Gruźlica - wciąż groźna

Jarosław Sender
Niepokój graniczący ze strachem, przed nowymi epidemiami sprawia, że lekceważymy starych wrogów, takich jak wciąż niebezpieczne prątki gruźlicy.

Kiedy gdzieś daleko w świecie wybucha nowa epidemia, informacja taka trafia zwykle od razu do mediów. Dopóki jednak zaraza atakuje ludzi mieszkających dziesiątki tysięcy kilometrów od nas, wzbudza umiarkowane zainteresowanie. Gdy choć jeden przypadek choroby zostaje zarejestrowany w pobliżu, wybucha panika. Np. gdy wirus ptasiej grypy po raz pierwszy pojawił się w Polsce, była to główna informacja w mediach, choć są przecież choroby zakaźne o wiele bardziej rozpowszechnione i zarazem groźniejsze. Nie wzbudzają one jednak takich emocji, bo znamy je od wieków. Wiemy, że istnieją i oswoiliśmy się z ich obecnością. Czasami wręcz je lekceważymy. A szkoda.

Efektem takiego właśnie ignorowania zagrożenia ze strony starych wrogów jest pojawienie się osobnika o nazwie MDR TB. Jest to niebezpieczna odmiana prątka gruźlicy (Mycobacterium tuberculosis) odporna na dwa lub więcej antybiotyków. Rozprzestrzenia się ona na świecie, przenikając do organizmów kolejnych ludzi. Sami ją wyhodowaliśmy, popełniając liczne błędy w leczeniu gruźlicy. Pierwszy to przepisywanie przez lekarzy złych leków, drugi - przepisywanie zbyt małej ilości leków, trzeci - przerywanie kuracji przez chorego.
To sprawiło, że część zarazków w organizmie pacjenta przetrwała "bombardowanie" antybiotykami, a kolejne generacje prątków uodporniły się na nie.

Gdzie najpierw pojawił się ów mikrob? Amerykańscy epidemiolodzy Lee Reichman i Janice Tanne, autorzy książki "Timebomb" poświęconej globalnej epidemii nowej odmiany gruźlicy, przypuszczają, że wylęgarnią MDR TB mogły być rosyjskie więzienia, w których przebywa około miliona osób. Co dziesiąta z nich jest chora na gruźlicę - oceniają naukowcy. Wychodzący na wolność ludzie zakażają prątkami bliskich, znajomych oraz przypadkowe osoby.
Prątki drogą powietrzną łatwo przedostają się do płuc nowej ofiary. Mogą też atakować inne narządy - nerki, kości, a nawet mózg.

Raport Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) sprzed kilku lat wymieniał dziewięć obszarów szczególnego zagrożenia "opornymi prątkami". Za takie eksperci uznali między innymi niektóre kraje bałtyckie, Iran, kilka rosyjskich okręgów administracyjnych, indyjski stan Tamil Nadu, chińskie prowincje Henan i Shandong, a także Mozambik w Afryce. We wszystkich tych regionach odsetek zachorowań wywołanych przez prątka MDR TB przekraczał 3 proc. przypadków gruźlicy.

- W czasach masowych podróży lotniczych nie da się zamknąć granic przed tą superbakterią. Jedynym rozwiązaniem jest jak najszybsze zlikwidowanie jej w tych miejscach, gdzie znalazła ona szczególnie dobre warunki rozwoju - uważa profesor Reichman, który jest autorem kilkaset prac naukowych poświęconych gruźlicy. Prowadzone przez niego badania wykazały, że na tę chorobę często zapadają nosiciele HIV.

Między innymi dzięki "sukcesom" MDR TB gruźlica została ponownie zaliczona do głównych zagrożeń zdrowotnych ludzkości. Rocznie zapada na nią około 10 mln ludzi, umiera 2-2,5 mln. Ofiarami są głównie mieszkańcy biednych krajów, gdzie system opieki zdrowotnej funkcjonuje słabo i nagminne są przypadki wadliwego leczenia lub też przerywania terapii.

Zarazek pojawił się też w krajach zachodnich, ale na szczęście atakuje w nich sporadycznie. Przeważają łagodniejsze odmiany prątków, odporne najwyżej na jeden antybiotyk. - Ale były też takie przypadki, gdy prątków nie niszczył żaden lek. Oby to nie była zapowiedź nadciągającego kryzysu - mówi Reichman.
Odkryte przez Roberta Kocha prątki należą do najwierniejszych towarzyszy człowieka. Zwykle jednak nie czynią krzywdy gospodarzowi. W Europie gruźlica rozwija się u około 2 proc. nosicieli zarazków. Bakterie stają się groźne, gdy nasz organizm zostanie osłabiony i nie potrafi szybko zniszczyć mnożących się prątków. Na szczęście współczesne leki radzą sobie z nimi. Wcześniej było dużo gorzej.

Szacuje się, że w ostatnich dwóch wiekach gruźlica zabiła łącznie około miliarda osób. Takiego spustoszenia nie spowodowała żadna inna choroba zakaźna, z ospą, dżumą i cholerą włącznie. Do lat czterdziestych XX wieku, kiedy to odkryto pierwszy skuteczny lek przeciwko gruźlicy - streptomycynę, chorym jako kurację zalecano głównie pobyt na świeżym powietrzu, w górach lub nad morzem.
Szczepy zarazków oporne na co najmniej dwa antybiotyki pojawiły się w latach 80. Eksperci WHO twierdzą, że inwazję tych superprątków można zatrzymać tylko w jedna sposób - walcząc z nimi wspólnymi siłami i wydając miliard dolarów.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie