - Mam nadzieję, że pozostały w nas tylko dobre wspomnienia z tamtego okresu. W 2003 roku jesteśmy bardzo dojrzałymi obywatelami Rzeczypospolitej. Przez kilka dziesięcioleci służyliśmy Polsce swoją pracą, swoimi zdolnościami i zaangażowaniem. Z podniesionym czołem możemy stanąć wobec tysięcy uczniów, których uczyliśmy i wychowywaliśmy.

Boso, ale do szkoły

Ze wspomnień Kazimierza Siarneckiego i Bronisława Bacławskiego opublikowanych 17 lat temu w książce Stanisława Pajki "Z dziejów Liceum Pedagogicznego w Ostrołęce" wyłania się obraz maturzystów z rocznika 1953 poszukujących prawdy o świecie, sensie życia, pogrążonych w intelektualnych dyskusjach ze sobą i ze swoimi profesorami. Ale byli też wśród nich tacy, którzy mieli swoje małe, życiowe marzenia i dążyli do nich z wielkim wysiłkiem i uporem. Emerytowana nauczycielka z Goworowa Alfreda Olszewska opowiedziała nam jak wiele musiała się natrudzić, żeby skończyć średnią szkołę pedagogiczną:
- Choć przed wojną moja rodzina była dość bogata, rodzice mieli gdzieś ze trzydzieści hektarów ziemi, to po wojnie wszystko było zniszczone, spalone i panowała ogólna bieda. Mieszkaliśmy w piwnicy. Jak powiedziałam tatusiowi, że chcę zostać nauczycielką, to po prostu się tata rozpłakał i powiedział "dziecko, ja ci nie pomogę, bo my nic nie mamy. A ja się uparłam i na egzaminy w 1948 roku szłam na piechotę 25 kilometrów z Chełst do Ostrołęki. Najpierw do Kruszewa, bo tam drogę znałam. W Kruszewie wypytałam o drogę do Lipianki, a stamtąd przez Kamiankę, Korczaki i Dzbenin doszłam do Ostrołęki. Pod mostem umyłam sobie nogi w Narwi, bo cały czas szłam boso, a tenisówki niosłam w ręku. Dopytałam się gdzie jest budynek liceum. Szczęśliwie zdałam egzaminy i ku rozpaczy rodziców zostałam uczennicą liceum. Potem kiedy zostałam nauczycielką, to rodzice byli tak dumni, tak szczęśliwi, że do dziś na tę myśl ogarnia mnie wzruszenie. Bo wtedy nauczyciel to był ktoś.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki