Stary Szelków. Wspomnienie o Józefie Czesławie Matuszewskim. Ponad 60 lat był sołtysem wsi

Arnold Maciej Grossmann
Stary Szelków. Józef Matuszewski zmarł 10 listopada.

10 listopada zmarł Józef Czesław Matuszewski, który latach 1953-2015 był sołtysem wsi Stary Szelków. W czasach gdy ze wszystkich stron zalewa nas morze złych informacji trzeba mówić o prostych dobrych ludziach, którzy wytrwale budują dany im kawałeczek świata, ale przez pryzmat troski o sąsiadów, swoją wieś, parafię, gminę. Dlatego chcemy przedstawić Państwu świadectwo życia Pana Józefa zebrane od ludzi, wśród których żył.

Pana Józefa wspominamy jako osobę dobrą, mądrą i szlachetną. Niezachwianie wierzył w Boga i wyznaczony przez Niego porządek. Był niezwykle życzliwy dla ludzi, oddany wszystkim sprawom dziejącym się wokół rodziny i sąsiadów - tak przedstawiają zmarłego w Szelkowie.

Prawdziwy Sąsiad Kościoła

Pan Józef to prawie 100 lat towarzyszenia historii kościoła w Szelkowie, aktywnej pomocy kolejnym kapłanom w każdych okolicznościach wojny i pokoju. Jeszcze w tym roku opowiadał, jak po wybuchu Powstania Warszawskiego, w 1944 r. poprosił go ówczesny wikariusz ks. Gregorek, pochodzący z Zakliczewa, by ukryć monstrancję, kielichy, ornaty i mszały przed frontem rosyjsko-niemieckim. Pod osłoną nocy, cyt.: ,,Ja, Zygmunt Stańczak, kościelny, ks. Gregorek włożyliśmy te przedmioty do trumny. Ksiądz przyprowadził wózek i wywieźliśmy na cmentarz. Zakopaliśmy pod znacznym drzewem. Ksiądz nas wycałował i powiedział, że jak któryś ocaleje, a przyjdzie nowy ksiądz, to żeby z nim to odkopać.” Pan Józef płakał, mówiąc to, podobnie jak opowiadając o wysadzeniu kościoła przez wycofujących się Niemców w dniu 12 października 1944 r; ,,W nocy były ruskie naloty. Kobiety przyszły o godzinie 8-ej do kościoła posprzątać szkła, bo księża chcieli odprawić Mszę Św. Wtedy ksiądz Gregorek, który był w obozie i znał dobrze niemiecki, usłyszał że Niemcy rozmawiają o wysadzeniu kościoła. Księża zabrali ludzi i uciekli do nas. Część do piwnicy, a część z ks. Proboszczem do bunkrów za naszą stodołą”. Nastąpił wybuch, który zmiótł kościół. Pan Józef opowiadał także, jak księża, w 1944 r., po wkroczeniu Armii Radzieckiej, zabrali obraz Św. Rozalii z kościoła w lesie Krasińskich i jak ukryli się z tym obrazem w jego piwnicy, jak we wszystkim pomagał razem ze swoim ojcem. Po przejściu frontu, obraz Św. Rozalii, ksiądz proboszcz i całe życie kościelne przeniesiono do domu Państwa Ogonowskich w Szelkowie Nowym. Obraz wrócił wkrótce do kościoła w Św. Rozalii, pod przewodnictwem Panów Gregorków.

W okresie powojennym Pan Józef, z całą rodziną wspierał pomocą, radą, pracą i groszem każdego kolejnego księdza. Jako sąsiad, sołtys, człowiek wierzący pomagał wraz z licznymi parafianami w uporządkowaniu placu zburzonego kościoła, w budowie drewnianego kościoła (obecnie plebania), gdzie wspominał jak brał ślub z ukochaną żona Józefą. Brał zawsze udział we wszelkich inicjatywach parafialnych, od chóru i procesji, po budowy, remonty i wspieranie księży w codziennych potrzebach oraz utrzymanie zgodnej wspólnoty sołeckiej. Niezliczoną liczbę razy słyszeliśmy wszyscy podczas ogłoszeń, że pożyczył woza z końmi, a później ciągnika, innych narzędzi do prac przy kościele i na cmentarzu. Pracował jak wcześniej Jego ojciec, a teraz dwa nowe pokolenia – dla rodziny, sąsiadów i parafii bezinteresownie.

Dom Państwa Matuszewskich – życzliwy, przyjazny i ciepły

Pan Józef był w ostatnich latach niezwykłą skarbnicą pamięci o naszych dziejach. Chętnie dzielił się tym z każdym, kto chciał słuchać, niestety mieliśmy zbyt mało czasu… . Możemy tylko żałować, że o losach wielu rodzin, o zgodnym wspólnym życiu społeczności polskiej i żydowskiej, o naszych zamordowanych sąsiadach Żydach, o tym jak jeszcze w czasie wojny, żydowski rzemieślnik ubijał zwierzęta w piwnicy Pana Józefa dla księdza, o piątkowych jarmarkach w Szelkowie, o kowalach, piekarzach, szewcach, nauczycielach, których nazwisk nie pamiętamy, a tych żydowskich w ogóle nie poznaliśmy. Wspomina: ,, że najtrudniej było zrobić drogę przy kościele, bo ludowa władza kościołom dogadzać się nie kwapiła. Pamiętam, jak sąsiad, który był przewodniczącym rady w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku do gminy szedł w gumofilcach i tam dopiero buty zmieniał, bo takie błoto na naszej drodze było”. Wzruszał opowieścią o dobrym sąsiedztwie, wywołując wyrzuty sumienia, że tak mało wiemy. Dzięki jego wspomnieniom uczniowie LO w Makowie Maz. wygrali konkurs poświęcony pamięci społeczności żydowskiej na terenie Powiatu Makowskiego, za co w nagrodę wyjechali do Izraela. Mówił o aresztowaniach hitlerowskich, partyzantce – zebraniach AK u Państwa Batogowskich, o powojennym zmuszaniu do zakładania spółdzielni, prześladowaniach, zabójstwie Mariusza Wierniewicza.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie