Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Dekada pułtuskiej uczelni

Rozmawiał Mieczysław Bubrzycki
Rektor WSH prof. dr hab. Adam Koseski
Rektor WSH prof. dr hab. Adam Koseski Fot. Konrad G. Korolczuk
Wyższa Szkoła Humanistyczna w Pułtusku ma już 10 lat. Przed inauguracją roku akademickiego rozmawiamy z jej rektorem, prof. dr. hab. Adamem Koseskim

Rektor WSH prof. dr hab. Adam Koseski
(fot. Fot. Konrad G. Korolczuk)

Dziesięć lat temu 2150 studentów rozpoczęło studia w nowej uczelni w Pułtusku. To pierwszy tak poważny jubileusz Wyższej Szkoły Humanistycznej. Czy był Pan przy jej tworzeniu?

- Tak, oczywiście.

Jak Pan wspomina tamte czasy?

- To były czasy pionierskie. Z pewnym niedowierzaniem - a dzisiaj, z dystansu, nawet z zaskoczeniem - patrzę na naszą odwagę, że rozpoczęliśmy dzieło w zasadzie nieznane w Polsce. Istniało już co prawda kilkanaście szkół niepublicznych, ale, mimo wszystko, była to spora odwaga, żeby rozpocząć pracę tu, w Pułtusku. Miasto miało wprawdzie tradycje kulturalne, ale na mapie współczesnej kultury nie zapisało się specjalnymi osiągnięciami. Wybraliśmy Pułtusk na siedzibę uczelni co najmniej z czterech powodów. Po pierwsze: niezbyt duża odległość od Warszawy, po drugie: tradycje, po trzecie: bardzo dobra, choć nie wykorzystana, infrastruktura oświatowo-edukacyjna (biblioteki, archiwum, szkoły, Dom Polonii), po czwarte: parafie rzymskokatolickie, które wspomagały nas od samego początku, jakby kontynuując dobre tradycje Kolegium Jezuickiego, założonego w Pułtusku pod koniec XVI wieku.

Czy wcześniej bywał Pan w Pułtusku?

- Nie, choć bardzo dobrze znałem okolice Pułtuska - te od strony Warszawy. Później odkryłem, że tu miałem rodzinę, a mój ojciec był chrzczony w kościele w niedalekiej Winnicy.

Czy nie miał Pan wtedy - 10 lat temu i trochę wcześniej - wątpliwości? Angażował Pan przecież swój autorytet i dorobek naukowy w przedsięwzięcie obarczone jednak sporym ryzykiem. To mogło się przecież nie udać!

- Myślę, że to były czasy burzy i naporu. To nie był moment, w którym można było narażać własną karierę czy dorobek naukowy. Wielu innych wybitnych uczonych związało się wówczas z uczelnią. Wspomnę tylko nieżyjącego już patrona naszej szkoły prof. Aleksandra Gieysztora, czy też prof. Henryka Samsonowicza i wielu innych wybitnych naukowców z Wydziału Historycznego i Wydziału Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, czy z Polskiej Akademii Nauk. Dla nas była to gwarancja, że to dzieło musi się udać. Prawdopodobieństwo niepowodzenia było minimalne, choć zawsze musieliśmy się z tym liczyć. Naszym głównym atutem stała się wybitna kadra naukowa, która przyciągnęła studentów oraz dała prestiż i renomę w kraju.

Dziś WSH ma już ugruntowaną pozycję. Zajmuje czołowe lokaty w rankingach uczelni niepublicznych, choćby tygodnika "Wprost". Co, oprócz kadry naukowej, zadecydowało o tym niewątpliwym sukcesie uczelni?

- Rzeczywiście, można mówić o sukcesie. Wynikał on z bardzo dobrego przyjęcia uczelni i nauczycieli akademickich przez władze pułtuskie, przez elitę intelektualną Pułtuska. Szczególne zasługi położył ówczesny burmistrz, Tadeusz Polak, który zaryzykował. On ryzykował bardziej niż my. My wiedzieliśmy, że nie zrobimy niczego złego, ale on tej pewności nie mógł mieć, bo nikogo z nas nie znał. Wspierała nas także społeczność Pułtuska. Ludzie w większości zaczęli sobie zdawać sprawę, że jest to ogromna szansa dla miasteczka - niegdyś świetnego. Trzeba też wspomnieć o postawie władz ówczesnego województwa ciechanowskiego, które bardzo życzliwie potraktowało nasz wybór Pułtuska na miejsce uczelni.

Czy WSH jest także sukcesem Pułtuska?

- Zdecydowanie tak. Decyzja burmistrza Polaka spotkała się z aprobatą wszystkich radnych i władz miejskich. Obecnie mamy też aprobatę władz powiatowych. Kiedyś mówiło się tak: "Wyższa Szkoła Humanistyczna? Aha, to tam, gdzie jest Dom Polonii". Dzisiaj mówi się inaczej: "Wyższa Szkoła Humanistyczna? To tam macie także Dom Polonii!". To świadczy o tym, że Pułtusk wygrał nie tylko prestiżowo, ale zyskał także w sensie materialnym. Uczelnia włącza się praktycznie w każdą działalność w mieście, poczynając od wspierania szkolnictwa, zaopatrywania bibliotek w książki, pomocy w odnawianiu zabytków kultury (wspomnę o dotacji profesorów do restauracji wieży na Rynku, do fresków w kolegiacie pułtuskiej, do ołtarza św. Stanisława Kostki, do odbudowy pomników i grobów z powstania listopadowego, styczniowego, wojny polsko-bolszewickiej, wojny obronnej 1939 roku). Długo można by wymieniać inne przykłady włączania się uczelni w sprawy bezpośrednio związane z życiem miasta. Miasto z uczelnią łączą naprawdę silne więzy. Dowodem na to, że miasto bardzo wysoko ceni te poczynania, są tytuły honorowych obywateli Pułtuska przyznane prof. Gieysztorowi i niedawno zmarłemu pierwszemu rektorowi uczelni prof. Andrzejowi Bartnickiemu. 18 września ten tytuł przyznano także mnie.

Uczelnia to przede wszystkim studenci. Gdy ktoś pyta, dlaczego warto studiować w WSH, co Pan mu odpowiada?

- Odpowiadam, że będzie tu miał uczciwe i maksymalnie dogodne warunki studiowania, choć nie obiecuję mu z góry dyplomu, bo na niego trzeba zapracować. Ponadto uczelnia jest niepubliczna, państwo nie dotuje naszej działalności, jedynym źródłem, z którego się utrzymujemy, jest czesne studentów. Nie jest ono wysokie, moim zdaniem - najniższe w Polsce. Jest duża możliwość wyboru kierunków studiów. Podtrzymujemy tradycje uczelni humanistycznej, mamy więc pedagogikę i historię, mamy nauki polityczne, filologię polską i administrację. W tym roku otrzymaliśmy zgodę na utworzenie dwóch nowych wydziałów: socjologii oraz turystyki i rekreacji. Ten ostatni wydział bije rekordy powodzenia - studia na pierwszym roku podejmie w sumie 300 osób. Dwa wydziały: nauk politycznych i historyczny mają uprawnienia do nadawania tytułu doktora. Mamy już jednego doktora, Radosława Lolo, który był naszym asystentem. Do końca roku obronione zostaną dwie kolejne prace doktorskie na Wydziale Historycznym oraz dwie, a może trzy, na Wydziale Nauk Politycznych.

W niektórych kręgach mówi się, że w WSH studiują głównie ci, którym nie powiodło się podczas egzaminów na uczelnie państwowe. Jak ta opinia ma się do faktów?

- Jest w tym część prawdy. Studenci chcą studiować przede wszystkim na uczelniach bezpłatnych, czyli państwowych. Studia są tam bezpłatne, ale niesłychanie kosztowne jest utrzymanie w Warszawie. Około 60 proc. naszych studentów decyduje się na naszą uczelnię już w maju i czerwcu, zaraz po zakończeniu egzaminów maturalnych. Od 15 sierpnia notujemy kolejny przypływ kandydatów. Chcę powiedzieć, że nie wszystkie szkoły państwowe gwarantują odpowiednią jakość nauczania. To nie znaczy, że taką jakość gwarantują wszystkie uczelnie niepubliczne, prywatne. W Polsce jest dziś 288 uczelni niepublicznych. W moim przekonaniu, wśród nich jest około dwudziestu takich, które mają odpowiednią rangę. Nasza uczelnia plasuje się od lat na czołowych miejscach w rankingach publikowanych w opiniotwórczych mediach. W Polsce jest 15 uczelni o klasie międzynarodowej, wśród nich są tylko dwie niepubliczne, w tym WSH w Pułtusku.

Pewnym miernikiem atrakcyjności uczelni są szanse na znalezienie pracy przez jej absolwentów. Czy uczelnia śledzi losy swoich absolwentów?

- Absolwenci naszej uczelni mają podobne czyli niewielkie szanse znalezienia pracy, jak właściciele dyplomów innych uczelni humanistycznych, w tym także państwowych. Dyplom naszej uczelni jest dobrą - a nawet coraz lepszą - wizytówką dla pracodawców. Dotychczas wykształciliśmy ponad 31 tys. ludzi, czyli - mówiąc obrazowo - półtora Pułtuska. Mamy w naszej uczelni Biuro Promocji, które stara się pomagać absolwentom, ale ich szanse na rynku nie zależą od uczelni, tylko od koniunktury gospodarczej, a ta jest nie najlepsza. Gdy jednak sytuacja poprawi się, osoby z dyplomami będą miały większą szansę na pracę niż te bez dyplomów.

Jak będzie wyglądać uczelnia za kolejnych 10 lat?

- Budowę bazy lokalowej już zakończyliśmy. W najbliższej przyszłości chcemy zwiększyć liczbę studentów stacjonarnych. To zależy jednak od koniunktury gospodarczej, bo za studiowanie trzeba płacić. Chcemy umacniać obecne wydziały, mam nadzieję, że kolejne dwa - pedagogiki i filologii polskiej - otrzymają prawo do nadawania tytułów doktora. Będziemy starać się o utworzenie uniwersytetu. To nasz cel dalekosiężny, który uda nam się osiągnąć najwcześniej za 8-10 lat. Myślimy też o nowych wydziałach. Jeden z nich zespoliłby dydaktykę języków obcych, informatykę i tłumaczenia. Musimy taki wydział stworzyć, bo jest duże zainteresowanie.

Czego można życzyć uczelni i studentom w przeddzień inauguracji nowego roku akademickiego?

- Studentom trzeba życzyć wytrwałości i świadomości celu, do jakiego dążą. Uczelni natomiast należy życzyć dalszej stabilizacji kadrowej, przyciągania młodych pracowników nauki, bo założyciele uczelni są coraz starsi. Od założenia uczelni minęło dopiero, ale już i 10 lat.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki