Tytuł dla Lecha jest zasłużony. Oby tylko nie powtórzyła się sytuacja sprzed 7 lat, gdy po dwóch miesiącach zapomnieliśmy o mistrzu [WYWIAD]

Adam Godlewski
Adam Godlewski
- Nie wszyscy kluczowi piłkarze Lecha wiedzieli, że to oni powinni brać odpowiedzialność za wynik przez cały sezon. Na czele z Joao Amaralem. Brak stabilizacji wyjściowej jedenastki był problemem Kolejorza - uważa Piotr Reiss, legendarny napastnik klubu z Bułgarskiej.
- Nie wszyscy kluczowi piłkarze Lecha wiedzieli, że to oni powinni brać odpowiedzialność za wynik przez cały sezon. Na czele z Joao Amaralem. Brak stabilizacji wyjściowej jedenastki był problemem Kolejorza - uważa Piotr Reiss, legendarny napastnik klubu z Bułgarskiej. Adam Jastrzebowski
Udostępnij:
Piotr Reiss grał w Poznaniu - nowo kreowanej stolicy polskiego futbolu - dla Lecha, którego jest wychowankiem i spędził przy Bułgarskiej niemal 25 lat oraz dla Warty. Oba kluby ze stolicy Wielkopolski są bliskie temu członkowi elitarnego klubu zdobywców 100 goli w ekstraklasie i o najbliższej przyszłości obydwu porozmawialiśmy. O Kolejorzu - głównie w kontekście kwalifikacji Ligi Mistrzów. Czy drużyna Macieja Skorży - i sztab szkoleniowy - są już gotowe na to wyzwanie? Natomiast główne pytanie o Wartę dotyczy tego, czy Reiss w nią... zainwestuje?!

Jest pan zaskoczony, że to Lech wygrał mistrzostwo, prezentując bardzo równą, wysoką formę na finiszu?
Nie. Jeśli chodzi o kadrę, miał najsilniejszą na polskim podwórku. Kadra była wyrównana i bardzo szeroka, myślę, że wielu trenerów chciałoby mieć takich zawodników w składzie, jakich Lech miał na ławce rezerwowych praktycznie w każdym meczu. Zważywszy na to, to Kolejorz był głównym pretendentem do zdobycia mistrzostwa. I szansę wykorzystał grając bardzo dobry, widowiskowy futbol. Zespół dobrze bronił, strzelał dużo bramek, pod oboma tymi względami nie miał sobie równych w lidze. Oczywiście, Raków też miał długą serię meczów bez porażki, ale jakościowo nie miał prawa wytrzymać tego wyścigu. Każde inne rozstrzygnięcie niż mistrzostwo dla Lecha byłoby nawet nie tyle niespodzianką, co sensacją.

Finał Pucharu Polski wygrał jednak Raków. Czy nawet wówczas nie stracił pan wiary w siłę zespołu Macieja Skorży?
Większość kibiców po tym przegranym meczu miała wątpliwości…. Okazało się jednak, że Lech ma teraz zawodników o bardzo silnej psychice. Owszem, zawalili mecz finałowy, ale później już było widać, że szybko się pozbierali i są odporni nie tylko na stres, ale i to niepowodzenie. Nawet w trudnych momentach, choćby w meczu Piastem, mieli niezbędną wolę walki i wiarę we własne umiejętności. I także mentalem pobili konkurencję.

To drużyna, która jest już gotowa na kwalifikacje Ligi Mistrzów?
Lech ma zawodników o prawdę nieprzeciętnych umiejętnościach, natomiast nie zawsze wszyscy piłkarze sprzedają tę jakość na boisku. Sztab szkoleniowy Lecha musi zatem skupić się na wyciąganiu z nich pełni możliwości za każdym razem, bo skala trudności w eliminacjach Champions League będzie zupełnie inna, nieporównywalnie wyższa. Potencjał w każdym z zawodników Lecha jest olbrzymi, ale na każde spotkanie trzeba wybierać rzeczywiście najlepszą jedenastkę. Czyli taką, która w danym meczu będzie potrafiła wykrzesać maksimum umiejętności. A zauważyłem, że nie wszyscy czują się zawodnikami pierwszego składu; ba, praktycznie nikt nie wie, czy zagra w następnym spotkaniu ligowym i to na pewno wpływa deprymująco na część graczy. Brak stabilizacji wyjściowej jedenastki był największym problemem w tegorocznej części sezonu. Kluczowi piłkarze, którzy powinni brać na własne plecy ciężar odpowiedzialności za wyniki przez cały sezon, nie zawsze wiedzieli, że oni to muszą robić. Tak było chociażby z Amaralem w finale Pucharu Polski, gdy nie wyszedł on w pierwszym składzie. A mówimy o zawodniku, który był jedną z najjaśniejszych postaci. A może nawet najważniejszym dla losów mistrzostwa…

A jak podoba się panu przejście Pedro Tiby do Legii?
Z jednej strony piłkarzowi nie ma co się dziwić, bo dostał propozycję z innego polskiego klubu. I zapewne była to najbardziej konkretna oferta. Natomiast dziwi mnie trochę postawa włodarzy Lecha, że nie chcieli zatrzymać tak ważnego - przynajmniej z mojego punktu widzenia - piłkarza. Był to precież bardzo silny punkt zespołu u poprzednich szkoleniowców. Widocznie na linii Skorża – Tiba współpraca nie układała dobrze i trener podjął decyzję o nie przedłużeniu kontraktu… Legia jest i pozostanie klubem, do którego z Lecha się nie przechodzi, ale Portugalczyk - tak jak w przeszłości chociażby inny obcokrajowiec Kasper Hamalainen – nie musi zdawać sobie sprawy.

Pamiętam, jak w czasach pańskiej kariery spotkaliśmy się przypadkowo w Poznaniu i na mieście przywitał mnie pan nucąc: „bo w nienawiści do tej drużyny wychowano nas”...
Dla kibiców Lecha ten tekst jest jak drugi, zapasowy hymn. I dobitnie pokazuje, że zawodnikowi takiego pokroju, jakim byłem chociażby ja, po prostu nie wypada przejść do Legii Warszawa. Tyle że dzisiaj piłka nożna idzie w zupełnie innym kierunku niż kiedyś, mniej jest sentymentów, dziś praktycznie zawodnicy co 3 lata zmieniają kluby. Nie ma już takich legend jak Raul w Realu, Totti w Romie, czy… Reiss w Lechu. To się skończyło i trzeba się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. A tym bardziej trudno mieć pretensje do obcokrajowców, że nie czują takich niuansów.

Mimo wszystko wyścig wygrany z Legią na finiszu smakowałoby w Poznaniu lepiej niż w sytuacji, kiedy warszawska drużyna miała problemy z utrzymaniem się, a głównym rywalem był Raków.
Zdecydowanie! Kibice Lecha woleliby wygrać tytuł z Legią, dlatego nie mogę odżałować, że półfinał Pucharu Polski z Rakowem nie skończył się wygraną Legii. Bo smak mistrzostwa Kolejorza byłby jeszcze lepszy. No i Kolejorz miałby dwa trofea w gablocie, a nie jedno. Zresztą taki finał na Narodowym byłby ciekawszy dla wszystkich, dla dziennikarzy i mediów też. To już jednak nie wina Lecha, że Legia posypała się do tego stopnia, że długo nie mogła być pewna utrzymania. Na pewno jest największym przegranym minionego sezonu.

Trudno mieć jednak pretensje do Rakowa, że markę ma – jeszcze – nieporównywalną do Legii.
Mam duży szacunek dla pana Michała Świerczewskiego, właściciela klubu. Widziałem wielu inwestorów, którzy chcieli robić biznes na polskiej piłce, ale nikt nie był tak mądry jak on. Świerczewski zbudował fajny klub, ma ciekawy zespół, a ścieżka rozwoju, którą wybrał, jest nie tylko oryginalna, ale i godna podziwu. Raków ma sukcesy, regularnie melduje się na podium w ekstraklasie, sięga po krajowe puchary, ale zdążył już także sprzedać zawodnika za ponad 5 milionów euro. Nie mam więc wątpliwości, że w dalszym ciągu z przyjemnością będę patrzył na projekt pana Świerczewskiego. To klub z historią, sam przecież też grałem na Rakowie, ale ma też poważną lokalną konkurencję. W postaci żużla. Czyli mega silną. Zobaczymy, jak w dłuższej perspektywie poradzi z nią sobie.
Trener Skorża nie widział Tiby, ale tarcia były też podobno w relacjach z Tomaszem Kędziorą, renomowanym reprezentacyjnym obrońcą dyskretnie wykorzystywanym przez szkoleniowca w ostatniej rundzie. Czy to pana mnie martwi?
Nie wiem, co dzieje się wewnątrz klubu, więc nie potrafię odnieść się do przyczyn takiego stanu rzeczy. Trzymam kciuki za sztab trenerski Macieja Skorży, bo 7 lat temu po zdobyciu mistrzostwa Polski wszystko momentalnie się posypało. Dwa miesiące później Lecha nie było już w europejskich pucharach, a przede wszystkim był ostatnim miejscu w tabeli w ekstraklasie. Mam nadzieję, że zostały wyciągnięte właściwe wnioski i to się teraz nie powtórzy.

Mistrzostwo Lecha na 100-lecie klubu – to ułożyło się fantastycznie. Pan może jednak czuć niedosyt…
Cieszę się, bo w ostatnich latach Lech zarobił olbrzymie pieniądze na transferach i na stulecie miał za co stworzyć zespół. Już wiemy, że stworzył bardzo silny w polskich realiach, ale zobaczymy, jak to przełoży się na arenę międzynarodową. No bo jednak troszkę cieniem położył się ten przegrany finał pucharu; biorąc pod uwagę jak szeroką i jakościową kadrę miał Kolejorz – powinien być dublet. A co do mnie – wybór, choć nie wiem czy kibiców czy kogoś innego, jedenastki stulecia, do której się nie załapałem, oczywiście nieprzyjemnie mnie zaskoczył. Myślę, że bardziej zasłużyłem się dla klubu niż kilku zawodników, którzy tam się znaleźli… Choć w sumie – ja strzeliłem tylko 109 bramek w ekstraklasie dla Lecha, w sumie prawie 140 we wszystkich swoich występach dla Kolejorza, więc – jak widać - kilku goli najwyraźniej zabrakło…. To boli, i już zawsze będzie bolało. Rozegrałem w klubie 13 sezonów na poziomie ekstraklasy. Ponad 10 lat spędziłem w grupach młodzieżowych Lecha, więc w sumie z tych 100 lat ponad ćwierć wieku to nasza wspólna historia – klubu i moja. Jestem jednym z dwóch zaledwie zawodników, którzy zapisali się w annałach polskiej ekstraklasy, strzelając ponad 100 bramek dla Kolejorza. Cóż jednak zrobić, trzeba żyć dalej.

W Poznaniu grał pan też dla Warty…
…u schyłku kariery. I nie było to w ekstraklasie, tylko na jej zapleczu ekstraklasy, więc przeciwko Lechowi w żadnym meczu nie wystąpiłem. Strzelałem oczywiście bramki również dla Warty, dla bardzo biednej wtedy Warty. Dlatego cieszę się, że Poznań jest obecnie jednym z niewielu miast w Europie, gdzie są dwa kluby w ekstraklasie, których kibice nie ze sobą zwaśnieni. To także bardzo ciekawy wątek społeczny.

Dlaczego zatem te kluby nie dogadały się, żeby derby – które jak się okazało wyłoniło mistrza – nie zostały rozegrane przy Bułgarskiej? Przez to Poznań ominęło wielkie święto futbolu…
Byłem tym bardzo niemile zaskoczony, bo Lech i Warta w takim sezonie zasłużyły na derby przy pełnym stadionie, a nie dla 1000 widzów w Grodzisku Wielkopolskim. My wszyscy – podatnicy - płaciliśmy słono za modernizację stadionu przy Bułgarskiej właśnie po, żeby takie historyczne derby Poznania przeżywać z 40 tysiącami widzów na trybunach. Tymczasem trzeba było pojechać na prowincję, dziwna sytuacja. I niedopuszczalna, bo przecież oba te kluby w ekstraklasie promują miasto Poznań. I przychody z takiego meczu, teraz de facto utracone, powinny zasilić cały poznański futbol. Ktoś to powinien wyjaśnić, i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Pojawiły się pogłoski, że jest pan – właściciel słynnej na cały kraj Akademii Piłkarskiej Reissa - zainteresowany zakupem akcji Warty Poznań. To prawda, czy fałsz?
Żal patrzeć, że poznański klub, który mógłby się rozwinąć, ze względu na problemy finansowe nie rozwija się. Dlatego uważnie przyglądam się, co w tej chwili dzieje się na Wildzie. Nie jest powiedziane, że kupię Wartę Poznań, ale też tego… nie wykluczam! Czas pokaże. Napędza mnie to, że środowisko fanów nie jest zwaśnione z kibicami Lecha, czyli mojego rodzimego klubu. Jak wiadomo, moje szanse pracy w Kolejorzu są praktycznie żadne, a chciałbym kiedyś wrócić do dużego futbolu. Mam nadzieję, że byłbym mile widziany w Warcie, i także dlatego przyglądam się sytuacji. Spokojnie, bez pośpiechu, z chłodną głową. I analizuję perspektywy rozwojowe. Jakiś pomysł nawet świta mi już w głowie, ale za wcześnie, aby mówić o nim publicznie.
Rozmawiał Adam Godlewski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Tytuł dla Lecha jest zasłużony. Oby tylko nie powtórzyła się sytuacja sprzed 7 lat, gdy po dwóch miesiącach zapomnieliśmy o mistrzu [WYWIAD] - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Tygodnik Ostrołęcki
Dodaj ogłoszenie