MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Winowajcy czy niesłusznie oskarżeni?

Jacek Pawłowski
Oskarżenie, prokurator M. Tołwiński
Oskarżenie, prokurator M. Tołwiński Fot. A. Wołosz
Przewód sądowy w procesie Marcina A. i Krzysztofa W. zakończył się we wtorek 10 czerwca. Przypomnijmy, obaj odpowiadają za zabójstwo w związku z rozbojem. Akt oskarżenia zarzuca im, że 12 stycznia 2001 roku wieczorem w lasku przy kościele Zbawiciela Świata zaatakowali wracającą z pracy pracownicę apteki, bili metalową rurką w głowę i zabrali torebkę z dokumentami oraz pieniędzmi. Dwa tygodnie później ofiara rozboju zmarła w szpitalu nie odzyskawszy przytomności. Proces zaczął się w grudniu ubiegłego roku.

Prokurator

Oskarżenie, prokurator M. Tołwiński
Oskarżenie, prokurator M. Tołwiński Fot. A. Wołosz

Obrońcy mecenasi J. Ślubowska i K. Nejman
(fot. Fot. A. Wołosz)

W wystąpieniach stron oskarżający w tym procesie prokurator Marek Tołwiński podtrzymał stwierdzenie z aktu oskarżenia, że W. i A. popełnili zbrodnię działając wspólnie i w porozumieniu. Wprawdzie oskarżeni i ich obrońcy zaprzeczyli jakoby A. i W. wcześniej się znali, potwierdzili to również niektórzy świadkowie, ale zdaniem oskarżyciela w polskim wymiarze sprawiedliwości było już wiele procesów, w których sprawcy wspólnie popełniali przestępstwa po zaledwie kilkuminutowej znajomości. Według prokuratora wyjątkowe okrucieństwo sprawców mordu było spowodowane oporem, który stawiła napadnięta. Prokurator dowodził, że ślady genetyczne i zapachowe zabezpieczone na miejscu zbrodni (były to jedyne materialne dowody w procesie) wskazują na winę oskarżonych. Wskazał nadto, że według opinii biegłych psychologów oskarżony Krzysztof W. cierpi na zburzenia zachowania a jego osobowość kształtuje się w kierunku dysocjalnym (niespołecznym, antytowarzyskim - przyp. red.). Mimo to, jak podkreślił oskarżyciel, obaj oskarżeni mieli w momencie zbrodni pełną zdolność do rozpoznawania swoich czynów. Jako okoliczność obciążającą Marcina A. prokurator podał zeznanie świadka, młodej kobiety, która pod klatką schodową bloku, w którym wynajmowała mieszkanie, usłyszała nocą jak grupa młodych ludzi rozmawiała ze sobą o zbrodni i właśnie Marcina A. wskazywała jako sprawcę. Oskarżyciel podkreślał też niespójności w zeznaniach oskarżonego A. i starał się obalić zeznania świadków, którzy tamtego wieczoru nie widzieli na ubraniach oskarżonych krwi. - Ślady mogły być niewidoczne, zwłaszcza że był wieczór - mówił prokurator Tołwiński. Na koniec oskarżyciel podważył alibi oskarżonego A., jakoby przebywał w tym czasie w klubie osiedlowym, bo wcześniej miał tam nigdy nie zaglądać i przywołał fakt, że Marcin A. był potem jeszcze tego wieczoru na miejscu zbrodni, w czasie gdy przyjechała już policja i pogotowie. Łączne kary których zażądał oskarżyciel to po 25 lat pozbawienia wolności i nawiązka na cel społeczny po 2 tys. zł. (Oskarżony A. w myśl wniosku prokuratora powinien zapłacić jeszcze grzywnę 1000 zł. W procesie odpowiada on bowiem również za kradzież z włamaniem do sklepu "Pod żółtym daszkiem", której dopuścił się tego samego wieczoru i do czego się przyznaje. Za ten czyn prokurator żądał oprócz grzywny dwóch lat pozbawienia wolności. Łączna żądana kara wynosi jednak 25 lat, ponieważ w polskim prawie karnym kara łączna nie jest arytmetyczną sumą kar za poszczególne czyny).

Obrońcy

Oskarżenie, prokurator M. Tołwiński
(fot. Fot. A. Wołosz)

Obrońca Marcina A. adwokat Jolanta Ślubowska zaczęła swoje wystąpienie od stwierdzenia, że ani śledztwo, ani proces nie wykazały dowodów jednoznacznie świadczących o winie jej klienta. - Przeciwnie, są dowody, że Marcin A. nie mógł być na miejscu, choć nie trzeba w procesie karnym wykazywać niewinności. Nawet gdyby oskarżony nie miał alibi, to i tak nic. Wielu ludzi w tym mieście nie ma na tamten dzień alibi. Oskarżenie nastąpiło z typowania, pomówień i anonimowego telefonu. Nie można na tym budować oskarżenia - argumentowała mecenas Ślubowska.
Obrończyni Marcina A. podważała wyniki badań genetycznych twierdząc, że takie badania mogą na sto procent tylko wykluczyć udział oskarżonego w przestępstwie. Potwierdzić zaś mogą jedynie prawdopodobieństwo czynu, ale już nie pewność. Mecenas postawiła też hipotezę, że gdyby spośród kilkudziesięciu osób typowanych przez prokuraturę do popełnienia tego przestępstwa, wszystkie poddać badaniom genetycznym i zapachowym, to niewykluczone, że wskazane zostałyby również inne osoby. Badaniom zostali jednak poddani tylko niektórzy, ponieważ są to bardzo kosztowne analizy.
Według mec. Ślubowskiej niewinność jej klienta potwierdzają również świadkowie. Ich zeznania odtworzyły przebieg wieczoru 12 stycznia 2001 r. w domu rodziny A. Wynika z nich, że Marcin A. wychodził z domu ok. 19.15-19.20. Inni świadkowie o tej samej godzinie widzieli już nieprzytomną Urszulę Matłach leżącą w lasku na ziemi. Obrończyni dowodziła również, że jej klient miał prawo zmienić zeznania w toku śledztwa.
- Czasami ludzie nie pamiętają co robili poprzedniego dnia. Tymczasem Marcin A. nie jest szczególnie bystry czy uzdolniony i może nie pamiętać co działo się dwa lata temu - mówiła mec. Ślubowska.
Obrońca Krzysztofa W., Krzysztof Nejman kilkakrotnie w swoim wystąpieniu podkreślał, że sprawa zabójstwa Urszuli Matłach ma duży ciężar gatunkowy, bo nie dość, że dotyczy zabójstwa, to jeszcze została nagłośniona przez media.
- Jednak krzywda rodziny Matłachów nie może się odbić i wyrządzić krzywdy rodzinie W. - mówił mecenas Nejman. - Nie ma żadnego dowodu świadczącego o winie Krzysztofa W.
Obrońca Krzysztofa W. dowodził, że jego klient znalazł się na ławie oskarżonych nie na podstawie dowodów, a poprzez typowanie po poszlakach i fakt, że w przeszłości napadł na kobietę i zabrał jej torebkę. Przez większość swojego wystąpienia adwokat podważał wartość dowodów genetycznych i śladów zapachowych. Powiedział, że zgromadzony przez prokuraturę materiał nie spełnia ani jednego z czterech kryteriów, które muszą spełniać dowody procesowe.
Podważając wartość dowodową śladów zapachowych mecenas Nejman przypomniał, że część kryminologów nie akceptuje zapachu jako dowodu procesowego. Przytoczył też jeden z wyroków Sądu Apelacyjnego w Warszawie, w którym stwierdzono, że przy obecnym postępie nauki i praktyki do dowodów osmologicznych należy podchodzić z dużą ostrożnością, zwłaszcza gdy są jedynymi dowodami w sprawie. Obrońca nie omieszkał również zauważyć, że jeden z psów, który obwąchiwał oskarżonych, wabił się Mylnik.
Oboje obrońcy wnieśli o uniewinnienie oskarżonych z zarzutu zabójstwa. Mec. Nejman domagał się również od sądu stwierdzenia, że uniewinnienie jest jednocześnie rehabilitacją Krzysztofa W. W sprawie kradzieży z włamaniem, za który odpowiada Marcin A., obrończyni wniosła o zmianę kwalifikacji czynu na wyłącznie kradzież, bez włamania. Obaj oskarżeni poprosili o uniewinnienie, a Marcin A. w sprawie przestępstwa, które popełnił w sklepie "Pod żółtym daszkiem" poprosił o jak najniższy wymiar kary.
Sąd skorzystał z przewidzianej przez prawo możliwości zarządzenia tygodniowej przerwy przed wydaniem wyroku.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki