Przedszkola samorządowe są dla miasta za drogie

A. Rusinek
A. Rusinek
Urząd miasta w Makowie Mazowieckim przymierza się do oszczędności w oświacie. Miedzy innymi do reorganizacji przedszkoli samorządowych.

Na czym miałaby ona polegać burmistrzowie na razie nie chcą mówić, bo dokładnie sami jeszcze chyba tego nie wiedzą. Jedno jest pewne: zmiany są nieuniknione. A decyzje muszą zapaść w kwietniu.
- Musimy poczekać do końca naboru dzieci do przedszkoli, żeby przymierzyć się do ich konkretnej organizacji na przyszły rok szkolny - asekuruje się tymczasem burmistrz Janusz Jankowski.

Tłoku nie ma
Nabór już się rozpoczął. Dotyczy przede wszystkim nowicjuszy - trzylatków. Dla tych przede wszystkim może zabraknąć miejsc w trzech makowskich przedszkolach, choć na razie na to się nie zanosi. Jest w nich łącznie trzysta miejsc dla dzieci. Z demograficznych statystyk wynika, że do roku 2014 - kiedy to sześciolatki mają obowiązkowo wyruszyć do szkoły - w Makowie co roku będzie potrzebowało przedszkola 120 pięciolatków i tyleż samo mniej więcej sześciolatków. Dla nich opieka przedszkolna jest obowiązkowa. Co najmniej pięciogodzinna - w tym wymiarze czasu bezpłatna. Wynika z tego, że dla młodszych dzieci - trzy- i czteroletnich pozostaje zaledwie sześćdziesiąt miejsc w trzech placówkach.
Do przedszkolnej "Jedynki" zgłosiło się dotychczas dwadzieścioro trzylatków. Tyle samo podań wpłynęło do "Czwórki" - za płotem (oba przedszkola sąsiadują ze sobą). Trzynaścioro maluchów zgłosiło się do "Dwójki" na ul. Kościelnej. Do zamknięcia list naboru pozostały jeszcze dwa tygodnie, ale dyrektorki większego tłoku już nie przewidują, a liczbę przedszkolaków w przyszłym roku szkolnym szacują na obecnym mniej więcej poziomie.
- Do nas wpłynęło trzynaście podań o przyjęcie trzylatków. I więcej już raczej nie przyjmiemy, bo mamy łączoną, dwudziestopięcioosobową grupę trzy- i czterolatków. Zostanie w niej dwunastu ubiegłorocznych trzylatków, dopełnią ją tegoroczne maluchy - mówi dyrektorka najmniejszego w mieście przedszkola nr 2, Beata Sobolewska. Dodaje, że ma jeszcze kilka miejsc dla pięciolatków.

Za dwa lata będzie luz
W tej chwili przedszkola są zapełnione. Lecz kiedy za dwa lata sześciolatki wyniosą się obowiązkowo do szkoły, a niż demograficzny się utrzyma, mogą opustoszeć. Dlatego miasto już dzisiaj myśli o racjonalizowaniu kosztów i o bardziej ekonomicznej organizacji placówek. Dyskutowane są różne wersje zmian.
- Ustawa pozwala na łączenie placówek oświatowych, ale w pionie, w zespoły, to znaczy: przedszkole, szkoła podstawowa, gimnazja - mówi wiceburmistrz Grzegorz Napiórkowski. - To jednak wymaga poważnych adaptacji lokalowych i organizacyjnych, a niekoniecznie przyniesie znaczące oszczędności.
Jest analizowany też wariant wspólnej obsługi dla trzech przedszkoli - wspólnego intendenta, sprzątaczek, innych pracowników. Ale to nie oni stanowią najpoważniejsze obciążenie na liście płac. Znacznie drożsi są nauczyciele, zwłaszcza ci, wysoko kwalifikowani - mianowani i dyplomowani. A takich w makowskich placówkach oświatowych, także przedszkolnych, jest większość. Tańsi byliby stażyści, lecz ograniczać awansu zawodowego się nie da.
W makowskich przedszkolach zatrudnionych jest 26 nauczycieli (z nadgodzinami) oraz 27 pracowników administracji i obsługi.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie