Życie po gwałcie

Anna Suchcicka
Rys. S. LeszczyŃska
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Od jedenastu miesięcy czeka na wyrok kryjąc się w domu rodziców. Chce jak najszybciej wyjechać na drugi koniec Polski i spróbować zacząć żyć od nowa.

Szary dom na krańcach podprzasnyskiej wsi. Wjeżdżam na posesję. Wita mnie 50-letni mężczyzna w roboczym ubraniu. Odgania psa i prowadzi do domu. Korytarzem przemyka kobieta w średnim wieku z małym dzieckiem.
- Wioletka, pani do ciebie - komunikuje mężczyzna zaglądając do jednego z pokoi. Wychodzi szczupła brunetka. Mężczyzna się wycofuje. - Zostawię was same - mówi i starannie zamyka za sobą drzwi. Dziewczyna stoi niepewnie na środku dużego pokoju. Wioletta lokuje się w najodleglejszym kącie pomieszczenia. Siada skulona na skraju pufa, czeka na pytania.

Mit: Gwałty na kobietach najczęściej dokonywane są przez osoby obce.
Fakt: W 8 proc. przypadków sprawcami gwałtów są osoby, które kobieta zna, i którym ufa. W 20 proc. są to kochankowie a w 33 proc. mężowie ofiar.

- Próbowałam życia w Warszawie. Pracowałam tam przez rok. Ale tu mam dziecko. Wróciłam i zaczęłam szukać czegoś dla siebie. W urzędzie pracy jakaś pani podpowiedziała mi, że w Przasnyszu został otwarty nowy hotel i poszukują pracowników - opowiada Wioletta.
Jej opowieść jest beznamiętna. Brzmi jak historia powtarzana wiele razy.
Gdy Wioletta wspomniała niemal rok temu rodzicom o możliwości pracy w hotelu, nawet się ucieszyli, bo właścicielem okazał się chłopak z tej samej wsi. W zasadzie sąsiad.
- On tu się wychował i tu mieszkają jego siostry. Idąc do pracy do hotelu miałam świadomość, że nie idę pracować do zupełnie obcej osoby, a do sąsiada z mojej wsi. Nic więcej o nim nie widziałam, bo nie jestem osobą, która słucha plotek - mówi dziewczyna.
W czasie rozmowy z przyszłym pracodawcą Wioletta dowiedziała się, że przede wszystkim powinna być dyspozycyjna, czyli mieć dużo czasu na pracę. Wszystkiego innego miała się nauczyć. Dostała trzysta złotych zaliczki i od 1 grudnia zeszłego roku zaczęła pracować w hotelu. - Robiłam tam niemal wszystko. Byłam kelnerką, barmanką i recepcjonistką. Sprzątałam, zmywałam, a jak było trzeba, przygotowywałam posiłki - opowiada.
W natłoku obowiązków rzadko jeździła do domu. Chwile snu łapała w hotelowym pokoju socjalnym. Gdy miała wyjątkowo dużo pracy, rodzice przywozili jej dziecko, by mogła chociaż chwilę z nim pobyć. Opowiada, że nie było jej łatwo.
- Byłam nowa i nie wiedziałam jak wszystko się robi, ale zawsze starałam się być punktualna i robić wszystko, jak najlepiej. Pracowałam bardzo ciężko. Tym bardziej, że kucharka przychodziła jak chciała, a moja zmienniczka wykorzystywała moją łatwowierność - mówi i wspomina, jak któregoś razu zgodziła się przez trzy dni zastąpić swoją zmienniczkę. O rewanż nigdy jednak się nie doprosiła. W hotelu nie było kierownika, który by równo obdzielał obowiązkami. Wioletcie bardzo zależało na pracy. W rezultacie obowiązków stale jej przybywało.

Mit: Wszyscy wiedzą, że kiedy kobieta mówi "nie", często myśli "tak".
Fakt: Kiedy kobieta mówi "nie", myśli "nie".

W piątek 7 stycznia Wioletta była na zmianie sama. Od samego rana miała mnóstwo pracy.
- Restauracja jest czynna niby do godz. 22.00, ale w praktyce pracuje się do ostatniego klienta. Tego dnia tuż przed zamknięciem przyjechało do hotelu dwóch gości. Zajęli pokoje i zeszli do baru. Poprosili o dwa piwa. Siedzieli niemal do północy - wspomina. Gdy poszli spać Wioletta zaczęła sprzątać. - W tym czasie przyjechał właściciel hotelu. Byłam zajęta pracą i nawet go nie zauważyłam. Dopiero, gdy zamykałam drzwi spostrzegałam, że wychodzi z zaplecza. Otworzyłam mu drzwi i poszłam do recepcji - relacjonuje.
Dalsza opowieść dziewczyny robi się coraz bardziej porwana.
Kolejny raz ujrzała swojego pracodawcę w pokoju socjalnym. Siedział na łóżku. Gdy zobaczył, że weszła, wstał i do niej podszedł. Jeszcze wówczas Wioletta nie przypuszczała, że coś jej może grozić. Pamięta tylko, że po kilkunastu godzinach pracy niemal słaniała się na nogach ze zmęczenia. Pamięta też, że tego dnia 35-letni pracodawca wydał się jej jakiś dziwny. - Był inny niż zawsze, jakiś bardzo pobudzony i dziwnie wesoły - opowiada.
"Jesteś już dużą dziewczynką. A duże dziewczynki bawią się w seks" - usłyszała od swojego pracodawcy. - Namawiał i mówił, że chyba się tego spodziewam - wspomina Wioletta i zaznacza, że nawet wówczas nie podejrzewała, że może jej coś grozić. - Właścicielowi już wcześniej zdarzało się do mnie podchodzić, zaczepiać, głaskać czy podszczypywać. Zawsze jednak mówiłam, że nie mam przyjemności, i żeby łapy trzymał ode mnie z daleka. Ale nigdy jego zaczepki nie były bardzo nachalne - twierdzi dziewczyna, która w nocy z piątku na sobotę marzyła tylko o odpoczynku. O seksie nawet nie chciała słuchać.

Mit: Gdy mężczyzna zostanie seksualnie pobudzony musi odbyć stosunek płciowy.
Fakt: Większość gwałtów to przestępstwa popełniane z premedytacją. Gwałt jest aktem przemocy, a nie zaspokojeniem seksualnym. Mężczyzna gwałci lub w inny sposób wykorzystuje seksualnie kobietę z chęci upokorzenia jej, pokazania swojej władzy i kontroli nad nią.

- Rzucił się na mnie tak, jakby kobiety nie widział kilka lat. Pogryzł, podrapał, rzucił na lóżko i zdarł ze mnie ubranie. Broniłam się, ale bez skutku - Wioletta zaczyna płakać. Kolejne wyznania są przetkane łzami. - Najpierw zaczął mi pchać do pochwy palce, dwa, trzy - nie wiem ile, ale bardzo bolało. Potem mnie zgwałcił. Ale najwidoczniej nadal było mu mało. W pewnym momencie zobaczyłam w jego rękach wibrator. Nie wiem skąd go wziął. Trzymał mnie mocno i wpychał mi ten wibrator z całej siły. I śmiał się ze mnie. Mówił, że 20 centymetrów to nic takiego.
Po wszystkim Wioletta zobaczyła, że cała pościel jest we krwi. Mężczyzna kazał jej iść pod prysznic. - Co miałam robić. Poszłam się umyć. Ale krew nadal lała się ze mnie ciurkiem - mówi i przypomina sobie jak stała pod ścianą i czuła się coraz słabiej. - Zemdlałam. Obudziłam się w szpitalu. Lekarz powiedział, że podejrzewa gwałt, i że musi zawiadomić policję. Prosiłam, by tego nie robił. Nie chciałam, by ktokolwiek się o tym dowiedział. Ale lekarz powiedział, że taki ma obowiązek - opowiada. Wioletta trafiła na salę operacyjnej. Lekarze musieli zszyć jej pochwę.
- Pielęgniarka powiedziała mi, że gdybym nie trafiła do szpitala, wykrwawiłabym się na śmierć - mówi dziewczyna.

Mit: Kobiety w końcu ulegają, rozluźniają się i czerpią z tego przyjemność.
Fakt: Kobiety nie czerpią przyjemności z przemocy seksualnej. Nikt przecież nie myśli, że ofiarom morderstwa, kradzieży lub innego typu przestępstw sprawia to przyjemność.

Pierwsi o stan zdrowia dziewczyny zapytali policjanci. Lekarz wyraził zgodę na rozmowę z pacjentką, ale ona nie chciała o niczym mówić. Miała nadzieję, że nikt o niczym się nie dowie. Najbardziej zależało jej żeby rodzice się nie dowiedzieli. W trosce o dyskrecję, zadzwoniła do... gwałciciela. Poprosiła, by przywiózł jej ubranie. Przyjechał.
- Mówił, żebym nikomu o niczym nie mówiła. Zapewniał, że nadal będę mogła u niego pracować i zostawił mi trochę pieniędzy. Niby dla lekarzy - opowiada 25-latka, którą ze szpitala odebrał jej prześladowca i zawiózł do hotelu. "Czy ludzie już o wszystkim wiedzą? Co mówią?" - tylko to wówczas interesowało dziewczynę. Delikatnie sondowała pracowników hotelu.
- Byłam słaba. Nie miałam siły nawet chodzić. Właściciel zachowywał się jak gdyby nic się nie stało, a dziewczyna z którą pracowałam, od razu zleciła mi szereg obowiązków - opowiada i podkreśla, że nie chciała, by o wszystkim dowiedzieli się jej rodzice. Dlatego też starała się zachowywać, jak gdyby nigdy nic.
- To mała wieś, małe miasteczko. Tu lepiej nie mówić, że się zostało zgwałconym. Dla mnie to straszny wstyd i hańba - podkreśla.

Mit: Mężczyzna, który był pod wpływem alkoholu/narkotyków/w depresji/w stresie, nie był sobą.
Fakt: Mężczyźni używają różnych argumentów, aby usprawiedliwić popełnione przez siebie przestępstwo.

W niedzielę wieczorem do Wioletty zadzwonili policjanci. Poprosili, by nazajutrz przyszła na komendę. - Powiedziałam o tym właścicielowi. Zabronił mi o czymkolwiek mówić. Zapewnił, że wkrótce na tapecie pojawi się jakaś nowa afera i wszystko ucichnie - wspomina dziewczyna, która poszła na komendę w towarzystwie adwokata właściciela hotelu. Na policji podpisała protokół, ale wniosku o ściganie sprawcy gwałtu wnieść nie chciała.
- Potem wróciliśmy do hotelu - opowiada Wioletta. - Właściciel usiadł przy stoliku z mecenasem, a mnie kazał podać im śniadanie. Traktował mnie jak gdyby nic się nie stało, jak zwykłą pracownicę.
Rodzice Wioletty o krzywdzie córki dowiedzieli się od policjanta w niedzielę wieczorem. Usłyszeli, że córka prawdopodobnie została zgwałcona. Córka jednak nie chciała się przyznać, zapewniała rodziców, że chodzi o kogoś innego, a ona będzie tylko świadkiem w sprawie. Nie dali temu wiary. Powiedzieli, że o wszystkim wiedzą już od policji. Mówili, że jeśli stała się jej krzywda, sprawcę należy ukarać.
Wniosek o ściganie dziewczyna złożyła 12 stycznia. Zrobiła to, gdy zaczęły do niej docierać plotki o jej lekkim prowadzeniu się, hotelowych klientach i zbiorowym ostrym seksie. W jej mniemaniu plotki te rozpuszczał właściciel hotelu.
13 stycznia został on zatrzymany. 17 stycznia przasnyski prokurator rejonowy Waldemar Osowiecki oskarżył go o gwałt. Właściciel hotelu po niemal dziewięciu miesiącach aresztu wyszedł na wolność za kaucją w wysokości 30 tys. zł. Areszt uchylił mu Sąd Rejonowy w Ostrołęce. Przasnyski prokurator składał zażalenie na to postanowienie do Sądu Okręgowego w Ostrołęce, ale sąd jego zażalenia nie uwzględnił.
Sprawa toczy się przed ostrołęckim Sądem Rejonowym. Kolejna - czwarta już rozprawa, odbędzie się 7 grudnia.

Mit: Kobiety prowokują. Jeśli dojdzie do gwałtu, zwykle winna jest kobieta.
Fakt: Nic nie usprawiedliwia gwałtu. Przemoc jest przestępstwem. To nie kobieta, lecz gwałciciel powinien się wstydzić. Pokrzywdzona powinna dochodzić sprawiedliwości.

- Zanim sprawa zaczęła toczyć się w sądzie przyjechali do mnie rodzice oskarżonego. Nie chciałam z nimi rozmawiać. Potem kilka razy przyjeżdżały tu jego siostry. Mówiły, że to dobry chłopak, który czasem tylko lubi się powygłupiać i namawiały do wycofania się ze sprawy. Twierdziły, że ta kara pozbawienia wolności za składanie fałszywych zeznań w zasadzie nic nie znaczy. Że jak zmienię zeznania, nic mi się nie stanie. Oskarżony się ze mną nie kontaktował, ale wciąż mam głuche telefony. Ktoś dzwoni, podnoszę słuchawkę i jest cisza - opowiada Wioletta. Podkreśla, że wszystko co powiedziała to prawda i nie ma zamiaru wycofać oskarżenia.
Wioletta czekając na zakończenie procesu ukrywa się w rodzinnym domu. Praktycznie z niego nie wychodzi. Nie pracuje i z lękiem myśli o przyszłości.
- Jestem młoda i mam niby dla kogo żyć, ale wolałabym mieć 80 lat i czekać na nieuchronne. Jaki chłopak weźmie dziewczynę z taką przeszłością? A co będzie, jak moje dziecko zacznie chodzić do szkoły? Kiedyś plotki na mój temat na pewno dotrą i do niego - zastanawia się Wioletta. Tamta historia będzie ciągnąć się za nią przez całe życie. Gdy pytam, czy nie potrzebuje pomocy, odpowiada. - Do psychologa nie pójdę. Na wsi nie rozróżniają psychologa od psychiatry. Zaraz by powiedzieli, że dolega mi też coś w głowę. Muszę stąd wyjechać - kończy rozmowę.

Gwałt w kodeksie

Polski kodeks karny traktuje gwałt jako przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i obyczajowości. Jest to przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego, ale może być wszczęte dopiero na wniosek osoby pokrzywdzonej. Artykuł 197 brzmi następująco: § 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. § 2. Jeśli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Przestępstwo zgwałcenia ścigane jest na wniosek osoby pokrzywdzonej. Bez wniosku policja nie może prowadzić czynności. Jeżeli zgwałcona skończyła 15 lat, ale nie ma jeszcze 18 lat, wniosek o ściganie mogą złożyć tylko rodzice, opiekunowie albo wyznaczony przez sąd przedstawiciel ustawowy. Jeśli rodzice nie chcą złożyć wniosku o ściganie, niepełnoletnia osoba ma prawo zwrócić się do sądu rodzinnego, a ten z kolei ma obowiązek wszcząć postępowanie z urzędu.
W Polsce w 2004 r. policja odnotowała 2176 gwałtów.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie