Wyjątkowy, niestety, trochę zapomniany, ostrołęczanin. Przeczytaj historię Stanisława Grodzickiego

possowski
Stanisław Grodzicki
Stanisław Grodzicki
Wybitny lotnik, dowódca polskich dywizjonów lotniczych w Anglii

Ostrołęczanin Stanisław Grodzicki był jednym z pierwszych polskich lotników, którzy po klęsce wrześniowej 1939 roku znaleźli się w Anglii i rozpoczęli służbę w Królewskich Siłach Lotniczych (RAF).
Dowodził dwoma polskimi dywizjonami, wchodzącymi w skład RAF. Walczył w powietrzu. Jest kawalerem najwyższych polskich i brytyjskich odznaczeń wojskowych: Virtuti Militari i Zaszczytnego Krzyża Lotniczego. Zginął tuż po wojnie w katastrofie lotniczej. Nie zasiadał wtedy za sterami samolotu, leciał - czego ponoć bardzo nie lubił - jako pasażer.

Lotnik - to był ktoś!
W rodzinnym mieście jest niemal nieznany. Jego imię nosi wprawdzie jedna z ulic na Stacji, ale już Zespół Szkół nr 3, spadkobierca tradycji szkoły na Stacji, do której chodził Grodzicki, nie uznała za stosowne uhonorować go jako swojego patrona. Niedawno była ku temu okazja. Szkoła wybierała patrona. Nie kierowała się jednak lokalnym patriotyzmem - wybór padł na… Adama Mickiewicza.
Stanisław Grodzicki urodził się 1 marca 1905 roku w Ostrołęce - na Stacji. Domu, w którym przyszedł na świat, na dzisiejszej ul. Kolejowej, już nie ma. Ojciec przyszłego lotnika, Wincenty, był kolejarzem. Matka, Michalina, zajmowała się domem. Mieli czworo dzieci. Poza Stanisławem - trzech jego braci i siostrę Janinę. Jej syn, Bogdan Kleczkowski, jest najbliższym z żyjących w Ostrołęce krewnych Stanisława Grodzickiego. W domowym archiwum przechowuje nieliczne pamiątki po wujku.
- Sam go nie pamiętam. Kiedy ostatni raz był w Ostrołęce, u rodziny, w 1938 roku, ja miałem cztery lata - mówi. - Ale mam zdjęcie, na którym, jako mały chłopczyk, siedzę w samochodzie i trzymam w ręku banana! To musiało być podczas którejś z jego wizyt w Ostrołęce - wspomina Bogdan Kleczkowski.
Nie przypadkiem sfotografowano małego Bogusia w takiej scenografii. W Ostrołęce, przed wojną, własny samochód, banan zresztą też - to był prawdziwy luksus. A wujek Staszek, wówczas już oficer lotnictwa, na takie luksusy mógł sobie pozwolić.

Wiejski nauczyciel zostaje pilotem
Kilkanaście lat wcześniej nic - poza marzeniami młodego ostrołęczanina - nie zapowiadało, że tak się stanie. Pierwszą pracą jaką podjął Stanisław Grodzicki był etat… wiejskiego nauczyciela. Przyszły podpułkownik RAF po skończeniu Szkoły Powszechnej w Ostrołęce-Stacji, kontynuował naukę w łomżyńskim seminarium nauczycielskim. Po nim właśnie zaczął pracę jako nauczyciel. Musiał mieć zdolności pedagogiczne, bo już w wojsku był cenionym instruktorem lotnictwa. W roli wiejskiego nauczyciela nie czuł się jednak dobrze. Po roku rzucił to zajęcie. Wybrał wojsko. Po rocznym kursie unitarnym w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej, dostał się do Oficerskiej Szkoły Lotnictwa w Dęblinie. Skończył ją w 1929 roku w stopniu oficera i z kwalifikacjami lotnika.
Służył w 4 Pułku Lotniczym w Toruniu i 1 Pułku Lotniczym w Warszawie. W pierwszym dowodził 141 Eskadrą Myśliwską, w Warszawie - 212 Eskadrą Bombową. Cały czas utrzymywał bliskie kontakty z rodziną w Ostrołęce. W 1938 roku ożenił się, nie miał jednak dzieci.
- O tym, że był wybitnym pilotem, świadczy fakt, że w 1937 roku został przydzielony do specjalnego dywizjonu pilotów oblatywaczy prototypów i nowych modeli polskich samolotów - mówi Bogdan Kleczkowski. - Jako taki, jeździł też za granicę, do krajów, którym Polska wówczas samoloty sprzedawała. Szkolił tam pilotów.

Dowódca polskich dywizjonów
Poza prestiżem wiązało się to także ze świetnym uposażeniem. Stąd własny samochód i banany, które zostały uwiecznione na zdjęciu w rodzinnym archiwum Kleczkowskich. Samochód i banany, które we wrześniu 1939 roku, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie…
- Wujek nie latał w wojnie obronnej 1939 roku. Wybuch wojny zastał go w Brześciu, gdzie był instruktorem pilotażu. Niemieckie bombardowania lotniska uniemożliwiły walkę. Szlakiem wielu polskich żołnierzy, przez Rumunię, Syrię i Francję, trafił do Anglii - odtwarza początki wojennych losów Stanisława Grodzickiego, jego siostrzeniec.
Po przybyciu na wyspy, był jednym z pierwszych Polaków, którzy odbudowywali Polskie Siły Powietrzne. Te, które odegrały tak wielką rolę w historii II wojny światowej w powietrzu. Grodzicki w okresie służby w RAF dwukrotnie obejmował dowództwo polskich dywizjonów - w 1940 roku 307 Dywizjonu Myśliwskiego Nocnego "Lwowskich Puchaczy", a pod koniec wojny 305 Dywizjonu Bombowego Ziemi Wielkopolskiej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego.
W końcowej fazie wojny dowodził i sam brał udział w licznych nalotach na terytorium III Rzeszy. Za jedną z takich akcji - zakończoną spektakularnym sukcesem, zniszczeniem transportu kolejowego z 12 milionami litrów paliwa, otrzymał, w marcu 1945 roku, Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari.
Maj 1945 roku - koniec wojny - nie oznaczał dla ostrołęczanina końca służby. Od października 1945 roku służył w Brytyjskim Lotnictwie Okupacyjnym. Sporo czasu spędzał na terenie Niemiec. Tu, odnalazł brata Władysława, który trafił do Niemiec na roboty. Pomagał załatwić mu powrót do kraju.
Na własny chyba nie liczył. Wiedział, że nowa władza nie przyjmie go z otwartymi rękami. W liście do żony, w styczniu 1946 roku, niezwykle lapidarnie, bez patosu, podsumowuje swoją wojenną historię: "Pracowałem w swoim zawodzie od czasu przyjazdu do Anglii w 1939. Szczęśliwie mi poszło, awansowałem i otrzymałem wszystkie możliwe odznaczenia. To bawiło mnie jednak rok czy półtora temu. Obecnie całe zainteresowanie widzę jedynie w przyszłości - jaka ona będzie i gdzie?".
Los nie dał mu jednak odpowiedzi na te pytania. Miesiąc później Grodzicki wsiadł z innymi polskimi oficerami do samolotu w Niemczech. To była jedna ze służbowych podróży do Anglii. Już na wyspie maszyna rozbiła się. Był 13 lutego 1946 roku.

Płacz nad pustą trumną
- Kiedy rodzina dowiedziała się o jego śmierci, w kościele w Rzekuniu urządziła wujkowi symboliczny pogrzeb - mówi Bogdan Kleczkowski. - Była nawet trumna, którą ówczesne władze pozwoliły przykryć polską flagą. Na naszym rodzinnym grobowcu, na cmentarzu w Rzekuniu, widnieje także nazwisko Stanisława Grodzickiego.
Jego ciało spoczywa w grobie na cmentarzu pod Londynem.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
stiv
Dzięięki panu Bogdanowi za udostępnienie do upublikowana życiorysu naszego lokalnego bohatera,kolegi Kazimierza Karaszewskiego
Dodaj ogłoszenie