Wojciech Fibak: "Iga Świątek wygrała Roland Garros, ale jest dopiero na początku drogi. Na razie nie wyprzedziła Agnieszki Radwańskiej"

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Iga Świątek wygrała Roland Garros nie tracąc w całym turnieju nawet seta
Iga Świątek wygrała Roland Garros nie tracąc w całym turnieju nawet seta AP/Associated Press/East News
Iga Świątek to Mozart tenisa, ale dajmy jej się wszyscy spokojnie rozwijać - mówi nam Wojciech Fibak. Z deblowym finalistą Roland Garros rozmawiamy również m.in. o porównaniach nowej mistrzyni French Open z Agnieszką Radwańską.

Zaskoczyło Pana zwycięstwo Igi Świątek i styl, w jakim wygrała Roland Garros?
Nie zaskoczyło, bo już po jej zwycięstwie nad Eugenie Bouchard [w trzeciej rundzie - red.] mówiłem, że Iga to brylant. Talent, który rodzi jeden na milion. Poza tym nie pierwszy raz zdarza się, że młoda dziewczyna zdobywa tytuł wielkoszlemowy. W Nowym Jorku wygrywały w ostatnich latach Naomi Osaka, Bianca Andreescu, a wcześniej również Sloane Stephens, choć ona nie była już wtedy nastolatką. W Paryżu zwyciężyła trzy lata temu Jeļena Ostapenko, a w ubiegłym roku Ashleigh Barty. W przeszłości też zdarzały się takie przypadki, że przypomnę tylko Monikę Seles i Martinę Hingis. Poza tym już po zwycięstwie Igi nad Simoną Halep mówiłem - na waszych łamach również - że nikt tak nie gra w Paryżu tak jak Iga, nikt tak nie fruwa po korcie, nikt tak go nie kryje, nikt się z taką szybkością po nim nie porusza, nikt nie trafia tak precyzyjnie przy liniach z bekhendu i forhendu, nikt nie ma takiego drugiego serwisu, jak ona, nikt tak nie operuje skrótem. Już wtedy była również faworytką bukmacherów. W kolejnych meczach to potwierdziła. Zaskoczyć mogła mnie co najwyżej łatwość, z jaką Iga wygrywała kolejne mecze, bo nie pamiętam, żeby w jakimś turnieju wielkoszlemowym któraś tenisistka robiła to tak łatwo i tak szybko. Zwłaszcza w Paryżu, na kortach ziemnych, na których mecze trwają dłużej. Pamiętam swoje mecze z Roland Garros, które trwały po pięć godzin, a Iga wychodziła na kort i biła.

Nie było litości...
Nie było, sam tak powiedziałem w jednym z wywiadów. Można się dziwić, że w takich okolicznościach wielkoszlemowego tytułu nie dała rady wywalczyć Agnieszka Radwańska. Stać ją było na to z jej talentem, sprytem i techniką, może nie w Paryżu, ale w Londynie czy w Melbourne jak najbardziej. To jest dla mnie bardziej zaskakujące, niż zwycięstwo Igi. Z jej talentem i siłą gry można się było tego spodziewać, a poza tym to był trochę dziwny turniej. Rozegrany w okrojonym składzie, nie było Osaki, nie było Barty. Niektóre dziewczyny się wycofały, inne szybko poodpadały, jak Stephens czy Wiktoria Azarenka. Pojawiła się szansa, z której Iga potrafiła skorzystać i chwała jej za to. W ćwierćfinale i półfinale miała jednak rywalki, które grały jak juniorki. Patrzyłem na nie i zachodziłem w głowę jak to się stało, że Martina Trevisan pokonała Kiki Bertens i Marię Sakkari, a Nadia Podoroska Elinę Switolinę. Tenisowo i Włoszka i Argentynka odbiegały tenisowo od Igi o kilka klas. To były takie mecze, jakby ona - nie obrażając nikogo - grała jakąś ligę w Radomiu.

Trevisan i Podoroska jakoś jednak do tego ćwierćfinału i półfinału dotarły. Poza tym szczęście to jedno, ale trzeba umieć mu pomóc.
Zdecydowanie tak. Iga nie miała wpływu na to, że turniejowa drabinka tak jej się otworzyła i trzeba docenić, że potrafiła to wykorzystać. Tak jak siedem lat temu Łukasz Kubot i Jerzy Janowicz potrafili wykorzystać wczesne porażki Rogera Federera i Rafaela Nadala w Londynie, a my doczekaliśmy się w efekcie polskiego ćwierćfinału Wimbledonu. Poza tym nie ma co dzielić włosa na czworo, bo za kilka lat nikt nie będzie o tym pamiętać. Do historii przejdzie tylko fakt, że Polka wygrała Roland Garros, może ludzie zapamiętają jeszcze, że Iga pokonała Halep, bo Rumunka była główną faworytką, a rok wcześniej oddała jej jednego gema.

Wszyscy mamy nadzieję, że Iga na tym nie poprzestanie i nie był to jej ostatni wielkoszlemowy tytuł.
To ja zapytam przewrotnie - a dlaczego tylko wielkoszlemowy? W Polsce jest jakaś obsesja na punkcie Wielkich Szlemów. Dlaczego nie można po prostu powiedzieć, że Iga będzie przez najbliższe lata jedną z najlepszych tenisistek świata, że zostanie numerem jeden na świecie, a jestem przekonany, że zostanie. Że wygra 30 turniejów, w tym tych najbardziej obok Wielkich Szlemów prestiżowych, jak Indian Wells, Miami, Monte Carlo, Masters i td. Agnieszka nie wygrała Szlema, ale czy to nie oznacza, że źle nas reprezentowała przez 15 lat swojej kariery. Ja też nie wygrałem...

Wygrał Pan, Australian Open w deblu.
Ale nie w singlu i proszę mi wierzyć, że tamta wygrana jest na dalekim miejscu na mojej osobistej liście. Bardziej dumny jestem z innych moich sukcesów. Proszę mnie źle nie zrozumieć - ja życzę Idze jeszcze dziesięciu wielkoszlemowych tytułów, ale niech ona przede wszystkim skupi się na wygrywaniu meczów i kolejnych turniejów, a jeśli uda jej się przy tym wygrywać Wielkie Szlemy to tym lepiej. Nie popadajmy jednak w obsesję, bo już teraz słyszę głosy, że Iga wyprzedziła Agnieszkę. Nie wyprzedziła, nadal daleko jej do niej pod względem osiągnięć na korcie i myślę, że sama Iga by się z tym zgodziła. Spójrzcie przez ile lat Radwańska utrzymywała się na samym topie, ile meczów i turniejów wygrała, ile sprawiła nam swoimi zwycięstwami radości. Iga ma to wszystko jeszcze przed sobą. To Mozart tenisa i będzie ikoną polskiego sportu, jak Robert Lewandowski czy właśnie Radwańska, ale spokojnie. Dajcie jej przejść tę drogę krok po kroku. Ona ma wszelkie dane ku temu, żeby stać się na długie lata ambasadorkę polskiego sportu. Ma wielki talent, niebanalną osobowość, jest sympatyczna, świetnie mówi po angielsku.

Wszyscy zachwycają się forhendem i serwisem Igi, chwalą jej bekhend. Jest jakiś element jej gry, nad którym powinna jeszcze popracować?
Jeśli już to nad grą przy siatce. Iga poprawnie operuje wolejem, ale czasami zdarzają się jej jakieś wpadki. Ten jej wolej wygląda trochę koślawo technicznie i stylowo. Można oczywiście grać oburącz wolej z bekhendu, szczególnie wysoki, ale już te niższe powinna grać jedną ręką. To jest na pewno do poprawienia, a przy jej talencie i inteligencji ona jest w stanie bez większych problemów to poprawić. Potrafił Novak Djoković, sam mu w tym pomagałem, bo w wieku 16 lat potrafił już wszystko, oprócz woleja. Trenowaliśmy przez tydzień w Monte Carlo, później sam nad tym pracował i były efekty. Rafael Nadal również przez lata doskonalił ten element swojej gry, tu wystarczy przypomnieć sobie jego początki na trawie. A potem potrafił pokonać Rogera Federera w finale Wimbledonu. Wolej to w ogóle pięta achillesowa współczesnego tenisa. Wszyscy coraz lepiej serwują, coraz lepiej grają z głębi kortu, ale przy siatce daleko im do Johna McEnroe, Stefana Edberga, Borisa Beckera czy Pete’a Samprasa. Wiem, że jest to po części spowodowane tym, że zapanowała tendencja to tego, żeby „zwalniać” korty i nawet trawa Wimbledonu nie jest już taka jak przed laty. Mimo wszystko nadal jest to element gry, który może przynieść wymierne korzyści. Federer to potrafi, jest jeszcze kilkunastu innych. W tym Hubert Hurkacz - on świetnie operuje wolejem, ale rzadko z tego korzysta. W ogóle trzeba pamiętać, że polski tenis to również - przy całym wielkim szacunku dla Świątek - Hurkacz, Kamil Majchrzak, czy Magda Linette, albo Łukasz Kubot. Przez ostatnie dwa tygodnie wszyscy o nich zapomnieli i potrafię to zrozumieć. Oni jednak również są ważni i dobrze żeby byli, żeby Iga miała wokół siebie koleżanki i kolegów z Polski.

Iga polubiła się również z Naomi Osaką.
I bardzo fajnie, co nie zmienia faktu, że nic tak nie dodaje otuchy i motywuje, jak właśnie obecność rodaków. Sukces Igi na pewno zmotywuje teraz wszystkich wyżej wymienionych i kto wie czy kolejny sukces podobnego kalibru nie będzie na przykład dziełem Hurkacza. On również ma wielki talent, z jakiegoś powodu nie potrafił go jednak do tej pory w pełni wykorzystać.

Widzi Pan jakieś zagrożenia dla Igi? Znamy przypadki, gdy jakiś sportowiec nie wytrzymywał ciężaru sukcesu i - kolokwialnie mówiąc - dostawał „sodówki”.
O to w przypadku Igi jestem spokojny. Nie podzieli losu Ostapenki, czy Bouchard. Jest na to za mądra, za dobrze poukładana. Bardziej martwię się o to jak będą wyglądały najbliższe miesiące i lata, jak długo potrwa jeszcze ta pandemia i ile turniejów zostanie odwołanych. Iga musi gdzieś przecież grać.

Trener Igi Świątek: Jeszcze do nas nie dotarło, czego Iga dokonała

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie