Z literackim Noblem w tle

Ewelina Przygoda
Zdaniem Krzysztofa Mroziewicza komitet noblowski, przyznając nagrodę Vargasowi, musiał pokonać samego siebie
Zdaniem Krzysztofa Mroziewicza komitet noblowski, przyznając nagrodę Vargasowi, musiał pokonać samego siebie Fot. E. Przygoda
Udostępnij:
Miało być o gorących tematach współczesności i trochę było. Jednak motywem przewodnim spotkania w Gminnej Bibliotece Publicznej z dziennikarzem i publicystą Krzysztofem Mroziewiczem był o przygnanie 7 października Literackiej Nagrody Nobla dla Maria Vargasa Llosy. W dzień pobytu Krzysztofa Mroziewicza w Wyszkowie.

Dlaczego Krzysztof Mroziewicz mówił o tym peruwiańskim pisarzu? Okazuje się, że dziennikarz dobrze zna Maria Vargasa Llosę i tłumaczył jego książki na polski.
- Dla mnie ten dzień jest zdumiewający. Pogodziłem się już z tym, że Mario Nagrody Nobla nie dostanie, bo jest zbyt wielkim pisarzem. Tym bardziej, że z założenia ta nagroda powinna być przyznawana dla dobrze zapowiadających się młodych pisarzy - powiedział.
Krzysztof Mroziewicz przyznał, że dla niego "Rozmowa w katedrze" Vargasa była, jak książka do nabożeństwa. Uważa, że komitet noblowski, nagradzając Vargasa, musiał przełamać samego siebie.
- Mario od lat jest kandydatem do Nagrody Nobla. Komitet ma ze sobą problem, ale w końcu prawda wyszła na jaw - stwierdził Krzysztof Mroziewicz.
Opowiadał o swojej pracy dziennikarza.
- Jak coś się dzieje, to się pisze już. Tak, jak dzisiaj po ogłoszeniu, że Mario został nagrodzony, musiałem napisać komentarz, który jest już na stronie internetowej - wyjaśnił publicysta.
Henryk Słowikowski, uczestnik spotkania w bibliotece, zapytał czy to prawda, że "Malowanego ptaka" Jerzego Kosińskiego, kończył ktoś inny. Krzysztof Mroziewicz stanowczo zaprzeczył tym pomówieniom.
- Kosiński nie umiał dobrze mówić po angielsku, stąd wszystko wynika z poprawek tekstu przez redaktora. Co innego jest mówić w danym języku, a co innego pisać w nim. Kosiński był człowiekiem honoru - tłumaczył.
Z sali padło pytanie o Pokojową Nagrodę Nobla i czy jest możliwe, by otrzymał ją ktoś z Afganistanu.
- W Afganistanie nie ma, komu dać tej nagrody. Pewnie dostanie ją jakaś Indianka z Gwatemali - stwierdził dziennikarz.
Nawiązał do czasów zamachów z 11 września 2011 roku.
- Niewielu ludzi wiedziało, kto za tym stoi. Ja wiedziałem, że to Ibn Laden. Po co wojska NATO weszły do Afganistanu? By pojmać Ibn Ladena. Tyle czasu minęła, a go nie znaleźli, to, po co tam siedzą. To jest bezsensowna wojna. Wojna prowadzona ze sztabów. Ta wojna jest nie do wygrania. Trzeba spier… - powiedział Krzysztof Mroziewicz.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Tygodnik Ostrołęcki
Dodaj ogłoszenie