Z kościoła do cerkwi, czyli Boże Narodzenie razem. W Kalnikowie żyją polscy katolicy i prawosławni Ukraińcy

Andrzej Plęs
Andrzej Plęs
Jordan nad Sanem w Przemyślu. Święto chrześcijan obrządku wschodniego, w którym często uczestniczą także katolicy
Jordan nad Sanem w Przemyślu. Święto chrześcijan obrządku wschodniego, w którym często uczestniczą także katolicy Łukasz Solski
Udostępnij:
Ekumenicznym fenomenem na Podkarpaciu jest Kalników pod Stubnem. Tu wciąż obok siebie żyją polscy katolicy i prawosławni etniczni Ukraińcy.

Leśniczy z Baligrodu półżartem skarży się, że w okresie świąt bożonarodzeniowych prace leśne zamierają na trzy tygodnie: najpierw grekokatolicy nie idą do roboty, bo nie godzi się, skoro narodzenie Pana świętują katolicy. Potem jest witanie Nowego Roku, a potem katolicy nie tykają siekier i pilarek, bo Narodzenie Pańskie świętują wierni obrządku wschodniego.

Trzeba było jakoś współistnieć, choć dzielił język, doktryny religijne, czasem poczucie przynależności etnicznej i narodowej, ale Bóg był ten sam i wspólny, bo przecież dla nich wszystkich - jedyny. Choć jedni oddawali mu cześć w cerkwi, a inni w kościele, to na co dzień i od pokoleń żyli płot w płot, czasem pod jednym dachem, kiedy katolik żenił się z unitką, albo na odwrót. Pomagali sobie wzajemnie w pracach polowych i życie towarzyskie też prowadzili wspólnie. Dopóki łba nie zaczął podnosić nacjonalizm - i to po obu stronach - takie wpółistnienie było normalnością, jak oddychanie. Dziś trąci egzotyką.

W filmie dokumentalnym „Było sobie miasteczko” Krzesimir Dębski opowiada, jak to jego przodkowie w wołyńskim Kisielinie, nim go nacjonalizmy nie skąpały we krwi, po zakończonych świętach bożonarodzeniowych przekazywali swoim prawosławnym albo unickim sąsiadom choinkę, czasem kompletnie ubraną. Bo jak już katolicy powitali narodzenie Pana, to niech krajanie obrządku wschodniego też powitają. Dwa tygodnie później, ale przy tym samym drzewku.

To była normalność także na polsko - ukraińskim pograniczu w Galicji, gdzie uniccy Ukraińcy sąsiadowali z polskimi katolikami, dopóki dzielić nie zaczął nacjonalizm, a Operacja Wisła nie wyludniła bieszczadzkich wiosek. Tłumnych wówczas wiosek dziś już nie ma, ale gdzieniegdzie tradycja ekumenizmu została. Mokre, Morochów, Komańcza - tu jeszcze można znaleźć przykłady tego, co przed dziesiątkami lat było powszechnością.

W jednym stali domu

Po Unii Brzeskiej, kiedy znaczna część prawosławnych Galicji Wschodniej oddała się pod władztwo katolickiego papieża, runęła fala związków małżeńskich między unitami a katolikami. Pierwsi wciąż modlili się w cerkwi językiem starocerkiewnosłowiańskim, drudzy słuchali w kościołach łaciny. Małżeństwa mieszane były niekiedy w rozdarciu: pozostać wiernym cerkwi czy kościołowi? A dzieci z takiego małżeństwa w jakim języku mają się modlić i w jakiej świątyni?

POLECAMY: O. Artur Gałecki: może warto trochę puścić kurczowe trzymanie się swojej wizji szczęścia

Hierarchowie obu obrządków ani nie byli w stanie, ani chcieli powstrzymać tej fali mieszanych małżeństw, toteż postanowili, że ślub ma odbywać się według obrządku panny młodej. A dzieci w której świątyni mają klękać? Jak katolik żeni się z unitką, to synowie - po ojcu - katolicy, a córki - po matce - na nabożeństwo do cerkwi. I na odwrót.

Ten ”miękki ekumenizm” realizował się i w codzienności.

- Przed kilkudziesięciu laty na pograniczu ukraińsko - polskim znacznie więcej było parafii grekokatolickich niż katolickich. Katolicy do kościołów mieli niekiedy szmat drogi, więc przy celebrowaniu „pomniejszych” świąt uczestniczyli w nabożeństwach cerkiewnych, znali liturgię, nie swoją przecież, i aktywnie w niej uczestniczyli. I tylko na główne święta religijne wybierali się do kościoła

- zaznacza dr Tomasz Kosiek, wykładowca kulturoznawstwa z Zakładzie Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Śmierć dla wszystkich jedna

Więzi sąsiedzkie, tym bardziej rodzinne, często silniejsze były niż bariery międzywyznaniowe. O ile małżeństwa mieszane między unitami i katolikami nie napotykały na bariery doktrynalne, to ślub katolika z prawosławną (i na odwrót) nie był codziennością, ale znów nie taką rzadkością, choć tu różnice trudniejsze do przełamania. A już śmierć przełamywała wszystkie bariery. Patriarcha moskiewski może nie lubić się z papieżem rzymskim, mogą rywalizować o rząd dusz i wpływy polityczne, ale lokalna wspólnotowość okazywała się często silniejsza, na cmentarzu szczególnie.

Nie do pomyślenia było, by katolik nie uczestniczył w pogrzebie prawosławnego sąsiada, znajomego czy kuzyna. Bez oporu przekraczał próg prawosławnej cerkwi, by uczestniczyć w nabożeństwie pożegnalnym. I biada (obyczajowo - towarzyska) temu, kto z wierności dla swojej religii nie zdobył się na to: wytykali go palcami (czasem latami, czasem pokoleniami) i ci z cerkwi, i ci z kościoła.

A na małych, wiejskich cmentarzach trójramienne krzyże prawosławne sąsiadują z katolickimi jednoramiennymi, cyrylica na nagrobku z łacinką na tym sąsiednim. A na niektórych to samo nazwisko zmarłego na tym samym grobie - w obu systemach znaków: i łacinką, i „po rusku”. A przecież i język, i alfabet był jednym z wyznaczników przynależności religijnej. Z rzadka zdarzało się, by zmarłych jednego obrządku grzebać po jednej, a drugiego - po drugiej stronie cmentarza, ale i tak z pochówku uczestniczyła cała lokalna społeczność, bez względu na wyznanie.

Jak przed wiekiem

I taka symbioza trwała do końca wojny światowej i Operacji Wisła, kiedy wierni obrządku wschodniego niemal poznikali także z Bieszczadzkich wiosek. Jednak odrobina niegdysiejszych ekumenicznych zwyczajów gdzieniegdzie pozostała. Jeśli nie w praktyce, to we wspomnieniach.

POLECAMY: Zostały tylko kamienie. Akcja „Wisła”: wygnanie i powroty. Fragment książki Krzysztofa Potaczały

- Przez wieki utrwalił się, więc i przetrwał szacunek dla praktyk wyznaniowych innowierców. Utrwalony nie tylko więzami wewnątrz społeczności lokalnej, ale może przede wszystkim rodzinnymi. Skoro rodzina żony innego obrządku świętuje, to i rodzinie męża nie wypada udawać, że to „dzień jak co dzień”. To miało szczególny wyraz przy okazji świąt bożonarodzeniowych, kiedy takie wspólne świętowanie ciągnęło się od świąt katolickich po unickie. Przede wszystkim w środowiskach wiejskich, gdzie codzienność obowiązków nie była przeszkodą, bo zimą pracy w polu nie ma

- zaznacza Tomasz Kosiek.

Dr Kosiek przytacza wers z dwujęzycznej kolędy z Ulucza pod Sanokiem: „Narodził się Jezus w Betlejem Juda, jako żyju nie widił takoho czuda”. I od początku do końca naprzemiennie: fragment po ukraińsku i fragment po polsku.

- A to znaczy, że zapewne razem nie tylko świętowano, ale i kolędowano - dodaje.

Okazuje się, że nie tylko święta bożonarodzeniowe były świętami „transwyznaniowymi”.

- Flagowym przykładem wspólnego świętowania był Jordan - przytacza Tomasz Kosiek. - Wprawdzie to święto obrządku wschodniego, ale w Mrzygłodzie i w Lesku spotykałem się z opowieściami, że do czasu II wojny światowej obie społeczności wyznaniowe wspólnie uczestniczyły w tym święcie. I w kościele, i w cerkwi odbywały się nabożeństwa, po czym procesje obu spotykały się na drodze w marszu nad rzekę, nad staw, żeby poświęcić wodę. I zarówno grekokatolicy, jak i katolicy zabierali z sobą w drogę powrotną poświęconą wodę. W Dąbrówce koło Ulanowa, gdzie do 1945 roku była parafia grekokatolicka, starsi mieszkańcy wyznania rzymskiego wspominali, że w dzieciństwie też uczestniczyli w Jordanie.

Z niegdysiejszej tłumności przygranicznych wsi nie zostało prawie nic, z bogatego kolorytu różnorodności wyznaniowej niewiele, trochę jednak zostało z ekumenizmu praktyk religijnych, choć niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że na Boże Narodzenie ten ekumenizm praktykuje. Dr Kosiek zapytał pewnego razu swoich studentów (każdy wyznania rzymskokatolickiego) o ich rodzinne zwyczaje bożonarodzeniowe. Odpowiedź każdego: standardowe. Jak podrążył temat, okazało się, że nie wszędzie i nie dla wszystkich standardowe.

PRZECZYTAJ TEŻ: Hiszpanka, cholera, czarna ospa, czerwonka... Jak mieszkańcy dzisiejszego Podkarpacia bronili się przed zarazą w minionych wiekach

- Jeden ze studentów, pochodząc ze wschodniego roztocza, wspomniał, że w jego - i nie tylko jego w okolicy - rodzinie uczestnicy wigilii łamią się opłatkiem maczanym w miodzie - wspomina dr Kosiek. - A przecież miód jest jednym ze składników prosfory, jaką przy tej samej okazji dzielą się wierni obrządku wschodniego. Grekokatolicy w narożnikach stołu wigilijnego obowiązkowo stawiali główki czosnku i czosnek spożywa się przed wieczerzą. W naszej części kraju to nierzadki zwyczaj także na wigilijnych stołach katolików, a zupełnie nieznany współwyznawcom z innych regionów. W Mrzygłodzie słyszałem z ust katolików, że u nich jedzenie czosnku przed wieczerzą jest normalnym zwyczajem. Nie bez powodu te wigilijne zwyczaje, charakterystyczne dla obrządku wschodniego, obecne są teraz przede wszystkim na tych terenach, które przed kilkudziesięcioma latami zamieszkiwane były przez grekokatolików albo prawosławnych.

Ekumenicznym fenomenem na Podkarpaciu jest Kalników pod Stubnem, który ominęły powojenny wysiedlenia Ukraińców. Tu wciąż obok siebie żyją polscy katolicy i etniczni Ukraińcy. Pierwsi modlą się w kościele, drudzy klękają w cerkwi, ale Boże Narodzenie obchodzi się tu wspólnie. Na 24 grudnia wszyscy dzielą się opłatkiem, a 13 dni później wszyscy dzielą się prosforą. Szkoły nie prowadzą zajęć ani podczas katolickiego Bożego Narodzenia, ani podczas Bożego Narodzenia obrządku wschodniego. I w ogóle wszystkie święta kościelne obchodzone są podwójnie. I nie tylko kościelne, bo i Nowy Rok obchodzony jest podwójnie: i według kalendarza juliańskiego, i gregoriańskiego. A zdarza się, że procesję Bożego Ciała prowadzi proboszcz prawosławnej parafii, choć przecież Boże Ciało nie jest prawosławnym świętem.

Materiał oryginalny: Z kościoła do cerkwi, czyli Boże Narodzenie razem. W Kalnikowie żyją polscy katolicy i prawosławni Ukraińcy - Nowiny

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie