Wyszków - miasto lumpeksów i fryzjerów

(ep,ek)
Ponad 70 salonów fryzjerskich i 90 sklepów z używaną odzieżą działa w Wyszkowie

Na wyszkowskim rynku gospodarczym króluje handel detaliczny i hurtowy. Jak w całej Polsce, bardzo licznie reprezentowana jest także branża budowlana i transportowa. Mamy zarejestrowanych ponad 1000 firm remontowo-budowlanych i prawie 450 transportowych. Jednak tym, co zdecydowanie wyróżnia i charakteryzuje przeciętną wyszkowską ulicę, są sklepy z używaną odzieżą i salony piękności.

W Wyszkowie mamy około 200 ulic, co oznacza, że na co drugiej znajdziemy lumpeks, czyli sklep oferujący tanią używaną odzież. Sklep "Tania moda" na ul. Kowalskiego, w którym pracuje Małgorzata Bugalska, powstał 3 lata temu. Jej zdaniem w Wyszkowie nie ma już miejsca na nowe lumpeksy.

- Wiele ich powstało, ale wiele też upadło. Ludzie zawsze z ciekawości sprawdzą nowy sklep, ale nie zawsze tam wracają - wyjaśnia. Okres przedświąteczny pokazał stan koniunktury. - W tym roku jest gorzej niż przed rokiem. Jest mniej klientów niż wtedy i na początku istnienia sklepu. Ceny odzieży w hurtowniach rosną i już za granicą przebierają towar - mówi pani Małgorzata.

Największy boom w tej branży był po uruchomieniu przez urząd pracy dotacji dla bezrobotnych na rozpoczęcie działalności gospodarczej. To był wysyp lumpeksów.

O nasyceniu rynku mówi się głośno także w branży fryzjerskiej. Jadwiga Stokarska, właścicielka salonu przy ul. Daszyńskiego, założyła swój zakład w 1978 roku.

- Wtedy istniało pięć zakładów i było bardzo dużo klientów. Pod zakładem tworzyły się kolejki. Zakład bardzo szybko się rozreklamował. Teraz nie jest tak prosto zaistnieć na rynku. Kiedyś salony były tylko w Wyszkowie, teraz są zakładane również na wioskach - mówi.

Mimo dużej liczby salonów fryzjerskich, każdy ma swoich klientów.

- Klienci trochę się rozproszyli, bo chcą mieć wszystko blisko siebie. Żeby było szybko i ceny odpowiednie. Ale każdy ma stałych klientów - mówi Jadwiga Stokarska, która jednocześnie podkreśla, że na takiego klienta trzeba pracować. Jej zdaniem w Wyszkowie nie ma już miejsca na nowe zakłady.

- Trudno jest zdobyć klienta. Można się rozczarować, zakładając salon. Osoby, które o tym myślą, nie znają wszystkich kosztów, które temu towarzyszą. Poza tym kiedyś do Wyszkowa do fryzjera przyjeżdżali ludzie z wiosek, a teraz i tam są zakłady - mówi.

Monika Naumiuk, właścicielka salonu fryzjerskiego "Fantazja" przy ul. I AWP, zdecydowała się na własny biznes rok temu. Okazało się, że nie jest pierwszą osobą, która wpadła na ten pomysł.
- Trochę się przestraszyłam, kiedy pan z Sanepidu zaczął się ze mnie śmiać, kiedy przyszłam i powiedziałam, że chcę założyć salon. Powiedział, że jest ich już kilkadziesiąt. Jednak podjęłam decyzję i nie żałuję - mówi.

Zdaniem pani Moniki tak duża liczba salonów wynika z potrzeb klientów.
- Nie czuję, że jest ich za dużo. Nie odczuwam konkurencji - mówi.

Fryzjerka zgadza się ze stwierdzeniem, że na klienta trzeba zapracować.
- Nigdy nie jest tak, że po miesiącu od otwarcia ma się klientów. Każdy zakład ma stałych klientów. Próbują usług w nowych salonach, ale i tak wracają do ulubionego - opowiada.

Pani Anna, jedna z klientek salonu, także nie uważa, by salonów fryzjerskich było w Wyszkowie za dużo.
- Kobiety dziś bardziej o siebie dbają. Dzięki temu, że jest tak wiele zakładów, mają po prostu większy wybór - podsumowuje.

Więcej w bieżącym, papierowym wydaniu "Głosu Wyszkowa".

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie