Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Wojownik na patrolu

Marek Chrzanowski
Patrol Naszego Bezpieczeństwa, Sławomir Mikulak w środku
Patrol Naszego Bezpieczeństwa, Sławomir Mikulak w środku M. Chrzanowski
Nocne patrole w gminie Chorzele, oprócz policjantów, pełnią cywilni aktywiści. Mają dusze wojowników, na sercu leży im spokój ludzi, są członkami stowarzyszenia Nasze Bezpieczeństwo. Członkowie stowarzyszenia patrolujący ulice Chorzel już na samym wstępie rozmowy zastrzegają, że nie łapią bandytów, nie wymierzają im sprawiedliwości. Obserwują, tropią i zgłaszają podejrzenia policji. - Jesteśmy uszami i oczami, a policja narzędziem wykonawczym - wyjaśnia Sławomir Mikulak, prezes Naszego Bezpieczeństwa. Jeden z nocnych patrolów Naszego Bezpieczeństwa obserwował reporter TO.

Nocne zajęcia byłego komandosa

Piątek, 19 marca, godzina 22.00. W Starej Wsi koło Chorzel spotykamy się ze Sławomirem Mikulakiem - prezesem stowarzyszenia Nasze Bezpieczeństwo. To stowarzyszenie ogólnopolskie. Obecnie funkcjonują oddziały NB w Warszawie, Żywcu i Opolu. Łącznie w stowarzyszeniu jest zarejestrowanych 290 członków - w powiecie przasnyskim 30 - ale ich działania wspomaga także wielu wolontariuszy.
W bramie prowadzącej do domu Mikulaka stoi dwóch mężczyzn. Leonard jest wyższy. Ma około 55 lat. Obecnie jest bezrobotny. Wcześniej prowadził własną działalność gospodarczą, zajmował się handlem i transportem. Nie chce, by podawać jego nazwisko. Sławomir Mikulak jest niższy. Krótko przystrzyżone włosy. Energiczne ruchy. W lekkim świetle z oddalonej ulicznej lampy trudno dostrzec rysy ich twarzy. Obaj ubrani w ciemne stroje, z plakietkami organizacji. Na plecach również duże, odblaskowe monogramy - dwie proste litery NB - skrót nazwy stowarzyszenia. Wchodzimy jeszcze do mieszkania. Ostatnie przygotowania do wyjazdu. Sprawdzenie sprzętu, dużych halogenowych latarek, krótkofalówek, telefonów komórkowych. Sławomir Mikulak pokazuje czasopismo dla miłośników skoków spadochronowych. Sam służył w 18. Batalionie Powietrzno-Desantowym w Bielsku Białej i wielokrotnie skakał. Poza tym zajmował się łącznością i obroną przeciwlotniczą, rozpoznaniem, działaniami wywiadowczymi.
- Mam duszę wojownika - mówi o sobie. Ma 43 lata, choć sprawia wrażenie młodszego.
Leonard i Sławomir, podobnie jak pozostali członkowie NB, pracują po nocach za darmo. Nikt im nie płaci za czuwanie nad bezpiecznym snem mieszkańców gminy Chorzele i nie zwraca kosztów paliwa zużytego do prywatnych pojazdów patrolowych.

Nocny patrol

Nasze Bezpieczeństwo współpracuje z policją.
Około godz. 22.20 wsiadamy w prywatny samochód Mikulaka i jedziemy do Chorzel.
Na komisariacie w Chorzelach wita nas trzech policjantów. Czwarty wyjechał właśnie do Przasnysza. Z policjantami z Jednorożca, którzy zatrzymali dwóch podejrzanych o przestępstwo, musiał pojechać do Przasnysza i umieścić zatrzymanych w policyjnym areszcie.
- Niestety trochę to potrwa, a więc w tym czasie mamy mniej ludzi do patrolu i interwencji - wyjaśnia nam dyżurny.
Dochodzi 23.00. Po sprawdzeniu łączności, głównie prywatnych telefonów komórkowych oraz krótkofalówek, z oficerem dyżurnym oraz ustaleniu terenu, który będą patrolować grupy, w teren wyjeżdżają dwa nieoznakowane samochody. Jeden z nich przed dwoma laty został zakupiony na potrzeby policji w Chorzelach. Drugi to prywatny samochód jednego z członków stowarzyszenia. W patrolu komisarza Tomasza Michalczuka jest Henryk ze stowarzyszenia, w dzień prowadzi hurtownię spożywczą. Jedziemy na północ w kierunku Wielbarka.
- Aby skontrolować cały nasz teren musimy co noc przejechać około dwustu kilometrów - wyjaśnia komisarz. Opowiada o kradzieży metalowych elementów mostu w Nowej Wsi. - Ostatnio nasiliły się kradzieże złomu. W Nowej Wsi zniknęło dziesięć elementów, to jest około tony - opowiada Michalczuk. W Chorzelach pracuje od 2002 roku. Wcześniej ścigał przestępców w okolicach Szczytna.

Włamywacz z bolącym zębem

Pierwszym punktem kontrolnym jest sklep w Opaleńcu. Nie zauważamy niczego podejrzanego i ruszamy dalej. Skręcamy w prawo i jedziemy leśną drogą. W tym momencie dyżurny podaje przez radio zgłoszenie, że w Jednorożcu ktoś próbował włamać się do apteki. Policjanci z Jednorożca są teraz w Przasnyszu, trzeba więc jechać do Jednorożca. Jest godz. 23.04. Komisarz zawraca i kierujemy się na Chorzele. Tu na głównej ulicy zatacza się pijany mężczyzna. Nie dostrzega granicy między chodnikiem a jezdnią. Pijany ma szczęście. Spieszymy się, więc otrzymuje tylko ostrzeżenie. O godz. 23.17 jesteśmy już na miejscu. Zdenerwowany pracownik apteki opisuje podejrzanego.
- Najpierw dobijał się do drzwi, a potem mi naubliżał. Udał się w kierunku szkoły. Był pijany i mówił bardzo niewyraźnie. Jednak z tego, co udało mi się zrozumieć, chyba bolał go ząb - zastanawia się mężczyzna.
Zgodnie z sugestiami pracownika apteki, patrol szuka człowieka ubranego na czarno, w gumowych butach. Wkrótce zauważamy w małej uliczce opartego o siatkę pijanego mężczyznę, który próbuje utrzymać równowagę. Jest bez butów. Z niewyraźnej mowy można jedynie wywnioskować, że zostawił je u sąsiada. Najprawdopodobniej wraca do domu. Patrol zabiera podejrzanego i wraca do apteki. Pracownik jednak nie rozpoznaje w nim włamywacza. Jeszcze raz więc patrol objeżdża Jednorożec. Rozpytują dwóch nastolatków pod sklepem. Ci twierdzą, że nikogo o takim rysopisie nie widzieli.

Rowerzyści po północy

Z Jednorożca jedziemy drogą na Parciaki. Jest północ. Wiele szkół, w tym szkoła w Parciakach, narażonych jest na kradzieże, bo jest w nich sporo komputerów.
Po drodze komisarz sprawdza trzech nastolatków na rowerach. Spisuje numery ram i nazwiska, na wszelki wypadek, gdyby rowery okazały się kradzione. Samochód powoli mija Rzodkiewnicę i Krukowo. Patrol sprawdza kolejne miejsca szczególnie zagrożone kradzieżą.
Zaczyna padać deszcz.
- Gdy jest sucho, bardzo trudno jest tędy jechać za innym samochodem. W tym kurzu nie widać nawet świateł - mówi komisarz i opowiada o pościgu, który miał miejsce niedaleko. Policja użyła wtedy broni, rozstawiła kolczatkę. Przestępcy porzucili samochód ze skradzionym towarem i zbiegli do lasu.
Dojeżdżamy do szkoły w Zarębach. Tu krótki przystanek, sprawdzenie zamków i zabezpieczeń budynku. Brak śladów przestępstwa.
- Szczególnie przed świętami nasilają się włamania do sklepów. Ludzie kradną głównie artykuły spożywcze - twierdzi komisarz. O godz. 1.00, po skontrolowaniu całej wschodniej części terenu podległego komisariatowi w Chorzelach, patrol wraca do miasta.
Leonard opowiada o sukcesach stowarzyszenia.
- Udało nam się złapać na przykład złodziei paliwa. Przyjeżdżali w nocy na stację benzynową i za pomocą skonstruowanego przez siebie urządzenia uruchamiali dystrybutor. Mimo wielu zasadzek, które na nich przygotowywano, nie udawało się ich zatrzymać. Dopiero my ich zatrzymaliśmy - opowiada Leonard.
Mijamy Nową Wieś, Wasiły, Zygny - tu przed wojną przebiegała granica z Prusami Wschodnimi. Ale jest to także gęsto zalesiona okolica, znana jako punkt przerzutowy kradzionych samochodów.
- W tych lasach do niedawna przestępcy mieli swoją kryjówkę - mówi Sławek i dopowiada, że im, miejscowym, nocne podróżowanie po leśnych duktach nie sprawia żadnego problemu. Samochód też doskonale daje sobie radę na leśnych nierównościach i piaskach.
Wspólny patrol zakończyliśmy przed trzecią nad ranem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki