Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Wojewódzki może być powiatowy

wodor
W samo południe 2 grudnia w ręce Wojciecha Miazgi, dyrektora ostrołęckiego szpitala, trafił certyfikat jakości ISO 9001-2000. To kolejne potwierdzenie, po ubiegłorocznej akredytacji, dobrego przygotowania placówki do opieki nad pacjentami. Tymczasem z powodu braku pieniędzy zamyka się tu oddziały, najpierw dziecięcy i rehabilitację, teraz chirurgię.

Marszałek województwa Adam Struzik o sytuacji służby zdrowia wie wiele, sam jest lekarzem, był szefem szpitala. Schwytany przeze mnie pod drzwiami ostrołęckiego szpitala, gdzie przyjechał na wręczenie ISO 9001, stawia od razu diagnozę: - 22 lata inwestycji tu, w Ostrołęce, to determinuje koszty, tak naprawdę działają przecież dwa szpitale - rozwiązać sytuację może tylko dokończenie budowy. Jeszcze za wcześnie, żeby powiedzieć ile potrzeba na to pieniędzy, ale szukamy dodatkowych środków - zapewnia marszałek. - Może to będzie około 15 milionów złotych, może jeszcze dołożymy coś z budżetu województwa. To jedna rzecz, druga to ogólne niedofinansowanie służby zdrowia, to zaległości niezawinione przez szpitale, choćby słynne "203" uchwalone bez zastanowienia się, skąd będą na to pieniądze.

Gdzie byli nasi parlamentarzyści, gdy dzielono pieniądze

W projekcie budżetu uchwalonym przez Sejm znalazły się tylko pieniądze dla dwóch inwestycji na Mazowszu - warszawskiego metra - 100 mln zł i płockiego mostu - 50 mln zł. Wypadły z propozycji szpitale: ostrołęcki i pułtuski. Kasa przepadła, bo nie było wystarczająco silnego lobby. Metro przegłosowała warszawska koalicja ponad podziałami, pieniądze na płocki most wywalczył tamtejszy poseł SLD, Andrzej Piłat, przy wsparciu partyjnych kolegów.
Warto sobie zadać jeszcze raz postawione wcześniej pytanie. Gdzie byli nasi posłowie, kiedy dzielono pieniądze? Czy w ogóle ich to interesuje? Co będzie, jeśli szpital straci status wojewódzkiego i zostanie powiatowym? Jak takie rozwiązanie przyjmą władze miasta i powiatu? Przecież głównie ich mieszkańców leczy ta placówka. Czy budżety lokalne poradzą sobie z takim obciążeniem? To pytania, na które nie znamy dzisiaj odpowiedzi, ale załóżmy, że przemęczone województwo będzie chciało pozbyć się takich szpitali. I nieważne, jaką pozycję zajmą w rankingach, jakie normy i certyfikaty potwierdzą ich jakość. Będzie się liczył ich stan finansowy.

Nasza sytuacja jest taka, że możemy pogadać...

Dwa dni przed wręczeniem certyfikatu obradowała Rada Społeczna szpitala. Zapoznała się z jego sytuacją finansową. Do końca października ostrołęcki szpital miał stratę wynoszącą 13,5 mln złotych. Po odjęciu kosztów amortyzacji, nie wymagających bezwzględnego sfinansowania, strata zmalała do 3,9 mln złotych. Ot, taka księgowo-finansowa sztuczka poprawiająca humor we wszystkich firmach.
Zdaniem dyrekcji szpitala jego sytuacja finansowa pogorszyła się w 2004 z czterech powodów: obniżenia cen za świadczenia zdrowotne na rzecz pacjentów ubezpieczonych w NFZ; zakontraktowania przez NFZ mniejszej liczby świadczeń w lecznictwie szpitalnym, niż w 2003 r.; narastającego zadłużenia wobec pracowników z tytułu ustawy ,,203"; wzrostu kosztów funkcjonowania bloku operacyjnego w związku z uruchomieniem nowoczesnych sal operacyjnych i wybudzeniowych w nowym budynku.
Słynna podwyżka ,,203" sprawiła, że szpital winien jest swoim pracownikom po 213 zł za jeden miesiąc 2002 roku, za cały rok 2003 i za 9 miesięcy 2004. Łącznie na pokrycie tych zobowiązań trzeba 4,8 mln zł (w tym ZUS). Do końca października wypłacono zaległe pobory w wysokości 8,7 mln złotych, z czego ponad 6 milionów 200 tysięcy złotych szpital dochodzi przed sądem od skarbu państwa i NFZ. Za wykonanie świadczeń zdrowotnych ponad limit w roku 2002 chce na drodze sądowej odzyskać od NFZ blisko 700 tysięcy złotych. Poprawić sytuację może fakt, że Sąd Apelacyjny w Warszawie przyznał szpitalowi rację i nakazał wojewodzie mazowieckiemu wypłacenie zaległych 2.810.625 zł za okres, kiedy szpital przechodził na własny rozrachunek i był przez okres od 10 do 31 grudnia 1998 (czego nie chciał uznać wojewoda) finansowany przez skarb państwa. Pozwoli to na pokrycie części żądań płacowych załogi.
Szpital uzyskał też poręczenie kredytu z Urzędu Marszałkowskiego. Zostanie on przeznaczony na spłatę zobowiązań wobec dostawców. Rada omawiając stan finansów szpitala przyjęła jednogłośnie propozycję zmiany planu finansowego zakładającą stratę bilansową netto w wysokości 14.591.200 zł.
Realny wpływ Rady na sytuację szpitala dosadnie określił przewodniczący Rady Społecznej Jerzy Dobek: Nasza sytuacja jest taka, że możemy pogadać...

Od 1 marca 2005 szpital nie ma kontraktu na lecznictwo zamknięte

Bardzo realny natomiast wpływ na sytuację ostrołęckiego szpitala mają negocjacje dyrektorów szpitala i Narodowego Funduszu Zdrowia. Ryszard Zaborowski, dyrektor ostrołęckiej Delegatury NFZ, mówi, że nie podpisano kontraktu na leczenie zamknięte, mimo że w stosunku do pierwotnego kontraktu z bieżącego roku na 2005 Fundusz zaproponował o 1,5 miliona złotych więcej. Dyrektor szpitala Wojciech Miazga chce, żeby dołożył jeszcze dwa i pół miliona. - Z czego? - pyta Zaborowski. Jako przykład podaje fakt, że z tytułu niewykorzystania przez szpital świadczeń ambulatoryjnych na około 400 tysięcy złotych, pieniądze te przepadły delegaturze. - Fundusz nie ma na celu utrzymania szpitali, tylko zwiększenie dostępności do usług medycznych osobom ubezpieczonym.
To w zasadzie pierwszy rok stabilizacji NFZ, a właściwie zasad jego działania. Najpierw przekształcał się z Kas Chorych, w ubiegłym roku wprowadził wycenę punktową. To, że ostrołęckie poradnie specjalistyczne nie wykorzystały limitu punktowego, ale udzieliły 5000 porad więcej niż w 2003 roku, wskazuje na fakt zwiększenia się dostępności usług. Zresztą w niektórych poradniach, które dysponują jeszcze kwotami punktowymi, z niezrozumiałych, zdaniem NFZ, powodów pacjenci muszą czekać w kilkutygodniowych kolejkach. Zdaniem funduszu problematyczne jest wycenianie usług świadczonych przez szpital, który wykorzystuje sytuację, będąc monopolistą na rynku.
- Jeżeli inne placówki wyceniają swoje usługi np. po 85 groszy za punkt, a ostrołęcki szpital chce 1,10 zł, to przecież za te same pieniądze mogę kupić więcej usług u tańszego oferenta - mówi Ryszard Zaborowski. - A z ich jakością nie jest źle, wiele prywatnych gabinetów wygląda jak małe kliniki. Weźmy choćby dermatologię, jest kilka przychodni, które w pełni pokrywają zapotrzebowanie, a rehabilitacja? Też jest kompleksowa poza szpitalem, gdzie trzeba czekać pół roku, a niektórych cyklów zabiegowych nie wykonuje się w ogóle.
Zaborowski dodaje, że szpitale powiatowe doganiają ostrołęcki pod względem sprzętu, jakości i fachowości kadry. Są też tańsze w swojej ofercie, a przez to bardziej dostępne dla pacjenta. Jeśli ostrołęcki szpital pozostanie odosobniony w swoich żądaniach i nie zwycięży tzw. dobro społeczne, może spełnić się najgorsze. Wiosną 2005, w drugim roku trzyletniego kontraktu, może zaprzestać działalności. Co determinuje tak wysokie żądania finansowe ostrołęckiej placówki? Tu jesteśmy zgodni z szefem delegatury NFZ. Koszty tworzone przez historię: ciągnąca się ponad dwadzieścia lat budowa i mieszanie w zasadach działania polskiej służby zdrowia.
Może warto się zastanowić nad sytuacją ostrołęckiego szpitala, póki nie jest za późno, i zmobilizować wszystkich naszych reprezentantów, na wszystkich szczeblach, do szukania rozwiązania jego problemów. Zanim wejdzie ustawa o pomocy służbie zdrowia umożliwiająca zaciąganie 10-letnich kredytów, zakładająca częściowe ich umorzenie. Jeśli wejdzie... i jeśli będzie miał kto je spłacać.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki