67-letni Alfred Pieszczochowicz w 65 dni pokonał rowerem 5225 km [WIDEO]

Beata Modzelewska
Beata Modzelewska

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
O takiej wyprawie długo marzył

Alfred Pieszczochowicz ma 67 lat. Pochodzi z Ostrołęki (wciąż tu mieszka jego siostra i mama), po ukończeniu technikum elektrycznego w ZSZ nr 1 wyprowadził się do Łodzi i tam zakotwiczył. Założył rodzinę, doczekał pięciorga wnuków. I realizuje swoje pasje. Jest emerytem, ale żyje bardzo aktywnie: biega maratony, żegluje, jeździ rowerem. W ub. roku pokusił się o podróż życia – jak sam ją określa. Przemierzył rowerem 5225 km. Trasa wiodła z Lizbony (tam dotarł samolotem) do Łodzi, w znacznej części wybrzeżem Morza Śródziemnego.

- Ta wyprawa tliła się we mnie od 2002 roku – opowiada.
Przygotowania rozpoczął w 2014 roku. Wszystko skrzętnie układał w głowie i przenosił na papier. Półtora roku kompletował wyposażenie, wedle spisu, by o niczym nie zapomnieć.
- Ważne było, aby nie wozić zbędnych kilogramów (rower wraz z bagażem ważył 46 kg!) – podkreśla, referując żmudne przygotowania.

Wystartował 10 maja 2016 roku. Pedałował przez 65 dni.
- Zasada była taka, że jadę wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego. A żeby sobie urozmaicić, zahaczę o Pireneje i Alpy. Zdecydowałem się na samotną podróż, żeby uniknąć konfliktów, rozbieżności.
Dziennie pokonywał ok. 100 km (średnia to 107 km).
Gdy dokuczała mu samotność, rozmawiał z poznanymi po trasie ludźmi. Wielkim wsparciem były dla niego lajki i komentarze znajomych, czytających bloga. Facebookowego bloga „Rower, Fred i 5000 km” wymyśliły jego dzieci.
– Po to, bym mógł na bieżąco relacjonować podróż, uspokoić rodzinę i zaspokoić ciekawość znajomych. Wrzucałem zdjęcia żonie, a ona zamieszczała relacje - wspomina.

Przygód miał bez liku: i miłych, i stresujących. W Hiszpanii potrącił go samochód.
- Zjeżdżał z autostrady i nie zatrzymał się przed znakiem STOP. Uderzył w przednie koło mojego roweru. Spadłem, byłem dość mocno potłuczony. Trzy doby spędziłem w hotelu, „liżąc rany”. To akurat stało się w sobotę i muszę powiedzieć, że zawiodłem się na firmie ubezpieczeniowej. Zadzwoniłem, ale zamiast deklaracji pomocy, usłyszałem… że dzisiaj jest sobota, do tego po południu, więc zapewnienie mi opieki medycznej z pomocą ubezpieczyciela jest niemożliwe. Załatwiłem sobie wszystko sam, łącznie z serwisem rowerowym. Najbardziej martwiłem się, że mam jakieś pęknięcia kończyn, bo to zakończyłoby moją podróż. Ale na szczęście to były tylko potłuczenia. Więc we wtorek pojechałem już dalej. Potem miałem już na szczęście tylko drobne awarie: w podjeździe do Andory pękły w kole dwie szprychy, potem poluzowała się kierownica, a tuż przy polskiej granicy, w drodze powrotnej, zużyła się jedna z opon. To też był weekend, a zatem problem z serwisem rowerowym, więc owinąłem oponę srebrną, techniczną taśmą, która jest dobra na wszystko (śmiech) i jakoś dojechałem do Kudowy Zdroju, gdzie uzyskałem pomoc od przypadkowego przechodnia.

Po 65 dniach wrócił do Łodzi. Stęsknieni bliscy powitali go kwiatami i transparentem.
- To była naprawdę wspaniała wyprawa - zaznacza. - Najpiękniejszy był mnie francuski odcinek, między Niceą a Monako.

A czy planuje kolejną?

- Nie – mówi bez chwili zastanowienia. - Mam 67 lat i nie chcę ryzykować. Mam chore kolana. Już w ubiegłym roku ortopeda odradzał mi taką jazdę. Ale poszedłem do drugiego, młodszego, który był zachwycony pomysłem i ustaliśmy tylko, jak postępować na wypadek problemu z kolanami– śmieje się. – Ale zwiedzać świat jeszcze będę. Samochodem. Albo łodzią, bo żeglarstwo to moja wielka pasja, a poruszanie się po wodzie nie wymaga aż takiego wysiłku jak wyprawa rowerowa.

Alfred Pieszczochowicz zdradza, że planuje kolejną podróży, ale kierunku nie chce podać. Obiecał mi natomiast, że pojawi się w naszej redakcji, gdy tylko swój kolejny podróżniczy projekt zrealizuje.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kohlik

ma chłop zdrowie, mi by się nie chciało :/

M
Marek

Wielka tułaczka don quichota. Co zobaczył to jego ale jakich niedogodności doznał nie życzyć nikomu. Upał, deszcz to nic w porównaniu do tego co mogą przysporzyć zwyczajne mrówki których w gorącym klimacie jest zatrzęsienie. Każda spędzony noc pod namiotem to horror.

M
Marek

Wielka tułaczka don quichota. Co zobaczył to jego ale jakich niedogodności doznał nie życzyć nikomu. Upał, deszcz to nic w porównaniu do tego co mogą przysporzyć zwyczajne mrówki których w gorącym klimacie jest zatrzęsienie. Każda spędzony noc pod namiotem to horror.

Dodaj ogłoszenie