MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Dariusz Dziekanowski: Paulo Sousa to sympatyczny i kulturalny człowiek. Jako selekcjonera nie jestem jednak na razie w stanie go ocenić

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Dariusz Dziekanowski
Dariusz Dziekanowski Sylvia Dabrowa
- Najgorsze co możemy teraz zrobić, to wmówić sobie, że jesteśmy średniakiem i pewnego poziomu nie przeskoczymy. Trzeba mierzyć wysoko i nie bać się ewentualnej porażki. Nie można wiecznie grać na alibi - uważa Dariusz Dziekanowski. Z byłym reprezentantem Polski (uczestnikiem mistrzostw świata w 1986 roku), rozmawiamy o jego współpracy z Leo Beenhakkerem, problemach Jerzego Brzęczka i oczekiwaniach wobec Paulo Sousy.

Można powiedzieć, że w pewien sposób historia zatacza koło?
To znaczy?

Znów mamy selekcjonera zza granicy. Po Leo Beenhakkerze długo pokutował stereotyp, że selekcjonerem musi być Polak. Powtarzali to wiele razy - i obecny i poprzedni prezes PZPN.
Skoro obecny zmienił zdanie, to chyba po prostu doszedł do wniosku, że w tych okolicznościach to najlepszy możliwy wybór. Nie ma natomiast sensu porównywać tych sytuacji, bo Beenhakker obejmował reprezentację w zupełnie innych okolicznościach, niż obecnie Paulo Sousa. Rzadko zdarza się sytuacja, w której zmienia się selekcjonera po wygranych eliminacjach.

Julena Lopeteguiego zwolnili na dwa dni przed pierwszym meczem Hiszpanów na mundialu w Rosji.
To była jeszcze inna sytuacja - do mediów wyciekła informacja, że po mistrzostwach obejmie Real Madryt. Prezes hiszpańskiej federacji najwyraźniej uznał, że nie można dobrze wykonywać swojej pracy, jeśli się jej nie poświęca w stu procentach. Nikomu to na dobre nie wyszło, Lopetegui stracił pracę, a poprowadzona awaryjnie przez Fernando Hierro Hiszpania spisała się poniżej oczekiwań.

Wracając do Beenhakkera – jak doszło do tego, że został Pan jego asystentem?
Skontaktował się ze mną dyrektor reprezentacji, Jan de Zeeuw. Beenhakker szukał… Nazwijmy to tak – kogoś będącego blisko piłki, ale pozbawionego bagażu, który utrudniłby mu tworzenie nowego projektu, jakim miała być prowadzona przez niego reprezentacja Polski.

Krótko mówiąc – kogoś spoza rządzącego wówczas polską piłką układu.
Pan to powiedział. Ja bym to ujął tak, że szukał kogoś spoza pewnych ram, w których trzeba funkcjonować w otoczeniu pewnych osób, które dużo wówczas w polskiej piłce znaczyły.

Byli jacyś kontrkandydaci?
Był jeden poważny, Stefan Majewski. Jego kandydaturę bardzo popierał ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz.

Ale Beenhakker wybrał Pana...
Spotkał się z nami, porozmawiał i podjął decyzję. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że to była bardzo miła, ale merytoryczna rozmowa. Leo nie jest człowiekiem, który patrzy na to jak kto się ubiera i jakie ma oprawki do okularów. Postawił na mnie.

Jakie było pierwsze wrażenie?
Chronologicznie drugie, bo miałem okazję poznać go wcześniej. Pojawił się kiedyś w Polsce przy okazji meczu Legii Warszawa i klub poprosił mnie, żeby się nim zaopiekował podczas jego pobytu. Nie sądzę, by był to tak znaczący epizod, żeby miał wpływ na jego decyzję o zatrudnieniu mnie w roli asystenta.

Niektórzy mówili, że Beenhakker mówił mniej więcej to samo, co polscy trenerzy, ale piłkarze go słuchali bo mówił po angielsku. No i był kiedyś trenerem Realu Madryt.
Tak mogli mówić ci, którzy mieli kompleksy. Beenhakker mówił po prostu, że polscy piłkarze mają dwie nogi i kopią piłkę tą samą częścią stopy, co ich koledzy po fachu z innych części świata.

Tak po prostu?
Tak po prostu. Selekcjoner musi być przede wszystkim dobrym motywatorem. Musi umieć dotrzeć do piłkarzy. Sprawić, że uwierzą w jego wizję. Beenhakker był stanowczy, wyznaczył sobie pewien cel i dążył do niego, bez względu na to jakie napotykał problemy. Jego zaletą było to, że umiał reagować. Nie trzymał się kurczowo raz obranego scenariusza, jeśli zmieniały się okoliczności.

Początki miał trudne. Dwa pierwsze mecze, dwie porażki, w tym to nieszczęsne 1:3 z Finlandią w Bydgoszczy, na początek eliminacji Euro 2008. Było nerwowo?
Nie da się ukryć, zwłaszcza po meczu z Finlandią. Nikt się chyba nie spodziewał, że możemy zagrać tak słabe spotkanie.

Zarzucano Beenhakkerowi, że źle wybrał skład i np. postawił w bramce na Jerzego Dudka.
Zgadza się. Z tę decyzję jeden z dziennikarzy zaatakował go nawet na konferencji prasowej.

Beenhakker się oburzył, ale w kolejnym meczu między słupkami stanął Wojciech Kowalewski...
Oburzył się, bo pytanie dziennikarza było… Powiedzmy, że forma wypowiedzi była bardzo dosadna. Leo zawsze stał na stanowisku, że można piłkarzy krytykować, ale nie można ich poniżać. On również czuł się współwinny, to on wybrał taktykę i skład. Inna sprawa, że chyba nikt nie mógł przewidzieć takiego splotu nieprzychylnych okoliczności. W tamtym meczu nic nam nie wychodziło.

W kolejnym meczu, z Serbią, było już lepiej.
Wnioski zostały wyciągnięte. Doszło do kilku zmian w składzie. W sumie wypadło to lepiej, niż się spodziewaliśmy. Choć oczywiście wynik mógł być korzystniejszy.

Kiedy uwierzyliście, ze to wszystko idzie w dobrym kierunku?
Najłatwiej powiedzieć, że po zwycięstwie nad Portugalią. Prawda jest jednak taka, że przełomowym momentem był wyjazd do Kazachstanu kilka dni wcześniej. Dużo się wtedy wydarzyło – w czasie meczu i po jego zakończeniu, że przypomnę tylko nerwową reakcję Mariusza Lewandowskiego po tym, jak został zmieniony w 30. minucie.

Wielu trenerów by go po czymś takim skreśliło. Mówił o tym głośno min. Antoni Piechniczek.
A Beenhakker potrafił być ponadto. Przyjął przeprosiny i dał mu kolejną szansę. Dużo się wtedy działo. Te trzy dni, między meczem z Kazachstanem, a Portugalią to był taki – można powiedzieć jazda po bandzie. To był ten moment, który ukształtował ten zespół. To trochę tak jakby chirurg robił operację na żywym organizmie, otworzył pacjenta nie wiedząc do końca czego ma się spodziewać i znalazł miejsce, które trzeba zoperować. Wiem jak to brzmi, ale to faktycznie było coś niesamowitego. Coś nie do powtórzenia, bo złożyło się na to wiele różnych spraw. A Lewandowski odwdzięczył się selekcjonerowi w meczu z Portugalią w najlepszy możliwy sposób. Zagrał wtedy jeden ze swoich najlepszych meczów w kadrze.

Awansowaliście w dobrym stylu na Euro 2008. Dlaczego nie wyszło w Austrii i Szwajcarii?
Najłatwiej powiedzieć, że przez okoliczności. Kontuzje, obniżka formy kilku kluczowych dla tej drużyny piłkarzy. Przede wszystkim za dużo było jednak zmian w przygotowaniach do tych mistrzostw.

Mówiło się, że piłkarze byli „zajechani” zbyt intensywnymi treningami.
Faktycznie tak było. Każdy w sztabie za bardzo chciał się wykazać, stąd dyspozycja motoryczna piłkarzy nie była taka, jak powinna. Nadawali się bardziej do biegania maratonów, a nie grania meczów. Dodajmy błędne decyzje personalne – to z perspektywy czasu brzmi jak herezja, ale po porażce z Niemcami pojawił się pomysł, żeby posadzić na ławce Artura Boruca. Za takim rozwiązaniem zagłosowało trzech członków sztabu kadry.

Kto konkretnie?
Przede wszystkim trenerzy od bramkarzy Frans Hoek , Andrzej Dawidziuk resztę taktownie przemilczę. Nie ma sensu wypominać po latach, że ktoś coś gdzieś itd. Prawda jest taka, że wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność za to, co się wtedy wydarzyło. Każdy ze sztabu miał w tym swój udział. To nie jest tak, że wszystkiemu winny był Beenhakker.

Kończąc ten temat – też chciał Pan wieszać na latarni Howarda Webba?
Tak. Podobnie jak pół Polski z premierem na czele. Wiem, że tamta decyzja o podyktowaniu rzutu karnego trafiła później do materiałów szkoleniowych UEFA jako przykład prawidłowej reakcji sędziego, ale mnie to nadal nie przekonuje…

Dlaczego?
Bo to był taki „miękki” karny. Nikt nie miałby pretensji, gdyby został podyktowany wcześniej, ale w doliczonym czasie gry… Takich karnych się nie dyktuje. Nie w takich sytuacjach.

Wróćmy do początku, czyli do Paulo Sousy. "Jeśli już zatrudniliśmy zagranicznego selekcjonera i dobrze mu płacimy, to mamy prawo do sporych oczekiwań" - to cytat.
A gdzie jest pytanie?

Gdy selekcjonerem był jeszcze Jerzy Brzęczek mówiło się, że celem będzie wyjście z grupy na Euro? Od Sousy możemy wymagać więcej?
A czy możemy wymagać od Roberta Lewandowskiego, że strzeli jednego gola na Euro? Myślę, że nie tylko on ma ambicje, by osiągnąć coś więcej.

Obiektywnie?
Zdecydowanie. Jeżeli patrzymy na niedawny mecz Porto – Juventus w Lidze Mistrzów, to obiektywnie patrząc, Porto nie powinno mieć zbyt wielu szans. A tymczasem… Ponadto, Portugalia wygrała Euro 2016, choć poza Pepe i Cristiano Ronaldo nie miała piłkarzy wybitnych, tylko dobrych i bardzo dobrych. W dodatku Ronaldo przez prawie cały finał tylko stał przy linii. Takich przykładów jest wiele – najgorsze co możemy teraz zrobić, to wmówić sobie, że jesteśmy średniakiem i pewnego poziomu nie przeskoczymy. Trzeba mierzyć wysoko i nie bać się ewentualnej porażki. Nie można wiecznie grać na alibi i liczyć na to, że kiedyś będzie lepiej. Liczy się tu i teraz.

Tego tu i teraz chyba właśnie zabrakło reprezentacji Jerzego Brzęczka?
Też tak uważam. Jak obejrzałem ten film „Niekochani”, pomyślałem sobie, że to niemożliwe, żeby przy takiej atmosferze osiągnąć z kadrą jakiś sukces. Później ta książka, w której był porównywany do Kazimierza Górskiego. To świadczy o tym, że osoby z otoczenia Brzęczka, jak również on sam, kompletnie nie wyczuły tego, w jaki sposób promować jego osobę. Chcieli dobrze, ale wyszło jak wyszło. To trochę tak, jak z rodzicami, którzy w dobrej wierze przekarmiają swoje dzieci.

Jak ocenia Pan Paulo Sousę?
Kiedyś spotkaliśmy się na szkoleniach Grassroots organizowanych przez UEFA, więc mogę powiedzieć, że prywatnie to bardzo sympatyczny i kulturalny człowiek. Jako selekcjonera nie jestem jednak w stanie go ocenić. Wiem gdzie pracował i jakie miał wyniki, ale prowadzenie klubu i reprezentacji to dwie zupełnie różne kwestię. Tu wszystko zweryfikuje boisko.  

Paulo Sousa ogłosił pierwsze powołania do reprezentacji Polski. Na liście znalazło się aż 35 nazwisk. "Kadra zostanie jeszcze zawężona i ogłoszona 15 marca"

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki