MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Złoty sołtys

Mieczysław Bubrzycki
Józef Matuszewski
Józef Matuszewski M. Bubrzycki
Józef Matuszewski z Szelkowa może pochwalić się rekordowym sołtysowym stażem. Za kilka miesięcy minie pół wieku, jak jest sołtysem.

Józef Matuszewski nie pamięta dokładnej daty, gdy wybierano go sołtysem po raz pierwszy. Na pewno było to w sierpniu 1953 roku. Poprzedni sołtys Starego Szelkowa, Stanisław Wiśniewski, zrezygnował przed końcem kadencji, trzeba więc było wybrać nowego. Józef Matuszewski miał wtedy 30 lat. Czasy nie były zbyt radosne, ale - paradoksalnie - ze wszystkich ówczesnych wyborów, właśnie wybory sołtysa miały w sobie najwięcej z demokracji. Owszem, na zebrania przyjeżdżali panowie, czy raczej towarzysze, z powiatu, ale sołtys musiał być akceptowany przez miejscowych.

Pełnomocnik za Bieruta

- Wtedy byłem wśród sołtysów okolicznych wsi najmłodszy wiekiem, a teraz jestem w gminie najstarszy i wiekiem, i stażem - mówi Józef Matuszewski.
W tych pierwszych wyborach, za Bieruta, nie wybierano jeszcze sołtysa, tylko pełnomocnika wsi, a w skład gromady (wtedy już nie gminy) Szelków wchodziło tylko dwanaście wsi. Drugie dwanaście było w gromadzie Grzanka. Tak było jeszcze kilka razy, także na początku rządów Gomułki. Sołtysów - jak sobie przypomina Józef Matuszewski - zaczęło się wybierać w latach sześćdziesiątych. Wtedy też dostał wykonaną z brązu odznakę sołtysa - wielkości dużego guzika i z orłem bez korony.
- Kazali przypinać sobie do ubrania, jak się szło do ludzi albo na zebranie - przypomina sobie Matuszewski. - Rzadko to robiłem, bo przecież ludzie mnie i tak znają.

Wszyscy za jednym

Józef Matuszewski mieszka na krańcu Starego Szelkowa pod numerem 1. Od pierwszych wyborów nikomu ze wsi to nie przeszkadzało. Zawsze - za czasów Bieruta, Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego i ostatnio za demokracji - Matuszewski był jedynym kandydatem na sołtysa i zawsze głosowali na niego wszyscy zebrani.
- Na ostatnim zebraniu, które było 20 lutego, nie bardzo chciałem, bo już jestem stary, ale nie było mowy - mówi sołtys. - Powiedzieli, że będę sołtysem aż do śmierci! Znów dostałem wszystkie głosy.
Józef Matuszewski został sołtysem po raz pierwszy dwa lata po ślubie.
- Żona nie była ani razu na zebraniu wyborczym - mówi. - W zasadzie to ona nie jest za bardzo chętna temu mojemu sołtysowaniu.

Stan posiadania

Obecny "stan posiadania" sołtysa Matuszewskiego to ponad 120 domów i około 300 mieszkańców.
- To wieś chłopsko-robotnicza - mówi sołtys. - Są tylko trzy gospodarstwa ponad 20 hektarów, a reszta ma po 3-5 hektarów. Teraz ich właściciele są już przeważnie na rentach. Dużo z nich dorobiło się renty w zakładzie, który nazywaliśmy "Wiklina". Mieścił się on tam, gdzie była stara gmina. Gdyby nie ten zakład, to dziś ci ludzie byliby na garnuszku gminy.
Sam sołtys jest rolnikiem. Pracował długie lata na 16-hektarowym gospodarstwie. Od piętnastu lat jest na emeryturze, ziemię obrabia syn. Specjalizuje się w hodowli trzody chlewnej, nie wystarczało mu 16 hektarów ojcowizny, więc jeszcze sześć hektarów wydzierżawił.
- Te wszystkie budynki gospodarcze powstały jeszcze za tamtego rządu - mówi Józef Matuszewski. - I tak jest w całej wsi. Nikt nie postawił żadnej obory czy stodoły za tych czasów. To samo z ciągnikami. Wszyscy reperują stare, bo na nowe ich nie stać. Jak się rozmawia z rolnikami, to wszyscy mówią, że najlepsze były czasy gierkowskie.

Śpiewak i strażak

Jeszcze dłużej niż sołtysem, Józef Matuszewski jest strażakiem. W zeszłym roku dostał pamiątkową odznakę za 55-lecie służby w OSP. Razem z innymi zakładał straż w 1947 roku, przez długie lata był sekretarzem zarządu OSP. Do lat 70. jego konie używane były do wyjazdów do pożarów, bo wtedy nie było jeszcze strażackich samochodów.
Drugą pasją pana Józefa jest śpiewanie. Od samego wyzwolenia w czterdziestym piątym śpiewa w kościelnym chórze, który założył zaraz po wojnie organista Bolesław Przybylski. Do dziś chodzi na próby chóru, a w niedziele wspomaga swoim tenorem mszalne śpiewy.

Sołtys nagrodzony

Co powoduje, że od 50 lat za każdym razem mieszkańcy Szelkowa wybierają tego samego sołtysa?
- Ja sam nie wiem, dlaczego ludzie mi tak ufają - mówi sołtys Matuszewski.
W sołtysowaniu najgorsze były lata 50., czas obowiązkowych dostaw rolniczych. Rola sołtysa polegała na uświadamianiu sąsiadów, żeby oddawali z pełnym przekonaniem to, co państwo ludowe każe im oddać. Ludzie i tak oddawali, bo jak który nie oddał, to był karany. Potem już było lżej, także dla sołtysów.
- Obecny wójt jest jedenastym z kolei, który rządzi gminą przez te 50 lat, choć wcześniej byli naczelnicy i przewodniczący - wspomina sołtys Matuszewski. - Ze wszystkimi jednak dobrze mi się współpracuje. Nigdy z żadnym nie miałem zatargów. To samo, jeśli chodzi o wieś. Tu nigdy nie było większych zgrzytów.
Coraz częściej słyszy się, że nie opłaca się być sołtysem.
- Kiedyś sołtys miał tylko prowizję z zebranych podatków, teraz dochodzi mu jeszcze dieta za udział w sesji Rady Gminy - mówi sołtys Matuszewski.
Prowizja dla sołtysa wynosi obecnie 7,1 proc. od wpłaconych podatków, ale jedna trzecia ludzi wpłaca je od razu w gminie. Upłynął już termin wpłacania pierwszej raty tegorocznych podatków. Sołtys zebrał ich w sumie 2700 zł (podatek rolny i podatek od nieruchomości). Następne raty będą jednak znacznie niższe, zwłaszcza druga i czwarta.
- Podatki są u nas różne - mówi Matuszewski. - Są i takie gospodarstwa, które płacą po 20 zł podatku rocznie, a nawet mniej.
Dopiero ostatnio, po raz pierwszy w życiu, spotkało go wyróżnienie z okazji długoletniego sołtysowania. 31 marca, podczas sesji Rady Gminy, wójt Czesław Milewski i przewodniczący Rady Gminy Jan Ziółkowski, wręczyli mu pamiątkowy dyplom, bukiet kwiatów oraz album, poświęcony ostatniej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski.
- Może bym tego nie dostał, ale podczas ostatniego zebrania wyborczego, składając sprawozdanie powiedziałem, że sołtysem jestem nieprzerwanie od 1953 roku - mówi Józef Matuszewski.
Nie dla zaszczytów jednak pan Józef pracuje. Teraz, gdy jest na emeryturze i ma dużo wolnego czasu, sołtysowanie pozwala mu nadal czuć się potrzebnym.
- Przyzwyczaiłem się do tego sołtysowania - przyznaje. - Wciąż pracuje się z ludźmi, a to jest w życiu bardzo ważne. Chciałbym wszystkim sąsiadom podziękować serdecznie za zaufanie, jakim mnie darzą.
Sołtys Matuszewski ma nadzieję, że do końca tej kadencji - o której mówi, że będzie jego ostatnią kadencją - gmina pokryje asfaltem 300-metrowy odcinek drogi od kościoła w kierunku jego zabudowań.
- To nie o mnie chodzi - tłumaczy sołtys. - Tu mieszka 20 rodzin, ale ta droga służy także jako parking dla tych, którzy przyjeżdżają do kościoła. Ta droga byłaby więc dla całej parafii. Mam nadzieję, że doczekam się tego asfaltu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki