Dylematy Agaty: nasze życie to piekło. Chodzi o teściową

red
sxc.hu
Jestem młodą kobietą, matką dwuletniej, ślicznej dziewczynki i żoną przystojnego, zamożnego i dobrego mężczyzny. Niestety, chociaż życie u boku Roberta, mojego męża, miało być rajem na ziemi, teraz przypomina raczej piekło - pisze Edyta.

- Historia jak zwykle zaczęła się jak bajka, uboga, ale ładna dziewczyna (czyli ja) omal nie została starą panną, bo w wieku trzydziestu lat, żyła jak zakonnica, rankami ucząc dzieci w szkole a wieczorami spędzając czas z mamą. Któregoś dnia, w jej życiu jednak pojawił się królewicz - czyli kolega z podstawówki, który po wielu latach spędzonych za granicą, wrócił do Polski z walizką pieniędzy, szukając żony, z którą będzie mógł założyć dom i mieć rodzinę. Szybko okazało się, że cel mamy jak najbardziej wspólny a i czas spędzony wspólnie wydawał nam się mijać nie wiadomo kiedy.

Ślub był huczny, suknia z tiulów i koronek, tort z najlepszej cukierni, a w podróż poślubną pojechaliśmy do pięknego hotelu w Międzyzdrojach. Wkrótce na świat przyszła nasza córka Maja. No i zaczęły się problemy - nie, nie dlatego że Maja choruje, albo ja nie daję sobie rady z wychowaniem dziecka. Chodzi o teściową.

Bardzo szybko zaczęła się wtrącać w każdą rzecz w naszym domu, mimo że nie mieszka razem z nami. A to źle przewijam dziecko, a to kupuję zbyt szare ubranka, albo za dużo wychodzę z dzieckiem na dwór. Działała mi nerwy, bo to prosta kobieta a ja chcę wychowywać dziecko nowocześnie, nie będę małej stroić w czerwone sukienki ani zakładać jej złotych kokardek! I nie chcę żeby mi ktokolwiek dyktował co i jak mam robić ze swoim mężem i dzieckiem.

Tymczasem mój Robert, choć to chłop jak dąb, słucha we wszystkim mamusi jakby był małym dzieckiem. Nawet jeśli mama mówi mu, że ja nic nie znaczę, bo goła przyszłam do tego domu i goła z niego wyjść szybko mogę. Po mojej stronie stoi tylko moja mama, która już kilka razy rozmawiała z moim mężem, ale skończyło się na kolejnej awanturze i wyzwiskach, że córka taka sama jak matka i obie nic nie warte.

Kiedy któregoś dnia, po kolejnej awanturze z mężem i teściową spakowałam torbę i pojechałam z Mają do mamy, nawet za mną nie wyjrzał, a kiedy następnego dnia przyjechałam do domu, zobaczyłam swoje rzeczy spakowane w kartony. Wtedy udało nam się jednak jakoś dogadać i wróciłam do niego, jednak od tej pory siedzę jak na bombie. Wiem, że dopóki na wszystko się zgadzam i niczego od nikogo nie chcę, to mąż i jego mama jakoś mnie tolerują, ale co będzie jeśli któregoś dnia nie wytrzymam? Jaka jest szansa żeby mój mąż był moim mężem a nie bezwolnym synkiem mamusi?

- Droga Czytelniczko! - odpowiada Agata. - Ponieważ macie małe dziecko, najlepszym rozwiązaniem byłaby terapia małżeńska, jednak do jej podjęcia konieczna jest dobra obu stron. Ponieważ nie da się zaprzeczać, że bez względu na to kto jest winny problemom w waszym związku, oboje znajdujecie się w sytuacji kryzysowej i oboje powinniście starać się, aby wyjść z tego impasu. Porozmawiaj o tym szczerze ze swoim mężem, oczywiście pod nieobecność obu mam. W końcu oboje jesteście przecież dorośli.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

'' kiedy następnego dnia przyjechałam do domu, zobaczyłam swoje rzeczy spakowane w kartony.''  i nic nie dało to do zrozumienia ? I  ktoś mimo tego, że ma kupę forsy, a jest prostakiem pozostanie nim do końca.
 

Dodaj ogłoszenie