Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

„Praca na scenie to moje odwieczne marzenie”. Rozmowa z Lidią Pozanską, która pomimo trudnego dzieciństwa odnosi sukcesy w dorosłym życiu

Katarzyna Dębek
Katarzyna Dębek
Lidia jest ogromną miłośniczką muzyki i wydała swój pierwszy singiel „No time to wait”.
Lidia jest ogromną miłośniczką muzyki i wydała swój pierwszy singiel „No time to wait”. Lidia Pozanska
Przez ojca alkoholika w domu Lidii działy się okropne rzeczy. Jako dziecko DDA miała bardzo trudne dzieciństwo, jednak to nie przeszkodziło jej spełniać marzenia, rozwijać swoje pasje i osiągnąć sukces zawodowy.

Jak wyglądało Pani dzieciństwo?
Pochodzę z bardzo skromnej rodziny. Obraz mojej osoby, który ludzie widzą obecnie, to były lata ciężkiej pracy nad sobą. Lata obserwacji i próba zrozumienia siebie oraz tego, co doświadczałam. Poszukiwania zrozumienia wzorców rodzinnych i ich przełamania. Jestem DDA, czyli Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. Dzieciństwo było dla mnie ciekawym doświadczeniem. Zawsze czułam się jak mała dorosła, ponieważ byłam odpowiedzialna za bezpieczeństwo moich członków rodziny. Mój ojciec, który na co dzień był bardzo dobrym człowiekiem, pod wpływem alkoholu zamieniał się w zupełnie kogoś innego. Często byłam świadkiem kłótni rodziców. Dochodziło również do aktów przemocy. Na szczęście mi się nigdy nic nie stało, to moja mama była ofiarą.

Zobacz: „Moim celem w życiu jest inspirowanie – przede wszystkim kobiet”. Rozmowa z Moniką Kowal – bizneswoman, która wie, jak osiągnąć sukces

Podczas rozprawy o rozwód przydzielono mi nadzór kuratorski. Moja kuratorka była moją imienniczką i bardzo niemiłą kobietą. Powiedziała mi, że jak się nie będę dobrze uczyć, to zabiorą mnie do domu dziecka. Zachowałam to dla siebie i nic nie powiedziałam mamie. Drżałam ze strachu od środka i robiłam wszystko, żeby mnie tylko nie zabrali. Odczuwałam zawsze wstyd, jak robiła mi wizytację w szkole. Po prostu wchodziła do klasy i sprawdzała czy jestem obecna. Starałam się tak jak mogłam i byłam dobrą uczennicą. Chciałam, żeby te oceny w nauce i moje bardzo dobre zachowanie w jakikolwiek sposób zrekompensowały mamie wszystko. Chciałam ją uszczęśliwić.

Mam również i te dobre wspomnienia, które dawały mi radość. Do takich najlepszych wspomnień należały święta. Zawsze mieliśmy świeżą choinkę, którą stroiłam z moimi dwiema siostrami. Wszystko tak naprawdę psuł alkohol. Zawsze wyobrażałam sobie, jakby to było, gdyby alkoholu nie było. Chyba tworzylibyśmy normalną rodzinę? Skończyło się na wyobrażeniach i marzeniach. Dzisiaj patrzę na to z innej perspektywy. Czyli okropną chorobę z poziomu ciała i ducha, z którą mój tata niestety nie mógł sobie poradzić. Mojego taty tata miał niestety ten sam problem. Muzyka zawsze łagodziła wszystko. Moja cała rodzina ją kochała. Mój tato uwielbiał sprzęty muzyczne. Pierwszy z nich, jaki pamiętam, to magnetofon szpulowy! Klasyk! Oczywiście z siostrami byłyśmy pierwsze przy nim, jak rodziców nie było w pobliżu.

W wieku 13 lat zamieszkała Pani poza swoim rodzinnym domem. Jak to wpłynęło na dalsze życie, czego Panią nauczyło?
To jest bardzo miłe wspomnienie z dzieciństwa. Po rozwodzie moich rodziców miałyśmy z mamą przeprowadzić się do Rumii. Tak się złożyło, że była to 3 klasa gimnazjum. Nauczyciele stwierdzili, że to absurd przenosić mnie w ostatnim roku do innej szkoły i zaoferowali swoje wsparcie. Mama mojej przyjaciółki, Pani Małgorzata Ługin, która była też moją nauczycielką chemii i biologii, zaoferowała mi pobyt w swoim domu na ten ostatni rok. To było dla mnie bardzo miłe zaskoczenie. Córka Pani Ługin, Ewa, moja koleżanka z klasy, pozwoliła mi zamieszkać w swoim pokoju. Wtedy jeszcze bardziej się zaprzyjaźniłyśmy i ta przyjaźń trwa do dzisiaj. W zasadzie to jesteśmy trzy z tamtych czasów: Ja, Ewa i Alicja. Jak trzy muszkieterki – nierozerwalne.

Pani Małgosia była i jest niesamowitą kobietą. Podczas rocznego pobytu była moim wsparciem – jak czegoś nie rozumiałam, to siadałyśmy wieczorami do zadań i je wspólnie rozwiązywałyśmy. Tak bardzo pokochałam dzięki Pani Małgosi biologię i chemię, że pisałam z tych przedmiotów maturę. Moja nauczycielka od chemii była wtedy przerażona, bo jako jedyna zdawałam ten przedmiot jako obowiązkowy na całą szkołę. Po maturze dostałam się na Oceanografię Uniwersytetu Gdańskiego. Niestety, zrezygnowałam szybko z tego kierunku, bo bardziej mnie wtedy pasjonowała nauka języka angielskiego. Na pewno Pani Małgosia była moją wielką inspiracją. Jak i moja mama, która w dzieciństwie marzyła by zostać polonistą. Miała do tego ogromne predyspozycję, bo była piątkową uczennicą.

Niestety, dziadek zatrzymał mamę wtedy na roli. Mama nie chciała uciekać z domu, bo babcia chorowała na serce i dopiero jak nas odchowała, dokończyła szkołę, czyli po 30. roku życia. Zdała maturę z języka rosyjskiego i to na 5!. Te dwie cudowne kobiety były dla mnie największymi autorytetami, z których czerpałam wiedzę i doświadczenie garściami. Zdawałam sobie sprawę, że jedynie nauka może mnie wyprowadzić na prostą. Miałam ogromne wsparcie w nauczycielach. Zawsze darzyłam ich ogromnym szacunkiem, ponieważ widziałam ile serca wkładają, by przekazać nam jak najwięcej wiedzy.

To Cię zainteresuje: Pierwsza kobieta w Polsce pokieruje firmą w typowo męskiej branży. Ekspert: branża jest wymagająca i potrzebuje zmian

Jak wpadła Pani na pomysł założenia szkoły językowej?
Pomysł na założenie szkoły zrodził się po powrocie z Las Vegas, gdzie mieszkałam w sumie 2 lata. Kochałam język angielski i chciałam go dalej pielęgnować, dlatego podjęłam decyzję, że pójdę na filologię angielską wraz z przygotowaniem pedagogicznym. Po około 6-letniej pracy dla prywatnych szkół językowych zapragnęłam otworzyć coś swojego. Z pewnością wszystko, co działo się w moim życiu, miało na to wpływ. Zwłaszcza że moja mama zawsze pragnęła dla mnie bezpieczeństwa finansowego. Obawiała się, że jak zostanę aktorką, to będzie mi ciężko się utrzymać w tym świecie. Obraz walki o rolę i pieniądze przerażał ją wtedy doszczętnie.

Jak tylko skończyła Pani pełnoletność wyjechała Pani za granicę. W jakim celu?
Po ukończeniu matury najpierw dostałam się na Oceanografię Uniwersytetu Gdańskiego w trybie dziennym, jednak po kilku miesiącach zrezygnowałam. Zawsze ciekawiło mnie, co się kryje za granicami naszego kraju. Wcześniej nie mogłam sobie na to pozwolić. Jak mieliśmy wymianę szkolną, polsko-niemiecką, to nie mogłam wziąć w niej udziału. Już wtedy rodzice ze sobą nie rozmawiali, a musiałam mieć zgodę obojga z nich. Moja mama zawsze dbała o to, bym mogła się uczyć języków. Chodziłam jako nastolatka do prywatnej szkoły językowej, by szlifować angielski. Niestety liczna grupa uczniów nie do końca się sprawdzała.

Moja introwertyczna natura dawała się we znaki i zamykała od środka. Byłam jej bardzo świadoma i tym bardziej sama chciałam tą niewygodę pokonać. Pokonać strach. Pokonać wstyd przed wypowiadaniem się. Czułam się jak w zakleszczonej puszcze. Było mi z tym bardzo niewygodne, dlatego dawałam sobie wiele możliwości by nabrać odwagi i wykorzystywałam wszystkie dostępne narzędzia. Pewnego dnia usiadłam przed komputerem i wyszukałam program dla Au-Pair, który oferował pracę opiekunki w rodzinie brytyjskiej z możliwością nauki w Collegu w Andover, miejscowości położonej w południowej Anglii.

Pożyczyłam wtedy od mamy pieniądze, by opłacić ten program. Byłam z siebie dumna, że sama mogłam później zarabiać pieniądze i szybko zwróciłam mamie pożyczoną kwotę. Rodzina, która mnie gościła, również należała do „takich, którzy kochali rzucać na głęboką wodę”. Po przylocie do Anglii, musiałam sama do nich dojechać z lotniska. Byłam przerażona! Kilka przesiadek, ale dałam radę. Potem zapisali mnie na kilka lekcji jazdy samochodem z instruktorem. Byłam wtedy świeżo po zdaniu prawa jazdy. Po dwóch spotkaniach powiedział, że jestem gotowa. Rodzina to samo mi powiedziała. Dała mi wtedy mapę i powiedziała: „jedź, pozwiedzaj okolicę. A i pamiętaj, że kierownica jest po drugiej stronie i lewostronny ruch!” W pocie czoła zwiedzałam okolicę, ale doszłam do wprawy. Dostałam od nich wtedy 12-letnie Volvo z gumowym zderzakiem, więc w razie niefortunnego cofania miałam pewność, że nikomu nic się nie stanie.

„Angielska rodzina” w ramach mojej pracy dawała mi kieszonkowe i umożliwiła dorabianie sobie jako babysitter, czyli opiekunka do dzieci. Dodatkowo polecali mnie innym osobom, dzięki czemu dorabiałam, sprzątając domy. Oczywiście w trakcie pobytu moja rodzina sponsorowała mi kurs językowy w college'u, co było dla mnie spełnieniem marzeń. Chodziłam do cudownej grupy, w której byli ludzie z całego świata. Naszą lektorką, jak się później okazało, była Polka. Ela była cudowną kobietą i to dzięki jej opinii po roku dostałam się na kierunek aktorski DRAMA. Niestety, z powodów osobistych nie ukończyłam tego kierunku i wróciłam do Polski.

I co się dalej działo?
Po powrocie do kraju wyjechałam do Stanów Zjednoczonych, do Las Vegas, w ramach programu studenckiego „Work and Travel”. Moją pierwszą pracą w USA była Adventuredome attendant. Było to stanowisko w wesołym miasteczku w Circus Circus Casino Hotel, gdzie zajmowałam się sprzedażą wejściówek. Następnie zostałam „Cigarette girl” w Imperial Palace, obecnie znanym jako Harrah’s. Chodziłam tam w takim pięknym stroju i z uśmiechem zapraszałam do zakupów! Praca nie była łatwa, bo dostawałam jedynie procent od sprzedaży! Dodatkowo musiałam dokonywać codziennej opłaty za stanowisko w wysokości około10 dolarów. W międzyczasie zarabiałam jako kelnerka w greckiej restauracji i tak przez kolejne lata doskonaliłam swoje umiejętności językowe.

Skąd zrodziła się u Pani pasja do muzyki?
Pasję do muzyki odziedziczyłam po rodzicach i po przodkach. W moim domu od zawsze gościła muzyka. Moja mama dużo śpiewała, sama jest solistką i wokalistką. Muzyka ciągnie się za nami od pokoleń. Mój dziadek był multiinstrumentalistą. Przed wybuchem II wojny światowej miał swój własny zespół i karczmę, gdzie odbywały się zabawy i wesela. Mojego dziadka kuzynem był Jan Krenz polski kompozytor i dyrygent, który występował z Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia., w m.in. w 1963 odbył najdłuższe w dziejach Polski tournée przez ZSRR, Mongolię, Chiny, Japonię , po Nową Zelandię i Australię.

19 grudnia wydała Pani swój pierwszy singiel, o czym jest ta piosenka?
Mój utwór opowiada historię zagranicznej miłości osadzonej w dwóch światach. Prawdziwa miłość nie zna granic. Dla prawdziwej miłości odległość nie ma znaczenia. Żyjemy w bardzo specyficznych czasach, które serwują nam wiele udogodnień. Z pozoru wszystko wydaje się łatwiejsze i ciekawsze, ale czy na pewno? Miłość potrzebuje czasu na świadome poznanie drugiego człowieka. Niesie ona ze sobą odważne, jak i racjonalne decyzje, które dzięki pielęgnacji języka miłości, pozwolą nam ujrzeć słynny „happy end”.

Zobacz: Mamy nową rekordzistkę w ukończeniu kierunków studiów. Zdobyła niemal 30 dyplomów przez 22 lata. I wciąż studiuje

Prowadzi Pani swoją szkołę językową, czym ona się wyróżnia na tle innych?
Jestem magistrem filologii angielskiej Uniwersytetu Gdańskiego i właścicielką szkoły językowej Elite English Academy w Gdyni, która w roku 2020/2021 zdobyła prestiżową nagrodę jako najlepsza szkoła roku według Poland Prestige Awards, prosto z Londynu! Kocham pracę w środowisku międzynarodowym, dlatego moja szkoła oferuje nie tylko język angielski. Z sukcesem przeprowadzam kursy językowe dla różnych grup wiekowych. Co mnie wyróżnia to wyższa świadomość nauki języków obcych.

Metodykę dostosowuję indywidualnie do potrzeb ucznia, w zależności od posiadanych predyspozycji językowych. Zajęcia prowadzę metodą komunikatywną, która polega na wdrażaniu technik przyśpieszających proces nauki mówienia. Zajęcia odbywają się bezstresowo, energicznie, z dużą dawką humoru, dlatego moi kursanci są zadowoleni z naszej wieloletniej współpracy.

Muzyka czy szkoła językowa? Gdyby musiała Pani wybrać, to na co by Pani postawiła?
Praca na scenie to moje odwieczne marzenie. To jestem cała Ja. Szkoła daje mi stabilizację, a scena upust mojej duszy artystycznej. Równowaga jest zachowana.

Szkoła językowa, własna piosenka – to z pewnością niejedyne marzenia. Czy jest jeszcze coś, co chciałby Pani zrealizować?
Zdecydowanie tak! Chciałabym zagrać w filmie. Zawsze mnie pasjonowało aktorstwo. Od najmłodszych lat jestem związana ze środowiskiem artystycznym. Poloniści dostrzegali we mnie talent. Wygrywałam liczne kursy recytatorskie, dlatego postanowili wysłać mnie na zajęcia aktorskie do Młodzieżowego Domu Kultury w Gdyni. Dzięki zajęciom z Panią Teresą Wasiak, aktorką Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza nabrałam odwagi i zaczęłam pojawiać się filmach jako statystka, np. w „Tylko mnie Kochaj” i serialu „Sąsiedzi”. Pracowałam też dla agencji artystycznej jako tancerka i hostessa. Przygotowywaliśmy tematyczne eventy i jeździliśmy po całym kraju.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiał oryginalny: „Praca na scenie to moje odwieczne marzenie”. Rozmowa z Lidią Pozanską, która pomimo trudnego dzieciństwa odnosi sukcesy w dorosłym życiu - Strona Kobiet

Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki