MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zwłoki w środku miasta

Ewa Pyśk
Okno mieszkania Marii W. opięczętowała policja
Okno mieszkania Marii W. opięczętowała policja S. Leszczyńska
Zwłoki kobiety znaleziono w mieszkaniu w budynku przedszkola przy ul. Prądzyńskiego w Ostrołęce. Ciało leżało w pomieszczeniu dwa lub trzy dni. Nie wiadomo, co było przyczyną śmierci. Ma to ustalić sekcja zwłok. Kobieta wyglądała jakby przed śmiercią została pobita i zgwałcona. Dlaczego nikt nie wiedział o jej śmierci? Dlaczego tak późno odkryto ciało? Mieszkała przecież w centrum miasta.

- Od kilkunastu dni próbowaliśmy się skontaktować z panią Marią - opowiada Teresa Podbielska, dyrektorka Przedszkola Miejskiego nr 8, w którym znajdowało się mieszkanie, zajmowane przez 60-letnią Marię W. - Ostatni raz widzieliśmy ją 9 lipca.
Zwłoki kobiety odkryto 23 lipca. Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, w mieszkaniu zmarłej znaleziono receptę z 12 lipca. Wtedy więc jeszcze żyła. Kiedy nastąpił zgon, nie wiadomo, ma to wykazać sekcja zwłok. Nieoficjalnie wiemy, że kobieta po śmierci leżała w mieszkaniu ok. 72 godzin. Mieszkanie było zamknięte od środka, a w kuchni uchylony lufcik.

Wódka w przedszkolu

Maria W. w lokalu komunalnym w budynku przedszkola przy ul. Prądzyńskiego zamieszkała w sierpniu 2001 r. Żyła samotnie. Prawdopodobnie miała rodzinę za granicą. Jak dowiedzieliśmy się była amazonką, przeszła operację amputacji piersi. Podobno nowotwór rozwijał się.
Tryb życia Marii W. budził niepokój pracowników przedszkola. Opowiadają o butelkach alkoholu przywożonych przez taksówki i przynoszonych omyłkowo do przedszkola.
- Nie mogłam na to pozwolić - mówi wzburzona dyrektor Podbielska. - Zgłosiłam oczywiście te fakty do wydziału oświaty Urzędu Miejskiego. Wiedzieli o tym rodzice przedszkolaków.
Kursy taksówek z zamawianym alkoholem powtarzały się często. Kobietę widywano też ze śladami pobicia. Tłumaczyła zawsze, że się przewróciła.
Sytuacja stała się jednak poważna 20 czerwca, dzień po Bożym Ciele. Przedszkole, pomimo długiego weekendu, było czynne. Pracownice zauważyły dobywający się z mieszkania dym. Pukały, waliły do drzwi, nikt jednak nie otwierał. Wezwano policję. Po wejściu do pomieszczenia policjanci zastali w środku dwie kobiety. Były pijane. Na kuchence zostawiły garnek i prawdopodobnie o nim zapomniały. Po tym zdarzeniu sporządzono protokół i zaczęto zastanawiać się, jak wysiedlić Marię W. z mieszkania w przedszkolu.
- Na początku lipca zaproponowaliśmy pani W. przeniesienie do lokalu socjalnego przy ul. Padlewskiego - powiedziano nam w ratuszu. - Zgodziła się.

Zmyliło okno

W lipcu pracownicy Urzędu Miejskiego i przedszkola kilkakrotnie usiłowali skontaktować się z kobietą. Bezskutecznie. Ostatni raz widziano ją 9 lipca po godz. 16.00.
Pracownicy przedszkola mówią, że pani Maria często nie otwierała drzwi, pomimo że wiadomo było, iż znajduje się w mieszkaniu.
- Bywało, że wychodziła z domu dopiero po godz. 16.00, kiedy nie było już nikogo w przedszkolu - opowiada Teresa Podbielska.
Czy lokatorka jest w mieszkaniu, pracownicy przedszkola poznawali po otwartym oknie w kuchni.
Okno w kuchni przez ostatnie kilka dni przed znalezieniem ciała Marii W. było otwarte. Być może to zmyliło panie z przedszkola.
- Nikt jej nie widział, w skrzynce leżały listy, ale myślałam, że może gdzieś wyjechała i zapomniała domknąć lufcika - mówi Teresa Podbielska. - Poprosiłam jednak moją zastępczynię, która mieszka w pobliżu, żeby sprawdziła, czy wieczorem świeci się w mieszkaniu światło. W poniedziałek 21 lipca było tam jednak ciemno, podobnie było we wtorek.
Dyrektorce zależało na skontaktowaniu się z kobietą także dlatego, że pod koniec miesiąca sprawdzała stan liczników na wodę i prąd, które znajdowały się w mieszkaniu.
Wcześniej pracownice przedszkola zastanawiały się, czy nie zajrzeć do mieszkania, pani Marii przez okno. Kobieta mieszkała na parterze. Dyrektorka tego zakazała, bo po pierwsze, jej zdaniem, byłoby to ingerowanie w czyjąś prywatność, po drugie "na wszelki wypadek", żeby nie zatrzeć śladów.
W środę 23 lipca rano zaniepokojona dyrektorka przedszkola poinformowała inspektor Liliannę Kościuk z wydziału oświaty i spraw społecznych UM jak sprawa wygląda.
Około godz. 10.00 pod budynek przedszkola przyjechała inspektor Kościuk z dwoma strażnikami miejskimi.
- Strażnik kiedy stanął przy oknie kuchennym powiedział, że wyczuwa dziwny zapach - opowiadają pracownice przedszkola.
Na miejsce wezwano policję, straż pożarną i prokuratora. Kiedy jeden ze strażaków wspiął się po drabinie i zajrzał przez okno, zobaczył ciało kobiety. To była Maria W. Jak udało nam się ustalić (choć wiadomości tych na razie nie potwierdza prokuratura i są to informacje nieoficjalne) kobieta miała zadartą sukienkę, była częściowo naga. Miała opuchnięte ręce.
Policja nie chce komentować sprawy. Informacji na ten temat nie udziela też prokuratura.
- Nie wiadomo, czy był to zgon z przyczyn naturalnych czy zabójstwo - mówi sierż. szt. Andrzej Ciszewski, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Ostrołęce. - Wszystko wyjaśni sekcja zwłok.
Sekcja ustali też, kiedy kobieta zmarła i wówczas będzie wiadomo jak długo leżało w mieszkaniu ciało. Policja nie chce mówić o tym, czy zmarła została zgwałcona i czy była pobita.
- Nie udzielamy informacji ze względu na dobro śledztwa - powiedział nam prokurator Tomasz Mierzejewski.
Jak nam powiedzieli pracownicy przedszkola, w poniedziałek 21 lipca, jeszcze przed znalezieniem zwłok, widziano mężczyznę, który pukał do mieszkania zajmowanego przez Marię W.
W środę w mieszkaniu w którym znaleziono zwłoki Marii W., do wieczora policjanci zabezpieczali ślady. W piątek zgłosiła się rodzina, zabrali część rzeczy po zmarłej. Tego samego dnia klucze do mieszkania, które zajmowała Maria W. trafiły do Urzędu Miejskiego.
- Po wywiezieniu rzeczy z mieszkania i przekazaniu ich rodzinie lokal zostanie odnowiony i zasiedlony - powiedział nam rzecznik UM Krzysztof Szeląg.
Prace w mieszkaniu rozpoczną się po pogrzebie. Maria W. miała być pochowana w poniedziałek, 28 lipca.
Zdarzenie to nie powinno w żaden sposób zakłócić funkcjonowania przedszkola.

Nikt nie zawinił

- Jesteśmy wstrząśnięci śmiercią pani W. - mówi dyrektorka przedszkola.
Trudno wyjaśnić, dlaczego nikt wcześniej nie znalazł ciała. Dyrekcja i pracownicy przedszkola mówią nam, że zrobili wszystko, co było w ich mocy, żeby skontaktować się z kobietą. Pracownicy wydziału oświaty w ratuszu zaś, że reagując na sygnały dyrektorki przedszkola, podjęli decyzję o przeniesieniu Marii W. do lokalu socjalnego. To, że nie otwierała drzwi nie zaniepokoiło też jej koleżanek, które przychodziły do kobiety.
- Trudno tu mówić o czyjejś winie, z mojego rozeznania wynika, że ani dyrekcja przedszkola, ani pracownicy urzędu nie zaniedbali w tej sprawie niczego - mówi wiceprezydent Ostrołęki Stanisław Rybski.
Niepokoi jednak myśl, że samotny człowiek może wśród ludzi odejść z życia tak niezauważalnie. Wśród zgiełku rynku i gwaru przedszkolaków.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki