Producent Bogusław Job: Takiego filmu, jak „Mój dług” w polskim kinie jeszcze nie było

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Film „Mój Dług”, producent Bogusław Job, reżyseria Denis Delić, Bogusław Job, premiera 25 lutego 2022 r.
Film „Mój Dług”, producent Bogusław Job, reżyseria Denis Delić, Bogusław Job, premiera 25 lutego 2022 r. Combat Film
Udostępnij:
Usłyszałem historię Sławomira Sikory, dziejącą się w więzieniu, ale taką, której polskie kino jeszcze nie pokazało. Taki film jeszcze nie powstał. W tym dostrzegłem szansę – żeby pokazać coś, o czym się do tej pory nie mówiło – o swoim nowym filmie opowiada producent Bogusław Job. Film „Mój dług” wchodzi do kin 25 lutego.

To historia, którą swego czasu żyła cała Polska. Oto dwóch młodych, nie karanych wcześniej mężczyzn, pozbawionych pomocy wymiaru sprawiedliwości, zabiło gangstera, który ich prześladował, żądając od nich wyimaginowanego długu. Dostali po 25 lat więzienia. W 1999 roku Krzysztof Krauze zrobił o tym film „Dług”. Dlaczego po ponad 20 latach postanowił Pan wrócić do tej historii?

„Dług” Krzysztofa Krauzego to świetny, obsypany nagrodami film, który pokazywał rzeczywistość lat 90. oraz wszystko to, co się działo z dwójką tych bohaterów, zanim trafili do więzienia. Natomiast „Mój dług” to nie jest powtórka z „Długu”. To pod każdym względem nowa produkcja, przedstawiająca losy jednego z bohaterów – Sławomira Sikory.

Co się stało z drugim mężczyzną – Arturem Brylińskim?

Nie zgodził się na film. Stąd też „Mój dług” opowiada tylko historię Sikory.

Co było dla Pana iskrą zapalną? Inspiracją? Jak ten pomysł o filmie się kształtował?

Może zacznę od tego, że mam bardzo fajnego kolegę. Nazywa się Wojciech Dmochowski.

I jest aktorem.

Jest też dziennikarzem. Wojtek wspomniał mi raz, że zna Sławka Sikorę i że Sławek myśli o filmie na podstawie własnej historii. Spotkałem się ze Sławkiem. Rozpoczęliśmy rozmowy. Koniec końców podjąłem decyzję: zrobię ten film.

Czym Sikora Pana przekonał?**

Sobą. Swoją autentycznością. Prawdą. Głębokim przekazem. Tym, że jego historia to, de facto dalsze, nie mniej ciekawe losy „Długu”. Postaci, które w swoim filmie pokazał nieżyjący już dziś wybitny reżyser Krzysztof Krauze, są bardzo ciekawe i barwne, grane zresztą przez świetnych aktorów. Ale kiedy ja sam zobaczyłem Sławka Sikorę, jak usłyszałem, w jaki sposób opowiada o swojej więziennej rzeczywistości, w którą wdepnął, to bardzo mnie swoją opowieścią zaciekawił. Usłyszałem historię, dziejącą się w więzieniu, ale taką, której polskie kino jeszcze nie pokazało. Taki film jeszcze nie powstał. W tym dostrzegłem szansę – żeby pokazać coś, o czym się do tej pory nie mówiło. Postanowiłem więc, że zrobię taki film. A sama postać Sikory była tu największą inspiracją.

Krótko mówiąc, Sławomir Sikora nosi w sobie taką historię, że warto poświęcić mu film?

Tak, oczywiście. Potrafił opowiedzieć tę swoją historię w sposób przejrzysty i nieopisanie szczery. Sławek mówi szybko, barwnie, jest bardzo inteligentny. Potrzebowaliśmy dobrego scenariusza. Pomyślałem o Andrzeju Sobku; znamy się ze 30 lat, pracowałem z nim. I tak się zaczęło: Andrzej spędził z Sikorą trochę czasu, nagrał długi wywiad. Mieliśmy też nagranie, które zarejestrował Wojtek Dmochowski. Zresztą, materiału mieliśmy mnóstwo. Sławek Sikora dzielił się swoimi uwagami, przypominał o sytuacjach, jakie miały miejsce w więziennych celach, wskazywał na swoje więzienne otoczenie. Te wątki są niezwykle ważne dla filmu; ubogacają go.

Jak w istocie wyglądało życie Sławomira Sikory w więzieniu?

Zapraszam do obejrzenia filmu; wejdzie do kin już w piątek 25 lutego. Ale nie będzie tajemnicą, jeśli powiem, że więzienie to nie jest łatwe życie. W więzieniu siedzą różni ludzie. Jedni odbywają karę za popełnione morderstwa, inni siedzą za gwałty czy działanie w grupie przestępczej. Są tacy, którzy trafili tam za kradzież czy jazdę rowerem po pijanemu. Staraliśmy się pokazać jak najszerzej ów przekrój społeczeństwa, który trafia za kraty. Nie dało się pokazać całości społeczeństwa, bo to musiałby być serial i to taki, który obejmowałby z pięć sezonów.

Jakim człowiekiem jest Sławomir Sikora? Jakie były Pana pierwsze wrażenia?

Kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy i zaczęliśmy rozmawiać, to pomyślałem, że gdybym o tym nie wiedział, to nigdy w życiu nie powiedziałbym, że on siedział w więzieniu. Zupełnie zwyczajny człowiek, zwyczajnie podchodzący do życia. Nie miał w sobie nic z byłego więźnia, człowieka oskarżonego o morderstwo. Po wyjściu z więzienia bardzo szybko się zaaklimatyzował do rzeczywistości. Założył rodzinę. Pracuje, żyje. Niczym się nie różni od innych zwyczajnych ludzi.

To, co przeszedł, czego doświadczył i jak żyje teraz – czyli, że nie wyjechał z Polski, nie ukrywa swojego nazwiska i otwarcie mówi o tym, co przeżył – jak Pan, jako twórca filmu to odbiera?

Odbieram to bardzo pozytywnie. Sławek Sikora nie ma nic do ukrycia. Jest człowiekiem nadzwyczaj otwartym. Pomaga więźniom, działa w różnych charytatywnych fundacjach i stowarzyszeniach. Doradza, spotyka się z ludźmi. To człowiek z misją. Chciałby wszystkich ostrzec, by nie popełnili tego błędu, który popełnił on. Żeby nie musieli znaleźć się za kratami.

Myśli Pan, że dziś Sikora już by nie zrobił tego, za co odbywał karę więzienia?

Przypuszczam, że ktoś, kto byłby zmuszony bronić swojej rodziny, zrobiłby to samo, co on. Sikora uważał, że bronił swojej rodziny i siebie samego. I że nie miał innego wyjścia. A morderstwo nie było zaplanowane. Jeśli jednak oczekuje Pani, że odpowiem na to pytanie jednoznacznie, to panią rozczaruję. Ludzka psychika jest nieprzewidywalna. Sam człowiek nie wie, jak się w danej sytuacji zachowa, póki jej nie doświadczy.

W więzieniu Pana bohater miał gorsze i lepsze momenty, ale się nie załamał. Zastanawiał się Pan, z czego wynikała ta jego wewnętrzna siła?

Trudno mi to powiedzieć; nie znam jego rodziny, rodzeństwa, nie wiem, jak był wychowywany. Ale z moich relacji i 2-letniej już znajomości z nim zwróciłem uwagę na to, że to jest w ogóle mocna osobowość. Sławek Sikora psychicznie jest bardzo silny. Wygląda na to, że tę siłę ma w genach. Przeszedł więzienną gehennę, ale też wykazał się pewną dozą sprytu, umiał sobie radzić. W więzieniu wstąpił do koła literackiego; w zakładzie karnym udało mu się otworzyć radiowęzeł. Wciąż szukał dodatkowych zajęć, chciał coś robić.

Tym zyskał szacunek współosadzonych?

Tak myślę. Był bardzo aktywnym człowiekiem. Czas w więzieniu na pewno płynął mu szybciej niż innym więźniom.

„Zabił, bo musiał. Przetrwał, bo potrafił” – tymi słowami promowany jest „Mój dług”. Pan się zgadza z tym, że Sikora musiał zabić?**

Tak uważam. Zabił, bo musiał. Dziś nie każdy pamięta film Krauzego „Dług”, a już młodzi ludzie w ogóle go nie znają. Stąd w naszym filmie znalazły się retrospekcje – trzeba było pokazać, dlaczego Sikora poszedł, jak to się kolokwialnie mówi, siedzieć. Przypominamy sprawę, bohaterów, przewód sądowy i wydanie wyroku. Widz musi to wiedzieć. Musi zrozumieć, co się stało. Jak bohater zamordował. I dlaczego był szantażowany. Te retrospekcje przygotowują widza na to, co w tej historii zadziało się dalej. Po 20 latach od tamtych wydarzeń, obojętnie kto pisałby scenariusz i obojętnie kto by ten film reżyserował, musiałby wrócić do tamtych faktów.

Sikora został ułaskawiony przez prezydenta Kwaśniewskiego. Jak w ogóle do tego doszło? Sam się zaczął o to ułaskawienie starać?

W rzeczy samej dużo pomógł Krzysztof Krauze i jego film „Dług”. Ten film naprawdę zrobił wiele dobrego, bo przecież wszyscy wiedzieli, że był oparty na faktach. Jak ludzie obejrzeli „Dług”, jak zobaczyli, jak ta sytuacja naprawdę wyglądała, że skazani za zabójstwo nie mieli żadnej pomocy ze strony policji, do której się zgłaszali, że wymiar sprawiedliwości ich zignorował, to zrozumieli, że ci dwaj mężczyźni niejako, nie mieli wyjścia. Wzięli sprawę w swoje ręce. Ale nie zabili swojego prześladowcy z premedytacją. Działali w amoku, pod wpływem silnych emocji. W tamtej dawnej erze raczkującego dopiero internetu rozpowszechnienie tego filmu było wielkim osiągnięciem. Sikora nawiązał znajomość z prezeską fundacji, która pomaga takim osobom. Napisał do niej, spotkali się. I tak zaczęła się akcja zbierania podpisów o ułaskawienie go.

A jakie jest Pana osobiste zdanie? Rzeczywiście nie mieli innego wyjścia? Musieli wziąć sprawy w swoje ręce? Jak to możliwe, że w państwie prawa zdarzają się takie sytuacje, kiedy człowiek sam musi się obronić przed złem i w obronie łamać prawo?

Odpowiedź na to pytanie jest trudna. Ani pani, ani ja nie znaleźliśmy się w takiej sytuacji. Nigdy. Trudno powiedzieć, co pani by zrobiła, gdyby pani rodzinie groziłoby niebezpieczeństwo. Jak by się pani zachowała jako matka? Nie wiem, czy by pani nie zabiła. Podobnie ze mną – też nie wiem, co bym zrobił. Każdy z nas jest inny, ma inną psychikę, własne przekonania, wychowanie; każdy do życia podchodzi w inny sposób. Ale czy nie zrobiłbym tego w obronie bliskich? W obronie rodziny? W obronie dzieci? Stawiam duży znak zapytania pod tym, co bym zrobił.

Sikora w 2004 roku miał przerwę w karze. Wyszedł z więzienia z powodów zdrowotnych.

W dalszym ciągu był więźniem. To nie było zwolnienie z odbywania kary, tylko przerwa. To jest różnica. Leczył się. Ale to wtedy dzieje się dalsza część tej historii. W 2005 roku zostaje ułaskawiony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Co przekonało prezydenta?

Z całej historii i dokumentacji wynika, że chyba decydująca była liczba zebranych podpisów. Krótko mówiąc, Sikorze pomogło to, że wstawili się za nim ludzie. W tym znane, publiczne postaci, osobowości ze świata kultury, sztuki i prawa.

Pod petycją o ułaskawienie podpisali się między innymi pisarz Jerzy Pilch czy adwokat, profesor Piotr Kruszyński.

Oni również. Ale też i zwykli ludzie. Kilkadziesiąt tysięcy podpisów! Rozmawiałem z Ryszardem Kaliszem, który wówczas był szefem Kancelarii prezydenta RP. Przygotowując akt ułaskawienia, opowiadał mi, że nie krył wówczas zadziwienia, że pod tym wnioskiem podpisały się takie rzesze ludzi. To był najbardziej przekonujący argument dla prezydenta Kwaśniewskiego. Nawiasem mówiąc w naszym filmie znalazła się też rola dla Ryszarda Kalisza. W filmie zagrał samego siebie.

O, to trzeba koniecznie zobaczyć! Dla mnie jednak najciekawsze jest to, czego w filmie nie ma, czego nie widać. Na przykład - co twórcom filmu sprawiło najwięcej problemów?

Ha! Najwięcej problemów mieliśmy ze znalezieniem więzienia, w którym moglibyśmy zrobić zdjęcia. Szukaliśmy, pytaliśmy, prosiliśmy, przeprowadzaliśmy rozmowy w zakładach karnych; znaleźliśmy nawet więzienie w Grodzisku Mazowieckim, które stoi puste, ale podlega Służbie Więziennej. I… nie dostaliśmy zgody. Nie wiem, dlaczego. Może ktoś z więziennictwa nie lubi Sikory, bo działa na rzecz więźniów, krytykuje Służbę Więzienną i sposób resocjalizacji? Wiem, że inni twórcy, producenci, stacje telewizyjne takie zgody dostawały. Nas do tego więzienia nie wpuszczono; nie mogliśmy zrobić zdjęć. Znaleźliśmy więc więzienie w Kaliszu, które zostało przekazane w gestię Wyższej Szkoły Kryminologii i Penitencjarystyki w Warszawie; dostaliśmy zgodę na filmowanie w nim. Mieliśmy zresztą świetnych konsultantów – wykładowców z tej szkoły. Zatem wszystkie sceny więzienne, jakie widz zobaczy w filmie, powstały w tamtym właśnie miejscu. Poza tym samo miasto Kalisz okazało się zupełnie cudowne. Włodarze miasta udzielili nam dużo wsparcia. Kocham Kalisz! Natomiast jeśli chodzi o zdjęcia celi, jej wnętrza i umeblowania, to tę celę na potrzeby filmu zbudowaliśmy w Warszawie, a dokładniej w Starej Papierni w Konstancinie-Jeziornej. Ale na tym nie koniec problemów. Podstawowym i najważniejszym przecież była pandemia.

No, przecież! Jak się kręci film w pandemii?

Szczerze? To była masakra. Proszę sobie wyobrazić – sam środek pandemii, lockdowny. A my musimy kręcić. Codzienne testy, badania wszystkich pracowników, a ekipa liczyła, bagatela, ponad sto osób. No i jeszcze to pamiętanie o maseczkach! Dziś, z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że świetnie daliśmy sobie radę. Nikt nie zachorował na koronawirusa.

Postać Sławomira Sikory zagrał Bartek Sak. Jak było z wyborem aktora do głównej roli?

Bartka Saka wcześniej nie znałem. Ale jak się pojawił na castingu i świetnie odegrał role, którą dostał, pomyślałem: „Świeża twarz, na dodatek wizualnie bardzo do Sławka Sikory podobny”. Nie musiałem długo przekonywać reżysera Denisa Delića. I Bartek zagrał. Moim zdaniem zagrał samego siebie, nie naśladując Sikory, bo go nie znał, nie rozmawiał z nim przed zdjęciami. Ale zagrał przekonująco. Jest zdolnym i dobrym aktorem; bardzo go polubiłem.

Ciekawa jestem, czego się Pan spodziewa po tym filmie?

Pracuję w tym zawodzie już 40 lat i za każdym razem, jak wychodzi nowy film, pragnę jednego: aby się ludziom podobał. Aby przychodzili do kina, oglądali, mieli refleksję. Oczywiście nie ma takiego filmu, który nie byłby skrytykowany, podobnie, jak takiego, który nie byłby chwalony. W gruncie rzeczy jednak każdy twórca oczekuje sukcesu. Ale czy sukces będzie – to się okaże.

Czym jest ten film w Pana karierze?

Lubię filmy oparte na faktach i takie robię. Moim zdaniem one są ciekawsze niż fikcja. Tak było choćby z „Dywizjonem 303”, tak jest z „Długiem”. I tak jest z „Andersem”, nad którym to filmem pracuję od 8 już lat i wciąż nie mogę go zrealizować.

Dlaczego nie mamy takich super produkcji jak na przykład „Braveheart – Waleczne Serce”, o przywódcy szkockiego powstania Wiliamie Wallace? Dlaczego Pana „Anders” tak długo się wlecze?

Tego nie wiem. Jako polski producent filmowy nie jestem w stanie zdobyć 25 czy 30 milionów złotych na superprodukcję. No, akurat film „Anders” nie może być kręcony w Polsce, bo rzecz dzieje się na Bliskim Wschodzie. Mogę więc podejrzewać, że przyczyną jest brak pieniędzy. Ale też decydenci nie pomagają twórcom w tym, aby te fundusze na produkcję zapewnić.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

Samsung

Samsung QE55QN85A

6 359,10 zł3 948,00 zł-38%
miejsce #2

LG

LG 50UP78003LB

2 604,00 zł1 629,00 zł-37%
miejsce #3

Philips

PHILIPS 43PFS5505

1 593,00 zł1 099,00 zł-31%
miejsce #4

Kruger & Matz

Kruger&Matz KM0224

732,00 zł540,00 zł-26%
miejsce #5

TCL

TCL 50P615

1 888,00 zł1 543,42 zł-18%
miejsce #6

Samsung

Samsung QE65Q64TA

2 990,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Producent Bogusław Job: Takiego filmu, jak „Mój dług” w polskim kinie jeszcze nie było - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Tygodnik Ostrołęcki
Dodaj ogłoszenie