Aktor Dariusz Kowalski z „Plebanii” w Ostrołęce. Mówił o poszukiwaniu Boga, małżeństwie i białej tabletce będącej lekiem na wszystko

Robert Majkowski
Robert Majkowski
Specjalnym gościem sobotniego (17 lutego) wieczoru skupienia w ostrołęckiej farze był aktor – znany m.in. z serialu „Plebania” - Dariusz Kowalski.

Szerokiej publiczności Dariusz Kowalski dał się poznać jako Janusz Tracz z serialu „Plebania”. Postać, którą gra, jest określana jako jeden z najczarniejszych charakterów w polskiej telewizji - to biznesmen, gangster i osoba antyreligijna. Jakże inny od samego aktora, który jest bardzo religijny.

Wychowywał się w rodzinie katolickiej, ale jego droga do Boga była kręta.

- W pewnym momencie mojego życia, kiedy poszedłem na studia, stwierdziłem, że ja teraz będę żyć po swojemu – mówił w Ostrołęce Dariusz Kowalski. - To tak jakbym powiedział Panu Bogu: „Przepraszam bardzo, teraz to ja będę panem swojego życia i będę realizował swoje pomysły”. To oznaczało grzech przeciw pierwszemu przykazaniu: nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną. To był czas młodości, uległem złudzeniu, że wszystkiego w życiu trzeba spróbować.

Jak opowiadał, Bóg był cały czas koło niego, tylko jakby za szybą.

- Stawiał na mojej drodze ludzi, z którymi mogłem się pomodlić, i takich, z którymi mogłem pójść na imprezę. Wybierałem tych drugich.

Aktor po skończeniu studiów poznał żonę, urodziła się im córeczka.

- Żyliśmy jak rodzina katolicka: czasem się pomodliliśmy, choć nie systematycznie, w niedzielę szliśmy do kościoła, a potem na zakupy do supermarketów – wspominał. - Bo skąd Pan Bóg wie, jak mam żyć? Jest dziesięć przykazań, może więc dziewięć wystarczy? A Pan Bóg mówi wyraźnie: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił. Nie będziesz w ten dzień załatwiał żadnych innych swoich spraw.” Stwierdziliśmy w pewnym momencie, że potrzebujmy pomocy w naszych relacjach małżeńskich. Były jakieś kłótnie, spory, nerwy związane z tym jak wychować dziecko. Teraz wiem, z czego to wynikało: z tego, że ja patrzyłem na moją żonę i myślałem, że będę dla nie dobry, kiedy ona będzie dobra dla mnie.

Małżeństwo, poszukując pomocy, trafiło do księdza. Ten na środku pokoju postawił krzesło i obwieścił, że siedzi na nim Jezus.

- Powiedział: „Teraz oddajcie mu swoje życie, wszystkie plany, pomysły i podziękujcie za wszystko, co jego miłość dla was przygotowała.” Zapadła taka cisza jak teraz. Oddać wszystkie plany, pomysły, karierę, zrezygnować ze wszystkiego? Pomodliliśmy się jednak i podziękowaliśmy.

Jakiś rok później u żony Dariusza Kowalskiego podejrzewano chorobę nowotworową. Jeszcze zanim przyszły wyniki małżeństwo podziękowało za nie z góry, cokolwiek miałyby przynieść.

- Okazało się, że jest nowotwór – mówił aktor. - Żona przyjęła to spokojnie. I tak to wszystko trwa już 10 lat. Lekarz mówi: „Pani to taki dziwny przypadek. Konsylium zrobiliśmy i to taki rzadki przypadek, nie wiemy co z panią zrobić”.

Dariusz Kowalski mieszka i pracuje w Łodzi. Zauważył, że w ostatnim czasie w mieście otwierane są głównie apteki, sklepy z alkoholem i cukiernie. Ta obserwacja doprowadziła go do wniosku, że ludzie szukają różnych „leków” na swoje problemy stąd zakładane są takie, a nie inne biznesy.

- Jest tylko jedna biała tabletka będąca lekiem na wszystko – mówił, wskazując na ołtarz, a mając na myśli hostię.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie