Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Zakochany na wieży

Andrzej Mierzwiński Mieczysław Bubrzycki
Mirosław M. na wieży ratusza w Ostrowi spędził 1,5 godziny
Mirosław M. na wieży ratusza w Ostrowi spędził 1,5 godziny Fot. K. Chrostowski
Ktoś spojrzał do góry. Kilkanaście metrów nad ziemią, na wieżyczce ratusza, zobaczył mężczyznę, który coś krzyczał. Było kilkanaście minut po szesnastej.

Mirosław M. na wieży ratusza w Ostrowi spędził 1,5 godziny
(fot. Fot. K. Chrostowski)

We wtorek 14 września jako ostatni z urzędników z ratusza w Ostrowi Mazowieckiej wychodził wiceburmistrz Jerzy Pawluczuk.
- Mogło być dziesięć minut po szesnastej - mówi burmistrz. - W drzwiach niemal zderzyłem się z młodym mężczyzną w koszuli, który chciał wejść do budynku, ale na mój widok cofnął się.

Człowiek na wieży

Kilkanaście minut później pod ratusz zajechał radiowóz, a za chwilę samochody strażackie, jeden z nich z drabiną. Zatrzymały się od strony banku PKO BP. Wszyscy patrzyli w górę. Kilkanaście metrów nad ziemią, na wieżyczce ratusza, znajdował się mężczyzna. Zanim przyjechała policja, krzyczał do ludzi na dole:
- Jestem wielki! Patrzcie na mnie! Teraz ja jestem na górze!
Obchodził przy tym wielokrotnie wieżę, przeszedł na zewnętrzną stronę balustrady, próbował nawet wspiąć się na antenę.
Gdy pojawili się policjanci i strażacy, pod ratusz zaczęli ściągać ludzie. Byli ciekawi, co się dzieje. W kulminacyjnym momencie stało tam około 800 osób. Takich tłumów wokół ostrowskiego ratusza nie było od czasu zakończonych przed trzema miesiącami Dni Ostrowi.
Gdy desperat zobaczył policjantów i strażaków próbujących rozsunąć samochodową drabinę, zagroził, że jeśli to zrobią, albo jeśli ktoś wejdzie na górę, to on skoczy.
Wśród widzów zdania na ten temat były podzielone:
- Eee, nie skoczy - spekulował młody chłopak.
- Nawet jak skoczy, to się nie zabije, bo za nisko. Najwyżej zniszczy burmistrzowi nowy dach - dodał stojący obok mężczyzna.
Kandydatem na samobójcę okazał się 34-letni Mirosław M. - mieszkaniec Ostrowi, znany policji i wymiarowi sprawiedliwości. Aktualnie znajduje się pod dozorem policji jako podejrzany o popełnienie przestępstwa.
Negocjator policyjny wszedł do ratusza, potem na górę i zaczął rozmawiać z desperatem. Ten powiedział, że jedynym sposobem na opuszczenie przezeń wieży jest sprowadzenie do ratusza jego konkubiny Marleny M., z którą ostatnio nie najlepiej mu się układają stosunki.
Rozmowy się przeciągały, ostrowskiemu negocjatorowi przybył wkrótce z pomocą jego kolega z Ostrołęki (więcej na temat jego pracy pisaliśmy w TO nr 33). Mirosław M. nie chciał jednak rozmawiać z nikim obcym i twardo obstawał przy swoim:
- Sprowadźcie tu Marlenę, inaczej skoczę!
Gęstniejący na dole tłum gapiów był już najwyraźniej zniecierpliwiony. Rozlegały się pojedyncze głosy:
- Zdecyduj się wreszcie, skaczesz czy nie?
- No, skacz, bo się spóźnię do roboty!
Liczna dzieciarnia też nie chciała być gorsza od dorosłych i głośno zachęcała Mirosława M. do skoku.
W pewnym momencie pod ratusz podjechał nieoznakowany samochód policyjny. Wysiadła z niego niepozorna kobieta. Była to 18-letnia Marlena, w której kocha się Mirosław M. i która - jak się dowiedzieliśmy - wkrótce urodzi mu dziecko. Gdy usłyszał jej głos, zszedł z balustrady, a potem z wieżyczki. Przez chwilę rozmawiali na osobności, w jednym z pokoi w ratuszu. Potem mężczyzna oddał się w ręce policji. Akcja na wieży ratusza trwała półtorej godziny.
Po przewiezieniu do komendy Mirosława M. poddano badaniu alkotestem, który wykazał niemal dwa promile alkoholu w jego wydechu. Zatrzymano go więc do wytrzeźwienia i wyjaśnienia zajścia.

Po akcji

- Ten człowiek, na którego natknąłem się przy wychodzeniu z ratusza, wszedł zapewne do środka tylnym wejściem - mówi wiceburmistrz Jerzy Pawluczuk. - Frontowe zamykamy zaraz po szesnastej, a to od tyłu w ostatnich tygodniach otwarte jest dłużej, ponieważ trwa remont ostatniej kondygnacji ratusza. Pracownicy firmy remontowej pracują dłużej niż urzędnicy. Korzystają z tylnego wejścia, przez które wnoszą także materiały budowlane. Ten człowiek dotarł następnie na poddasze, a tam bez trudu wszedł na wieżyczkę, bo nie ma tam w tej chwili drzwi wejściowych. Zdjęto je na czas remontu, żeby się nie zniszczyły. Remont skończy się niebawem i wtedy będą tam drzwi stale zamknięte na klucz.
Takiego wydarzenia nie było w Ostrowi od kilkudziesięciu lat. Starsi stażem strażacy przypominają sobie, jak ok. 30 lat temu w kamienicy naprzeciw Urzędu Skarbowego pewien marynarz wszedł na dach i próbujących go ściągnąć ludzi obrzucał cegłami, które wyjmował z mocno zdezelowanego komina. W końcu udało się go przekonać, żeby zszedł.
Rozmawialiśmy z wieloma mieszkańcami Ostrowi, także z tymi, którzy przyglądali się zdarzeniu.
- Tylu ludzi ciężko pracuje i robi naprawdę pożyteczne rzeczy, ale nikt o nich nie wie, bo prasa nie interesuje się takimi tematami - powiedziała nam urzędniczka, lat 40. - Wystarczy jednak, że pijany lump wejdzie na wieżyczkę i już jest sensacja! Taki człowiek staje się bohaterem!
- Zastanawiam się, czy powinno tak być, że ściąga się policję, straż i pogotowie, bo jakiemuś napitemu facetowi coś odbiło. A niechby sobie skoczył. W końcu mamy wolność - uważa bezrobotny, lat 36.
- To było nawet niezłe widowisko. W Ostrowi jest tak nudno, aż wreszcie coś się wydarzyło. Nie znam tego gościa, ale gratuluję mu, że dostrzega potrzeby mieszkańców Ostrowi i wychodzi im naprzeciw - ironizował uczeń, lat 18).
- Ciekawa jestem, kto zapłaci za tę akcję? Przecież to kosztuje. Czy ta nasza demokracja nie przesadza z troską o wszystkich ludzi bez wyjątku? - zastanawia się pracownica sklepu, lat 26.

Co sądzą o zajściu komendanci straży i policji

- Jesteśmy służbą państwową, obywatele płacą podatki i na każde wezwanie musimy jechać - mówi Krzysztof Hoffmann, komendant powiatowy PSP w Ostrowi. - Jesteśmy od tego, żeby zabezpieczać także takie zdarzenia i dlatego pojechały tam dwa nasze samochody, w tym drabina 30-metrowa oraz w sumie osiem osób. Pomimo wszystkich wątpliwości, to była jednak akcja ratownicza. Oczywiście, gdyby ten człowiek chciał skoczyć, toby skoczył. My byliśmy od tego, żeby w razie czego pomóc mu zejść z tej wieżyczki.
- Jesteśmy od tego, żeby chronić życie i mienie obywateli i w takiej sytuacji, niezależnie od tego, co na ten temat myślimy prywatnie, policja musi postępować zgodnie z procedurami - mówi Sławomir Lewandowski, komendant powiatowy policji. - Musieliśmy ściągnąć także negocjatora z Ostrołęki. To wiąże się z kosztami. A nie mamy przecież pewności, że ten sam człowiek nie zrobi nam kiedyś podobnej niespodzianki, ale już w innym miejscu.
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, Mirosław M. na drugi dzień mówił komuś, że jednak z tej wieżyczki na ratuszu jest kiepski widok...

Co czeka desperata

Mirosław M. stanie zapewne przed sądem grodzkim jako sprawca wykroczenia. Z takim wnioskiem wystąpi policja. Jeśli chodzi o ewentualny zwrot kosztów akcji, to z powodu luki w prawie nie ma praktycznie takich możliwości. Ponadto Mirosław M. nie należy do osób majętnych, więc trudno byłoby z niego ściągnąć jakąkolwiek należność.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki