Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Wojna domowa

Aldona Rusinek
Krystyna wyszła za Andrzeja w 1992 roku. Próbowała z nim zbudować życie i dom. Dom stoi, wspólne życie legło w gruzach. Po sprawie rozwodowej, w wyniku podziału majątku sąd przyznał jej połowę wartości domu. Ale Krystyna nie może wyegzekwować tych pieniędzy, bo Andrzej dom przepisał na swoją matkę. Żonie z małżeństwa pozostało jedynie dwoje małoletnich dzieci.

Krystyna zapewnia, że wyszła za Andrzeja z miłości. Wiedziała, że popijał, ale jakoś jej to nie zrażało. Podobał jej się, pracował we Włoszech. Był dla niej dobry. Po ślubie wyjechała z nim do Włoch. Nie na długo, bo zaszła w ciążę i wróciła do rodzinnej wsi. Andrzej jeszcze raz wyjechał, ale wkrótce też wrócił. W sierpniu 1993 r. zaczęli budować dom, na działce, którą Andrzej kupił jeszcze przed ślubem. Wynajmowali w tym czasie mieszkanie u jednego z gospodarzy. Wkrótce na świat przyszedł synek, Adaś. W małżeństwie układało się nie najgorzej. Andrzej pracował jako kierowca. Potem go zwolnili. W 1996 roku Krystyna urodziła córeczkę. Tuż przed urodzeniem Ani wprowadzili się do nowego domu, choć jeszcze nie był wykończony. Jej matka wzięła pożyczkę na meble, urządzili się jakoś.

Pił i bił

- Myślałam, że rozpoczniemy prawdziwe, rodzinne życie. Ale Andrzej zaczął pić. Coraz częściej, coraz więcej. Życie rodzinne stopniowo zamieniało się w piekło. Każde picie kończyło się awanturą i bijatyką. Dzieci chowały się po kątach, bały się, bo ojciec wyganiał je z domu. Znała nas dobrze miejscowa policja. Kiedyś w pijackim amoku spalił w kominku moje wszystkie ubrania. Oboje byliśmy bez pracy, on zarabiał czasem coś dorywczo. W 1999 r. wzięłam pożyczkę z powiatowego urzędu pracy na działalność gospodarczą. Założyłam przy domu mały sklep. Sklepik jednak nie najlepiej prosperował, a mąż w dodatku ciągle wynosił z niego alkohol. Po roku musiałam ten interes zamknąć - mówi Krystyna.
W czerwcu 2000 roku, po kolejnej awanturze, policja odwiozła ją wraz z dziećmi do matki w sąsiedniej wsi. Mieszkają tam do dziś. W sierpniu Krystyna wniosła sprawę o rozwód. Orzeczenie o rozwodzie zapadło w październiku 2001 r. Sąd uznał Andrzeja winnym rozpadu małżeństwa, ograniczył mu prawa rodzicielskie, pozostawiając prawo do widywania dzieci.
- Z widywaniem bywa różnie. Często zapowiadał, że weźmie dzieci na niedzielę, a potem nie zabierał, choć na to czekały. Albo zabierał i pił z kumplami, a dzieci chodziły samopas. Teraz nie chcą już do niego jeździć. Nęka nas za to telefonami, często nocnymi. Potrafi też przyjechać pijany o piątej rano. Wciąż nie daje nam spokoju - opowiada Krystyna.
Jej matka dodaje, że były zięć za każdym przyjazdem wszczyna awantury, a raz nawet ukradł rowery z komórki. Brat Krystyny, który mieszka w tym samym domu, wniósł sprawę przeciwko Andrzejowi o nachodzenie.
Matka Krystyny wspomina też, jak córka, jeszcze przed rozwodem przyszła do domu spłakana i pobita przez teściów.
- Musiałam z naszego domu zabrać potrzebne mi do rozwodu dokumenty i rzeczy, które jeszcze tam zostały. Andrzeja nie było. Ale zanim wyszłam, zdążyli przyjechać teściowie, zawiadomieni prawdopodobnie przez sąsiadów. Pobili mnie tak, że wstydziłam się wracać autobusem do domu. Kilka kilometrów szłam pieszo - opowiada Krystyna.
- Kiedy weszła do domu, myślałam, że się przewrócę. W życiu nie przeżyłam tak strasznego widoku - wspomina jej matka.
Krystyna stara się nie utrzymywać kontaktów z rodziną męża, choć jego siostry, przyznaje, są dla niej życzliwe, a dziadkowie twierdzą, że kochają wnuki. Jednak te więzi do niczego nie prowadzą, a rodzina Andrzeja, jak uważa Krystyna, po prostu chce oszukać ją i dzieci, odbierając im wszystko.

Skończyły się pieniądze i miłość

Matka Andrzeja przyznaje, że syn aktem notarialnym, w lutym tego roku, przepisał na nią dom.
- Miał takie prawo. Działka była jego, a pieniądze na dom głównie my dawaliśmy. Sam kupowałem pustaki, dałem pieniądze na pokrycie dachu, pomagałem przy budowie. Odebraliśmy, co nasze. Ona nie miała w tym żadnego udziału. Syn ją cały czas utrzymywał, nigdy nie pracowała, nawet we Włoszech - twierdzi ojciec Andrzeja.
Teściowie Krystyny wyznają, że od początku sprzeciwiali się temu małżeństwu. Nie, żeby mieli coś przeciwko synowej, choć teściowi niespecjalnie przypadła do gustu.
- Nie o to jednak chodziło - zastrzega. - Wiedzieliśmy, że syn pije i po wypiciu dostaje "małpiego rozumu". Wiedzieliśmy, że do żeniaczki się nie nadaje. Ostrzegaliśmy Krystynę i jej rodzinę. Ale ona słuchać wcale nie chciała. Imponował jej zagraniczniak, co liry zarabia, jeździ dobrymi samochodami i pieniędzmi szasta - uważa teść Krystyny.
- Ona rzeczywiście była wówczas mało rozważna - dodaje Małgorzata, bratowa Krystyny. - Dostawała tyle sygnałów od nas, od niego. Że starszy od niej prawie o dziesięć lat, a mało stateczny. Że za dużo pije. Przed ślubem on wyjechał do Włoch. Na tydzień przed weselem jeszcze go nie było. Ona do ostatniego dnia prawie nie wiedziała, co z tym ślubem. To wszystko od początku było mało poważne. Może to była ze strony Krysi wielka miłość, ale wyjątkowo ślepa - konstatuje Małgorzata, która najwyraźniej nie żywi do byłej bratowej wrogich uczuć i na cały konflikt stara się patrzeć obiektywnie.
- Niewątpliwie przyczyną rozpadu tego małżeństwa był alkohol. Brat pije i wtedy jest agresywny. Ale Krysia też potrafiła być porywcza. Niczego natomiast nie można jej zarzucić jako matce. Wspaniale dba o dzieci. Obojgu im jednak brakuje pewnej odpowiedzialności. A konflikty zaczęły się nasilać wraz z problemami finansowymi - uważa Małgorzata.
- Skończyły się pieniądze, skończyła się wielka miłość. A teraz bywa tak, że jak syn pojechał wnuki odwiedzić, to jacyś wynajęci chyba chuligani na podwórku teściowej pobili go prawie do nieprzytomności. W szpitalu się znalazł. Tyle z tej miłości zostało - macha ręką teść Krystyny.
Sklepik, który założyła Krystyna, rzeczywiście nie najlepiej prosperował. Trudno było spłacać pożyczkę do urzędu pracy i inne wynikające z prowadzenia działalności gospodarczej opłaty. Krystyna zalegała ze spłatami. Pożyczkę spłacał wielokrotnie Andrzej z kuroniówki, ale do końca jej nie spłacili. Preferencyjny kredyt, wskutek niewywiązania się z umowy, zmienił się w zwykły, oprocentowany kredyt bankowy. Narosły niebotyczne odsetki. Prawie całą pożyczkę 13,5 tys. złotych musieli spłacić żyranci - wśród których była Małgorzata, jej siostra i brat Krystyny.
- Ona pieniądze rozpuściła, do swojej matki wyniosła. My spłaciliśmy jej długi, a teraz jeszcze dom mamy oddać. Jakim prawem? A syn gdzie się podzieje? Jak sprzedamy dom, to oni oboje znów pieniądze rozpuszczą. On nie będzie miał własnego kąta, wnukom też nic z tego się nie dostanie. Ten dom zapiszę na wnuki, ale dostaną go dopiero, jak będą pełnoletnie - oznajmia teściowa Krystyny.
Andrzeja trudno spytać o zdanie na ten temat. W domu zastać go nie sposób. Murowanki, która jest w tej chwili przedmiotem sporu, wciąż tylko pilnuje łaciaty kundel. Telefon też o każdej porze dnia milczy.
Potyczki prawne
Po orzeczeniu rozwodu Krystyna wniosła sprawę o podział majątku. Sąd pierwszej instancji zasądził na rzecz Krystyny połowę wartości domu i dobytku, który pozostawiła. Łącznie ok. 45 tys. złotych, nie licząc ustawowych odsetek. Po sprawie apelacyjnej, wniesionej przez byłego męża sąd okręgowy utrzymał to postanowienie w mocy. Uprawomocniło się w grudniu ubiegłego roku. Należność miał wyegzekwować komornik.
- Okazało się jednak, że egzekucja komornicza jest bezskuteczna, ponieważ w lutym bieżącego roku Andrzej przepisał wszystko aktem notarialnym na swoją matkę jako darowiznę. Teraz muszę od początku zakładać sprawy o odzyskanie tego, co mi się należy. Każda sprawa to dodatkowe koszty, a z czego mam płacić, jak dzieci utrzymuję tylko z alimentów i rodzinnego, bo pracę straciłam? Jakim prawem notariusz zapisał moją własność teściowej i jak ja mam teraz żyć z dziećmi bez dachu nad głową i bez pieniędzy, które mi się należą? Czy notariusza nie obowiązuje respektowanie orzeczeń sądowych? - pyta Krystyna.
Zbigniew Bukowski, notariusz z Makowa, który wystawił akt notarialny zapewnił nas, że z jego strony nie zostało naruszone prawo.
- Jeżeli właściciel domu przedstawił mi akt własności i jeżeli tylko on w tym akcie figurował, a okoliczności sprawy nie wymagały szczegółowych wyjaśnień, nie było przeciwwskazań do notarialnego potwierdzenia darowizny na rzecz matki - mówi.
Jeden z notariuszy Krajowej Rady Notarialnej wyjaśnił nam, że zbycie domu przez męża nie byłoby możliwe, gdyby w księdze wieczystej dom był zapisany na niego i na żonę. Jeżeli zaś tylko mąż figurował w księdze wieczystej jako właściciel gruntu, a tym samym domu na nim stojącego, żonie zaś wyrokiem sądu nie zasądzano prawa do korzystania z domu, lecz odszkodowanie finansowe - z prawnego punktu widzenia (czyli z punktu widzenia notariusza) nie ma przeciwwskazań do zbycia nieruchomości.
Pozostaje jednak kwestia działania w złej woli ze strony męża, którą muszą roztrzygnąć kolejne sądy. I ważna dla byłej żony oraz dzieci sprawa wyegzekwowania przyznanych przez sąd pieniędzy.

PS. Imiona bohaterów rodzinnego konfliktu zostały zmienione

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki