Jaki zwyrodnialec okaleczył te psy?! Serce się kraje od patrzenia na ich cierpienie

Mieczysław Bubrzycki
– Te psy strasznie cierpią u niego – mówi siostra pana Wiesława.
– Te psy strasznie cierpią u niego – mówi siostra pana Wiesława. Fot. M. Bubrzycki
Nie wiadomo, kto okaleczył psy. Podejrzenia padają na miejscowych pijaczków.

Wiesław ma pięćdziesiąt parę lat, mieszka w Puzdrowiźnie koło Broku. Stary kawaler nie stroni od alkoholu. Jeszcze niedawno mieszkał z matką - staruszką, ale schorowaną i coraz bardziej niedołężną kobietę po operacji biodra zabrała do siebie jedna z córek, która mieszka w bloku i ma łazienkę. Jej drewniany dom na wsi nawet takich wygód nie ma.

Suka bez oka

Syn został w Puzdrowiźnie. On i psy. Bardzo je lubi. Koty też.
- Te psy strasznie cierpią u niego - mówi siostra pana Wiesława. - Staram się jeździć raz w tygodniu do brata, ale teraz, zimą, nie jest to łatwe i nie jeżdżę tak często, bo nie mam samochodu. Kiedy jednak tu przyjadę, serce mi się ściska z żalu i bezradności, kiedy patrzę na te biedne psy. Obecnie brat ma trzy psy. Suka ma wybite oko i nie wiadomo, jak do tego doszło. Najprawdopodobniej ktoś jej to zrobił. Może któryś z kolegów brata, którzy przychodzą do niego? Z kolei jeden ze szczeniaków ma poobgryzane, albo poucinane uszy i ogon. Nie wiem, jak to się stało, może zrobiły to szczury… Na pewno jednak ten psiak strasznie cierpi.

Siostra właściciela psów telefonowała do gminy w Broku z prośbą o pomoc.
- Niestety, powiedzieli, że to nie ich sprawa. To sama usłyszałam od policjanta - mówi kobieta.
Sukę z wybitym okiem zabrała w końcu do siebie siostra pana Wiesława, która mieszka w tej samej wsi, szczeniak z poobcinanymi uszami pozostał u niego.

To te pijaki

Wybraliśmy się do Puzdrowizny. Na domu nie ma numeru, ale wiemy, że to na pewno tu. Za płotem szczekają dwa psy. Większy jest pozbawiony uszu, ma tylko jakieś poszarpane kikuty. Ogon też ma wyraźnie krótszy. Na drzwiach domu wisi kłódka. Po chwili pod furtkę podchodzi sąsiadka.

- Siostra Wieśka mówiła, że ktoś może tu przyjechać w sprawie tych psów - domyśla się, w jakiej sprawie przyjechaliśmy. - Wieśka nie ma, poszedł do jakiegoś kolegi, pewnie piją. Moim zdaniem, psy mają u niego dobrze, bo on sam nie zje, a im da. Ktoś jednak faktycznie zrobił im krzywdę. Myślę, że to na pewno nie on.
Siostra Wiesława, która przygarnęła jednooką sukę, mieszka niedaleko, choć już w Laskowiźnie (obie wsie są ze sobą połączone i stanowią jedno sołectwo - przyp. red.).

Suka bez oka nazywa się Miśka. Teresa z mężem lubią psy. Mają kilka. Najgroźniejszy stoi w dzień na łańcuchu, najgłośniejszy, pinczerek, jazgocze w domu.
- Dobry jest, bo jak już ktoś wejdzie do domu, to go nie wypuści - zapewnia Teresa. - Na razie jeszcze nikogo nie ugryzł - dodaje.

Miśkę trzymają w chlewiku.
- Ona sama za mną przyszła, gdy wracałam od brata - tłumaczy pani Teresa. - Przyszła raz, drugi, aż w końcu została. Przecież jej nie wygnam, bo nie mam serca. Trzymam ją w chlewiku, bo jest okaleczona i nie wiem, jak się zachowa wobec ludzi. Szosą chodzą dzieci, nie chcę, żeby zrobiła komu jakąś krzywdę. Mnie się wydaje, że i Miśce, i temu szczeniakowi, krzywdę zrobili te pijaki, które przychodzą do brata. Kiedy pytałam go o to, nie chciał nic powiedzieć.
Niestety, nie byliśmy w stanie porozmawiać z panem Wiesławem. Nikt z pytanych we wsi nie wiedział, gdzie może być.

Więcej na ten temat przeczytacie w jutrzejszym papierowym wydaniu TO.

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~Jurek~
Dziennikarz nie o wszystkim może pisać, ale wystarczy, że pogada z ludźmi i sporo się dowie. Myślę, że ten tekst powinien skłonić kogoś do myślenia. I chyba tak się stało. Takie przypadki, jak ten z Puzdrowizny, to wcale nie są jakieś wyjątki. W każdej wsi są pijaczki i alkoholicy, którzy staczają się powoli na dno, tuczą się na nich sklepikarze i meliniarze, a ludzie po prostu do tego przyzwyczajają się.
Tak to często bywa, że dramaty rodzinne (znęcanie się) odbywają się w zaciszu domu i sąsiedzi czasem wolą o tym nie mówić. Dramatem jest także to, jeśli ktoś znęca się nad zwierzętami. I o tym też warto mówić.
Z
Zawiedzeni
Zastanawiamy się czemu tyle szumu w rodzinie państwa K. jest o psy i każdy się tak o nie martwi a gdzie sumienie tych ludzi gdy syn stał jak KAT nad własną matką i znęcał się fizycznie i psychicznie gdy chciał na gorzałkę - wtedy nikt nic nie widział i nikt nic nie robił a kobieta cierpiała nieraz pobita przez syna - wielokrotnie policja stała pod ich domem. Pijaki siedzą 24godz. , jedzą, pija, śpią a co ta staruszka miała do powiedzenia. Naszym zdaniem to psy powinny być w schronisku a pan Wiesław K. na leczeniu. W Puzdrowiźnie jest melina pijacka o której wie każdy a nikt nic z tym nie robi. Gdyby córka matki nie zabrała to by ją syn prędzej czy później zabił nie mówimy że specjalnie ale przypadkiem po pijaku.
J
Jacek
ech...znowu sztucznie rozdmuchany problem
C
Cargo
Dobry pomysł! Ale mówiąc poważnie, nie powinno pozostawiać się tej sprawy bez dalszego ciagu, bo ludzie mający upodobanie do znęcania się nad zwierzętami, mogą robić to samo z ludźmi, jeśli tylko nadarzy się taka okazja, a gosciowi przestawi się kolejna klapka w mózgu. Chrońmy się przed takimi ludźmi. Niestety, jak pokazuje życie, policja w tej sprawie ustali, że nie nic nie ustaliła. Takie jest życie.
x
x
A może tym zwyrodnialcom co nieco obciąć?
Dodaj ogłoszenie