Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Strzykawką w plecy

Aldona Rusinek
Czy piaskownice teraz opustoszeją?
Czy piaskownice teraz opustoszeją? A. Rusinek
Na osiedlu Orzeszkowej w Ostrowi Mazowieckiej kilkuletni chłopiec podczas zabawy wbił swojemu koledze w plecy strzykawkę, którą znalazł w piaskownicy. Matka ugodzonego siedmiolatka przeżyła szok, wiedząc, że w okolicznych blokach nie brakuje narkomanów

- Od razu pobiegłam z synkiem do przychodni na ul. Okrzei. Tam skierowano mnie na chirurgię do szpitala. Zaszczepiono dziecko przeciwko tężcowi i kazano zgłosić się na kontrolę za dwa tygodnie - opowiada mama chłopca. - Za kilka dni zadzwoniła do mnie lekarz pediatra, która prowadzi syna. Powiedziała, że należałoby dla pewności zrobić badania krwi. Zrobiliśmy i pani doktor natychmiast skierowała synka do kliniki chorób zakaźnych w Warszawie na dodatkowe badania. Pierwsze próby wyszły ujemne, ale kazano badania powtórzyć, bo okres wylęgania niektórych chorób zakaźnych bywa długi. Pod koniec czerwca znów jedziemy do kliniki. Cały czas żyję w strachu, czy synek nie został zakażony żółtaczką albo, choć o tym boję się myśleć, wirusem HIV - mówi kobieta, która zdecydowała się przyjść do redakcji, by zwrócić uwagę na problem narkomanii na swoim osiedlu.
Kilka dni wcześniej zgłosiła sprawę na policję.
- Policjant, który przyjmował skargę, bardzo mi współczuł, ale stwierdził, że jest bezradny. Gdyby dorosły narkoman wbił synkowi igłę, byłoby to przestępstwo, ale co możemy zrobić dziecku, spytał. Powiedziałam, że mogą zapobiec. Odparł na to, że nie mogą nikogo zmusić do leczenia ani też dzień i noc pilnować jednego osiedla, bo sytuacja podobnie wygląda na innych. Obiecał kontrole w najbliższym czasie, ale jakoś nie zauważyłam wzmożonego zainteresowania policji naszym osiedlem - opowiada o wizycie na policji matka chłopca.
- Byłam wstrząśnięta, gdy dowiedziałam się o tym przypadku. Zadzwoniłam natychmiast do domu chłopca, uznając, że nie można tego zlekceważyć, bo wbicie brudnej igły, nieznanego pochodzenia stwarza niewątpliwie zagrożenie - mówi lekarz pediatra. - Poza tym sama mieszkam na tym osiedlu i widzę, co tam się dzieje. Młodzież wysiaduje na ławeczkach koło piaskownic, pije, pali, bluźni. Są wśród nich narkomani, m.in. dwóch heroinistów, o których bardzo dobrze wie policja. A wokół nich kręcą się inni. Patrzą na to młodsze dzieci. Już samo to jest zagrożeniem. Kiedyś przez okno spostrzegłam zakrwawionego jednego z narkomanów, zadzwoniłam do policjanta, który mieszka w mojej klatce. Podobno interweniował, ale chyba nic to nie dało - uważa lekarka, dodając, że rodzice, mieszkańcy osiedla i policja powinni bardziej tym problemem się interesować. Wie jednak, że ludzie po prostu się boją.

Patologia na ławeczkach

Młoda matka, która prowadzi wózek z dwulatkiem też uważa, że osiedle nie jest bezpieczne.
- Nastolatki zbierają się w klatkach, na ławkach pod blokami. W piwnicach potem walają się strzykawki. Raz i drugi dzwoniliśmy na policję, przyjechali, pomogli wykurzyć ich z naszej klatki, to przenieśli się do innej. Jestem przerażona, bo mam dziecko w wieku szkolnym i wiem, że narkomani z naszego osiedla chodzili także pod szkołę, próbowali sprzedawać tam towar. Teraz podobno ich pogonili, ale strach naprawdę wypuścić dziecko na podwórko a nawet do szkoły - mówi kobieta.
Dwie nastolatki liżą na ławce lody. Na pytanie czy na osiedlu jest niebezpiecznie, potakują głowami.
- Ja mieszkam na innym osiedlu, tu mam przyjaciółkę, ale mama nie pozwala mi przychodzić na Orzeszkowej, bo podobno jest tu dużo narkomanów i chuliganów - mówi jedna z nich.
Przyjaciółka potwierdza:
- Bez przerwy kręcą się na ławkach, w piwnicach i klatkach schodowych biorą narkotyki. Nie jest przyjemnie. Rodzice zabraniają mi wychodzić z domu po zmroku - mówi.
- Słyszeliśmy, że ktoś dźgnął kogoś strzykawką. Myśleliśmy, że to jakieś narkomańskie porachunki, a nie wypadek z dziećmi - mówią dwaj młodzi mężczyźni pilnujący brzdąca w piaskownicy. - Krótko tu mieszkamy, ale rzeczywiście nie brakuje na osiedlu tak zwanego elementu. Pani spojrzy pod tamtą ławeczkę, tak jest co rano - pokazują walające się pod ławką w szczycie bloku 7c puszki z piwem. Obok jest piaskownica i zabawki dla dzieci. - Mieszka tu tylu policjantów, że powinien być idealny spokój, a tu nawet dobrego oświetlenia nie ma - mówią.
Kobieta z wózkiem uważa, że na Orzeszkowej nic szczególnego się chyba nie dzieje.
- W każdym razie nie zwróciłam na to uwagi, może dlatego, że mam wiele rodzinnych problemów. Ale przeraziła mnie pani tą historią ze strzykawką. O Boże, mam czteroletnie dziecko, które też bawi się w piaskownicy i przecież jemu mogłoby się to przydarzyć - mówi z lękiem w oczach.

Gdzie są rodzice

Nadkomisarz Teresa Wróbel, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Ostrowi uważa, że osiedle Orzeszkowej jest ani mniej, ani więcej zagrożone narkomanią niż inne osiedla w mieście, a miasto w zbliżonym stopniu jak inne podobne miasta w Polsce.
- Regularnie kontrolujemy wszystkie osiedla, klatki schodowe, piwnice. Po zgłoszeniu przez matkę chłopca wypadku ze strzykawką, 8 maja na osiedlu były kilkakrotne kontrole patroli policyjnych i policjantów operacyjnych, czyli ubranych po cywilnemu. Nie zatrzymaliśmy żadnych podejrzanych. Od 19 maja do 17 czerwca prowadzimy wzmożone działania prewencyjne, nastawione przede wszystkim na wagarowiczów i na młodzież zagrożoną patologiami - mówi Teresa Wróbel. Dodaje, że niepokój matki jest zrozumiały, bo jeśli strzykawki używała osoba uzależniona od narkotyków, istnieje możliwość zakażenia.
- Mamy wielką prośbę do rodziców, by uczulali dzieci na ostrożną zabawę, na niedotykanie ostrych, nieznanych przedmiotów, na nieprzyjmowanie prezentów od nieznajomych. Żeby po prostu interesowali się tym, co ich dzieci, małe czy większe, robią na podwórku. Dziecko nie powinno być pozostawione pod domem bez opieki, bo policja każdego dziecka nie upilnuje - mówi Teresa Wróbel.
- Odpowiedzialność rodziców jest oczywiście ogromna. Dzieci są po prostu niedopilnowane, zaniedbane - mówi Anna Bakuła, kierownik Poradni Uzależnień PZZOZ w Ostrowi. - Problem patologii wśród młodzieży bierze się także stąd, że młodzież w Ostrowi nie ma czym się zająć. Ze szkół zniknęły zajęcia pozalekcyjne, w mieście nie ma żadnych miejsc, gdzie młodzi ludzie mogliby spędzać wolny czas. Brakuje też współdziałania między instytucjami, które mają w statutach zapisaną opiekę nad zagrożoną młodzieżą. Nie ma po prostu wspólnego przeciwdziałania patologiom wśród młodzieży - uważa Anna Bakuła.

Nie tylko w Ostrowi

Spotkanie w Domu Młodych

W czwartek 29 maja w SM "Dom Młodych" odbędzie się spotkanie dzielnicowej Iwony Radomskiej z mieszkańcami zainteresowanymi problemem bezpieczeństwa na os. Orzeszkowej.

Problem narkomanii nie jest oczywiście specyfiką Ostrowi. Dotyczy on wszystkich miast w kraju i w naszym regionie: Ostrołęki, Makowa czy Przasnysza. Im większe miasto, im większe w nim blokowiska tym trudniej nad zagrożeniem zapanować.
- Mieszkańcy osiedla bez przerwy zgłaszają i do mnie, i na policję, że młodzi ludzie biorą narkotyki na klatkach schodowych, w piwnicach, przed blokami - mówi Rafał Dymerski, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Centrum" w Ostrołęce. - Nie ma na osiedlu ulicy, na której nie byłoby jakiegoś siedliska narkomanów. A strzykawki masowo znajdujemy na wiatrołapach bloków. Uczuliłem pracowników, by sprzątali w rękawiczkach. W akcji przeprowadzonej w czerwcu ubiegłego roku przez policję zatrzymano kilku narkomanów, ale problem wcale nie maleje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki