Ta kobieta mieszka na placu budowy drogi ekspresowej

Mieczysław Bubrzycki
Na starej furtce, która została z ogrodzenia, pracownicy budowy powiesili tabliczkę „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”.

Posesja sprawia wrażenie opuszczonej, niektórych okien w drewnianym domu już nie ma, w tych, co pozostały, wiszą firanki. Obok furtki stoi rower oparty o dom, a właściwie o to, co z niego zostało.

W przybudówce za stołem siedzi starsza kobieta, pije poranną herbatę. Można by powiedzieć: poranna wrześniowa sielanka, gdyby nie huk maszyn drogowych za oknem, krzyki pracowników budowy i jednostajny szum pojazdów jadących jeden za drugim po krajowej ósemce, która przebiega 100 metrów dalej.

Niedawno minęło 50 lat, odkąd Halina Równa mieszka w tym domu. Po ślubie sprowadziła się z Poręby, skąd pochodzi, w Nagoszewie urodził się jej mąż. Tu spędzili najlepsze lata swego życia, które przerwała nieoczekiwana śmierć męża pani Haliny przed 21 laty. Miał dopiero 55 lat i jako operator koparki, pracujący także na kontraktach zagranicznych, utrzymywał całą rodzinę. Żona zajmowała się dziećmi - syn ma dziś 50 lat, a córka 46.

- Odkąd pamiętam, nigdy u nas nie było cicho - mówi zgodnie z prawdą pani Halina.

Do hałasu więc przywykli, bo zawsze żyli blisko ruchliwej drogi krajowej, a na dodatek tuż przy skrzyżowaniu z szosą przez Nagoszewo do Broku.

Tak było. A obecnie jest tak, że od kilku miesięcy dom stoi na placu budowy. Drogowcy budują drugą nitkę krajowej „ósemki” Warszawa-Białystok, a w miejscu, gdzie jest częściowo już rozebrany dom, ma być węzeł komunikacyjny. O tym, że tędy przebiegnie droga ekspresowa, wiedzieli od dawna. Nie było jednak wiadomo, kiedy rozpocznie się budowa. W ubiegłym roku sprawy przyspieszyły, w Nagoszewie pojawili się drogowcy, a najbliżsi sąsiedzi Haliny Równej pod koniec roku wyprowadzili się. Ci, którzy mieli najładniejsze zabudowania, mieszkają teraz w Nagoszewce - po drugiej stronie trasy, gdzie wcześniej dom wybudowała ich córka. Po ich starym domu nie ma już śladu. Po drugiej stronie szosy w kierunku na Brok mieszkał syn pani Haliny z rodziną, odziedziczył tę posesję po dziadkach. Jego zabudowania są już częściowo rozebrane, a on - jak tylko dostał odszkodowanie - gdzieś się wyprowadził.

Ona sama, odkąd została w starym drewnianym domu po teściach, od kilku miesięcy ma poważny problem.

- Już jestem spakowana, choć sama nie wiem, kiedy ani dokąd się wyprowadzę - mówi.

A ten dzień kiedyś przyjdzie, bo formalnie pani Haliny już dawno nie powinno tu być. Właściciele tej posesji, podobnie jak sąsiednich, też dostali odszkodowania. Pani Halina nie, bo nie była właścicielką, ani nawet współwłaścicielką domu, z którego teraz każą jej się wyprowadzać.

Więcej w papierowym wydaniu Tygodnika w Ostrowi.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Prawo w tym kraju chroni wszystkich prócz ich własnych obywateli.

Dodaj ogłoszenie