Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Otylia w Wyszkowie

Aneta Kowalewska
Otylię Jędrzejczak sfotografowaliśmy na weselu Małgosi Michalskiej
Otylię Jędrzejczak sfotografowaliśmy na weselu Małgosi Michalskiej Fot. A. Kowalewska
Po małyszomanii przyszedł czas na otyliomanię. Polacy są głodni sukcesów swoich sportowców. Otylia Jędrzejczak, która podczas ostatniej olimpiady zdobyła dwa srebrne i jeden złoty medal jest dziś prawdziwą bohaterką narodową. W ostatnią sobotę Otylia gościła w Wyszkowie na ślubie i weselu swojej przyjaciółki ze studiów na AWF, Małgosi Michalskiej.

wyszkowskim basenie. Tu także była na zgrupowaniu przed Mistrzostwami Europy. Dobrze zna byłego trenera wyszkowskiej największej nadziei pływackiej, Igi Kalinowskiej - Artura Paczkowskiego. A wyszkowianka, Małgosia Michalska, u której Otylia gościła na ślubie jest jej najlepszą przyjaciółką - wspólnie studiują na AWF.
Otylia właśnie odpoczywa po ciężkiej, olimpijskiej pracy. Na olimpiadzie w Atenach zdobyła dwa srebrne medale i olimpijskie złoto - to wyczyn, którym na stałe wpisała się do historii polskiego sportu.
- Zrobiłam sobie przerwę, najdłuższą w ciągu ostatnich lat, bo prawie dwumiesięczną. Muszę trochę odpocząć, nadrobić zaległości na uczelni, mam teraz praktyki w szkole, pracuję z dziećmi - mówi Otylia.

Bez wody sodowej

- Bardzo wysoka i bardzo szczupła. Charakterystyczne, krótko przycięte blond włosy i uroczy uśmiech. Olimpijskie sukcesy nie pomieszały jej w głowie i nadal pozostała życzliwą i sympatyczną dziewczyną - twierdzą jej koledzy ze studiów. Woda - ani ta z basenu, ani sodowa - nie uderzyła jej do głowy.
A przecież zdobyła właściwie wszystko, co w sporcie zdobyć można. Przyzwyczaiła nas do systematycznego bicia rekordów. Od pięciu lat na topie - wygrywa wszystko, co wygrać można.
- Rzeczywiście, ostatnie cztery lata były dla mnie fantastyczne. Osiągnęłam właściwie wszystko, co sobie zaplanowałam. Taka już jestem, że lubię wyznaczać sobie cele i realizować je cierpliwie. Jestem ambitna, staram się naprawdę dużo od siebie wymagać - mówi Otylia. Kiedy pytamy czego potrzeba, aby osiągać takie sukcesy: talentu, pracowitości czy szczęścia? - mówi, że na początku bardzo potrzeba talentu, ale później sukces trzeba wypracować, potrzeba systematyczności, wytrwałości i cierpliwości. Współpracy z trenerem i umiejętności słuchania. No i szczęścia.

W czepku urodzona

- Ja jestem w czepku urodzona, twierdzą moi rodzice. Urodziłam się o miesiąc za wcześnie i sama wybrałam sobie imię - urodziłam się w imieniny Otylii, 13 grudnia. Szczęście na razie mnie nie opuszcza - śmieje się Otylia. I dementuje plotki, że rodzice zmuszali ją do pływania.
- Nie, nie zmuszali mnie, to trochę nieporozumienie. Zaprowadzili mnie na basen, gdy miałam sześć lat. Na początku bardzo się bałam, zwłaszcza głębokiej wody i oswajali mnie z nią. Potem zaprzyjaźniłam się z nią i tak już pozostało - opowiada Otylia. Jej tata, utytułowany bokser dobrze wiedział, co znaczy być sportowcem, ilu wyrzeczeń i poświęcenia to wymaga.

Reżim dla sukcesu

A nie jest wcale proste i przyjemne wstać zimą o piątej rano i kwadrans później wskoczyć do zimnej wody. Potem pływać jeszcze jakieś sześć godzin dziennie. A gdy się pływa 365 dni w roku, bywa że pływanie przestaje się kojarzyć z przyjemnością. Wielu adeptów pływania po godzinach spędzonych na basenie i mozolnych, wielogodzinnych treningach rezygnuje z uprawiania tego sportu. Ale nie Otylia, choć i jej zdarzają się dni, gdy nie spieszy się jej na basen.
- Wtedy trzeba trochę odpocząć, nabrać dystansu i poczuć głód pływania. Dopiero wówczas jest szansa na sukcesy. Bo sport tylko wtedy wiąże się z sukcesami, gdy się go lubi i gdy sprawia przyjemność - tłumaczy Otylia, która nie lubi otwartej wody.
Trzeba też polubić stały życiowy reżim, także żywieniowy.
- Generalnie staram się jeść normalnie, kontrolując wagę, na sześć tygodni przed zawodami narzucam sobie dyscyplinę, nie jem pieczywa, słodyczy. Ograniczam jedzenie także wtedy, gdy przekraczam pewną swoją optymalną wagę - zwierza się Otylia.

Otyliomania

Po małyszomanii przyszedł czas na otyliomanię. Olimpijskimi sukcesami Otylii żyła cała Polska. Dziś mało kto nie wie, kim jest Otylia Jędrzejczak. Jej rzadkie imię coraz częściej nadawane jest nowonarodzonym dziewczynkom, a za Otylką gonią tłumy wielbicieli z prośbą o autograf i znajomi ostatnio nie bardzo chcą ją z sobą zabierać na imprezy, bo natychmiast pojawia się za nimi kolejka gapiów. Multimedalistka przyzwyczaja się do blasków i cieni popularności.
- Właściwie od pięciu lat, gdy jestem na topie, jestem rozpoznawana. Na początku było to bardzo przyjemne, potem czasami męczące, ale wiem, że wsparcie kibiców bardzo pomaga, choć oczywiście są momenty, gdy trzeba skupienia. Staram się przyzwyczajać do bycia osoba publiczną, ale na szczęście u mnie jeszcze ludzie nie wystają pod akademikiem, tak, jak pod domem Adama Małysza - śmieje się Otylia.
- Polacy są głodni sukcesów swoich sportowców, ale niestety, mają i tę cechę, że szybko przestają w nich wierzyć. Wystarczy jakieś potknięcie, czy chwilowa niedyspozycja, aby stracić wsparcie kibiców. Tymczasem ci prawdziwi są ze swoim sportowcem i na dobre, i na złe - mówi Otylka.
Ona jest wciąż głodna pływania, głodna sukcesów i medali. Czeka na kolejną olimpiadę i kolejne olimpijskie laury. Będziemy jej w tym kibicować.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki