Zbyt stary na wózek

Jarosław Sender
Nie ma pieniędzy na wózek elektryczny dla 85-letniego inwalidy wojennego

Małkinia Górna. Zygmunt Gotowicki w lipcu skończył 85 lat. Od dwóch lat nie może zrobić kroku bez pomocy kul. To efekt ran odniesionych jeszcze podczas II wojny światowej. Dziś, po kilkudziesięciu latach, Polska, za którą walczył nie potrafi, a może nie chce, mu pomóc. Nadzieja w ludziach dobrej woli.

- Byłbym zupełnie sprawnym człowiekiem, gdyby nie to wojenne inwalidztwo - mówi Gotowicki.

Z AK do ludowego wojska

W 1944 roku miał 20 lat. Dwa lata wcześniej, 18-latek z Kaczkowa wstąpił do Armii Krajowej. Brał udział w słynnej bitwie pod Pecynką. Po przejściu frontu, wiele domów w Kaczkowie było spalonych lub zburzonych.

- Kiedy weszli Rosjanie, nasz dowódca z AK kazał nam wstępować do nowego wojska, które przyszło ze wschodu - wspomina. - Nie posłu¬chaliśmy go. Nie poszliśmy na ochotnika, przyszło po nas NKWD.

Pamięta ten poranek do dziś. Spali z całą rodziną na podwórku, bo domu po froncie nie było. Obudził go głos, który ze śpiewnym akcentem wymawiał jego imię. Otworzył oczy. Obok stał mężczyzna mówiący po rosyjsku. Nie był sam, wszyscy mieli broń. W krótkim czasie NKWD zebrało z okolicznych wsi sporą grupę młodych mężczyzn. Pod bronią poprowadzili ich do Małkini. Nie wiedzieli, co z nimi będzie. Potem poszli pod eskortą do Ostrowi, a stamtąd ruszyli w dalszą drogę. Po ośmiu dniach doszli do Lublina. Sowiecka eskorta oddała ich wszystkich przedstawicielowi Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego.

- Najpierw wcielili mnie do I Armii Wojska Polskiego, potem znalazłem się w kompanii piechoty II AWP - wspomina Zygmunt Gotowicki. - Wszyscy dowódcy to byli Rosjanie. Mieliśmy także rosyjską broń.

Ranny nad Sprewą

Wiosną 1945 roku oddziały II AWP zbliżały się do Berlina. 16 kwietnia, po sforsowaniu rzeki Sprewy, pod Rottenbergiem, podczas ataku na Niemców skosił go z prawej strony niemiecki karabin maszynowy. Pierwszy pocisk zmasakrował mu środkowy palec lewej dłoni, kolejne przeszły po prawym udzie, zmasakrowały kość.

Po krótkim pobycie w szpitalu polowym trafił do szpitala w Poznaniu. Przebywał tam pół roku. Było już po wojnie, kiedy wrócił do domu. Obolała i krótsza prawa noga dawała o sobie znać.

- Nigdy nie byłem pełnosprawnym człowiekiem - mówi Gotowicki.

Po powrocie ze szpitala, znalazł pracę na kolei. Pracował na różnych stanowiskach: SOK-isty, biletera, magazyniera. W 1952 roku dostał służbowe, malutkie mieszkanie w nowo wybudowanym bloku kolejowym, w Małkini przy Nurskiej. Mieszka tu do dziś. Na emeryturę przeszedł w 1980 roku.

Tylko o kulach

Wojenne rany dają o sobie ciągle znać. Wiele razy był w szpitalach, poddawano go niezliczonym operacjom. W 2000 roku o mało co nie umarł, kiedy lekarz rodzinny zdia¬gnozował u niego reumatyzm, a nie zapalenie szpiku kostnego.

Na dodatek żona kilka lat temu zaczęła nagle chudnąć. Zwlekała z pójściem do lekarza, potem okazało się, że ma tak słabe serce, iż nie można było przeprowadzić niezbędnej operacji. Od kilku lat nie wstaje z łóżka.

- Mieszkamy tylko we dwoje - mówi Zygmunt Gotowicki. - Do żony przychodzi opiekunka, raz na dwa tygodnie przyjeżdża córka, która robi większe pranie, ale na co dzień ja muszę koło niej chodzić. W Małkini mamy jeszcze syna, który pomaga nam, kiedy potrzeba, choć nie ma zbyt wiele czasu, bo pracuje.

Od kilku lat Zygmunt Gotowicki ma coraz większe problemy z chodzeniem. Nigdzie nie rusza się już bez inwalidzkich kul. Przy ich pomocy może zejść najwyżej na podwórko. Na szczęście mieszkają na parterze i do pokonania są tylko cztery stopnie.

Niedościgły wózek

W ubiegłym roku, podczas uroczystości gminnych w związku z rocznicą Cudu nad Wisłą, spotkał znajomego. Przyjechał na leśny cmentarz elektrycznym wózkiem.

- Widział, jak się męczę na tych swoich kulach i powiedział, że może mi doradzić, jak załatwić taki wózek - mówi Zygmunt Gotowicki.

Znajomy skorzystał z programu o nazwie "Pegaz 2003". Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepeł¬nosprawnych sfinansował mu 99 proc. wartości wózka o napędzie elektrycznym. Wózek kosztował 19 tys. zł, znajomy zapłacił niecałe 200 zł.

- W maju napisałem pismo do PFRON o pomoc w zakupie takiego wózka - mówi Gotowicki.

Opisał w nim swoją sytuację i załączył odpowiednie dokumenty. Podkreślił, że jest inwalidą wojennym, kombatantem w stopniu kapitana WP, wielokrotnie odznaczanym.

Zszokowała go odpowiedź, która nadeszła w połowie czerwca. Oddział Mazowiecki PFRON informował, że Zygmunt Gotowicki, 85-letni schorowany inwalida wojenny, nie spełnia wymogów programu.

"Adresatami programu są osoby niepełnosprawne w wieku aktywności zawodowej (kobiety do 60., mężczyźni do 65. roku życia" - przeczytał ze zdumieniem.

- Dwa lata temu z tego programu sfinansowano zakup wózka znajomemu, który jest w podobnym jak ja wieku i który nie jest inwalidą wojennym - mówi Zygmunt Gotowicki.

W liście do naszej redakcji napisał: "Wpadłem w rozpacz. Zabrakło ludzkiego spojrzenia na problem. Forma pisma z PFRON wyklucza drogę odwoławczą, a ustalony tam wiek pachnie raczej eutanazją…".

Tak szybko odchodzą

W tunelu pojawiło się jednak światełko. Zygmunt Gotowicki otrzymał bowiem odpowiedź z Zarządu Głównego Światowego Związku Żoł¬nierzy AK (gdzie wysłał kopię pisma adresowanego do PFRON), w której obiecano mu pomoc.

Za namową znajomego, który kiedyś był naczelnikiem gminy, udał się także do Ostrowi, do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie.

- Dyrektor Błędowska kręciła głową z niedowierzaniem - mówi. - Powiedziała, że jest możliwość dofinansowania do 80 proc. zakupu takiego wózka z pieniędzy przyznawanych powiatowi z PFRON, ale w tym roku wszystkie zostały już rozdzielone. Jest jakaś nadzieja, że może jeszcze w tym roku wpłyną dodatkowe pieniądze, zwłaszcza że sam słyszałem w telewizji obietnicę premiera Tuska, że nie będzie oszczędzania na pomocy dla ludzi niepełnosprawnych.

Jak nam powiedział Zygmunt Go¬towicki, takich jak on, starych i schorowanych inwalidów wojennych, w gminie Małkinia Górna jest już tylko trzech.

- Niedługo wszyscy wymrzemy, ale dopóki żyjemy, chyba powinno nam się ułatwiać to trudne życie - mówi Zygmunt Gotowicki. - Stoi za nami prawo, o którym nikt nie chce pamiętać. Jako młodzi ludzie straciliśmy zdrowie nie wskutek własnego błędu czy głupoty, ale w czasie wojny.

Zygmunt Gotowicki pokazuje nam ustawę o zaopatrzeniu inwalidów wojennych i wojskowych oraz ich rodzin. Artykuł 17 punkt 1 ustawy mówi, że inwalida wojenny, którego inwalidztwo w znacznym stopniu utrudnia poruszanie się i korzystanie z publicznych środków komunikacji ma prawo do bezpłatnego otrzymania wózka motorowego.

A może znajdą się ludzie dobrej woli, którzy pomogą inwalidzie wojennemu z Małkini? A może zastanowią się nad tym - tak po ludzku - samorząd gminy i powiatu?

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
www.com.@.pl
Co pan Gotowicki robi z emeryturą. Ma bardzo wysoką emeryturę t.j. około 3 tyś.żł. Ponadto leki darme. Pan Gotowicki przez około 20 lat jeżdził rowerem na ryby w okolice Rostek , Nura. Obserwowałam tego Pana i nie widziałam żadnego inwalidztwa. Był sprawnym fizycznie człowiekiem. Dziś jest inwalidą z uwagi na podeszły wiek co nie ma nic wspólnego z wojną. W przypadku przyznania wózka tak drogiego dla osoby z tak dużym dochodem jest nadużyciem. A ponadto taki wózek po śmierci inwalidy winien być zwrócony dla innego człowieka.
Dodaj ogłoszenie