Nauka jazdy zakończyła się tragicznie. Kursantka odpowie za śmierć dwóch osób

Miłosz Bednarczyk / Dziennik Wschodni
Pani Mirosława szukała wczoraj pomocy w biurze posła Janusza Palikota. Spotkała się z jego asystentem Łukaszem Piłasiewiczem
Pani Mirosława szukała wczoraj pomocy w biurze posła Janusza Palikota. Spotkała się z jego asystentem Łukaszem Piłasiewiczem Fot. Jacek Świerczyński / Dziennik Wschodni
Udostępnij:
To instruktor nauki jazdy - mimo zimowych warunków - pozwolił prowadzić kursantce auto na letnich oponach. Ale za spowodowanie śmiertelnego wypadku odpowiadają oboje. - Nie jestem winna. To jakaś farsa - żali się oskarżona.

Wczoraj pani Mirosława z Radzynia Podlaskiego przyjechała do lubelskiego biura posła Janusza Palikota. Spotkał się z nią jego asystent Łukasz Piłasiewicz.

- Jeżeli w prawie jest luka albo zły przepis, który powoduje, że odpowiedzialność spada na niedoświadczonego kursanta, to być może takie prawo należy zmienić? - zastanawia się Piłasiewicz.

Chodzi o wypadek sprzed dwóch lat. Pani Mirosława robiła kurs prawa jazdy w jednej z radzyńskich szkół jazdy. Zdała egzamin teoretyczny, ale przy pierwszym podejściu oblała część praktyczną. W listopadzie 2007 r. dokupiła dodatkowe lekcje.

- Trafiłam na pierwszy atak zimy. Spadło dużo śniegu. Wiał silny wiatr - opowiada pani Mirosława. W Rzeczycy (pow. bialski) straciła panowanie nad samochodem. Jej nissan micra zjechał na przeciwny pas ruchu i zderzył się z seicento. Pasażerka fiata zginęła na miejscu. Pasażerka nissana zmarła w szpitalu.

Prokuratura oskarżyła instruktora o umyślne naruszenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, bo dopuścił do jazdy samochodem bez zimowych opon. A także o spowodowanie śmiertelnego wypadku. Ten drugi zarzut usłyszała także pani Mirosława.

Obojgu grozi do 8 lat więzienia. Sprawa toczy się przed sądem w Radzyniu. - Spowodowanie wypadku dotyczy każdego uczestnika ruchu drogowego, nawet pieszego - tłumaczy Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - Nie ma żadnego przepisu, który wyłączałby z odpowiedzialności kursanta.

- Przecież wsiadając do samochodu, dopiero mam się nauczyć jeździć - oburza się pani Mirosława. - A polskie prawo traktuje mnie jak doświadczonego kierowcę.

- Z opinii biegłych wynika, że do nieszczęścia przyczynił się, zarówno instruktor, jak i kursantka. Ale która z tych osób w jakim stopniu, zdecyduje sąd - podkreśla Syk-Jankowska.

- Podczas ostatniej rozprawy usłyszałam, że sama powinnam sprawdzić stan samochodu, którym miałam jeździć - mówi mieszkanka Radzynia. - To farsa.

- Kursant nie powinien ponosić żadnej odpowiedzialności za tę sytuację - uważa Paweł Mazur, właściciel jednej z lubelskich szkół jazdy. - Instruktor jest w pełni odpowiedzialny za to, co dzieje się w samochodzie.

Zdaniem Mazura, odpowiednie przygotowanie samochodu do jazdy spoczywa wyłącznie na ośrodku szkolenia: Letnie opony w taką pogodę to zaniedbanie.

- Dlaczego ja mam płacić za nie swoje grzechy - pyta pani Mirka? Prosi o pomoc, kogo tylko się da.

- Musimy zapoznać się z tym materiałem i wyciągnąć wnioski - mówi asystent posła Palikota. Sam poseł był wczoraj w Warszawie.

Źródło: Dziennik Wschodni Kierowała autem nauki jazdy. Odpowie za śmierć dwóch osób

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

1111111111
Dla mnie to ewidentne, że powinien odpowiadać instruktor.

Po co tam siedział w samochodzie, aby zwiedzać okolicę a nie uczyć.

Prawo polskie jak zwykle jest źle zrobione
Dodaj ogłoszenie