Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Wielkopostne misterium

Aldona Rusinek
W Misterium Męki Pańskiej od lat grają makowscy samorządowcy, lekarze, biznesmeni i bezrobotni. Znajdują w tym dodatkowy sens życia
W Misterium Męki Pańskiej od lat grają makowscy samorządowcy, lekarze, biznesmeni i bezrobotni. Znajdują w tym dodatkowy sens życia Fot. A. Rusinek
Podświetlone mury starego kościoła parafii św. Józefa w Makowie. W wieczornej ciszy rozbrzmiewają sakralne pieśni. Wokół drewnianej sceny gromadzi się tłum widzów. W światła reflektorów wchodzą pierwsi aktorzy - narratorzy, którzy wprowadzą nas w intencję misterium, jakie za chwilę się rozegra. Mówią o duchowej kondycji współczesnego człowieka - zagonionego w codziennych sprawach, zapatrzonego w czubek własnego nosa, ogarniętego pragnieniem: mieć, znaczyć, posiadać. A stojącego przecież nieodwołalnie u drzwi Pana, jak każdy z dwunastu apostołów sprzed dwóch tysięcy lat, którzy za chwilę pojawią się na scenie. Potrzebującego miłości i przebaczenia. Uczącego się kochać i wybaczać, czyli czerpać z nauki Chrystusa. Tego przesłania słuchamy w prologu i epilogu przedstawienia. A między nimi oglądamy ostatni akt z życia Chrystusa - znane biblijne epizody: nawrócenie Marii Magdaleny, Ostatnią Wieczerzę ze zdradą Judasza, modlitwę na Górze Oliwnej, wyrok wydany przez Piłata i faryzeuszy, pojmanie Jezusa przez pretorian i jego drogę krzyżową.

W Misterium Męki Pańskiej od lat grają makowscy samorządowcy, lekarze, biznesmeni i bezrobotni. Znajdują w tym dodatkowy sens życia
(fot. Fot. A. Rusinek)

Słuchamy nauczającego miłości i godności Chrystusa; Piotra, który zapiera się swego Pana. Judasza, którego przygniata ciężar zdrady; szatana, który po raz ostatni wodzi Jezusa na pokuszenie; kajania się nawróconej jawnogrzesznicy Marii Magdaleny i płaczu Maryi, brnącej w rozpaczy przez tłum widzów.
Wraz z nią łkają niektóre kobiety. Dzieci z przerażeniem obserwują biczujących Jezusa pretorian.
- Ja się boję, co ja mam zrobić! - kilkulatka pod sceną zakrywa twarz rączkami.
- A to mój tata, Judasz, ten w czerwonym - informuje ją z dumą koleżanka.
Emocje na widowni są dwojakie - na doznania czysto religijne nakładają się wrażenia z gry aktorów, znanych wszystkim obecnym - miejscowych urzędników, lekarzy, biznesmenów, nauczycieli.
Misterium Męki Pańskiej wystawiane jest bowiem od kilku lat w czasie Wielkiego Postu przez grupę teatralną działającą przy MDK-u w Makowie pod kierunkiem Marii Zielonki i Małgorzaty Karolak. Przedstawili Mękę Pańską już kilkadziesiąt razy w kościołach i domach kultury sąsiednich powiatów. Byli też z Misterium na Litwie i Białorusi. Zawsze ze wzruszeniem przyjmowani przez widzów.
- To jest lepsze niż "Pasja" - można było słyszeć i takie głosy wśród publiczności opuszczającej plac kościelny w Makowie. Może nieco przesadzone, bo jednak akcja na scenie rozwija się niezbyt wartko, w dialogach słychać mankamenty z dykcją i interpretacją tekstu, ale wartościowe jest połączenie obrazu historycznego ze współczesnym przesłaniem, odniesienie do bliskiej nam rzeczywistości. Jak powiedział po spektaklu ks. dr Remigiusz Stacherski - to misterium zaprasza do dialogu z prawdą o sobie, o kondycji współczesnego człowieka. Ksiądz Stacherski jest zresztą inspiratorem makowskiej teatralnej inicjatywy.

Inspiracja księdza Remigiusza

Wszystko zaczęło się osiem lat temu. Grupa makowian powędrowała pieszo na pielgrzymkę do Częstochowy pod duchowym przewodnictwem ks. Remigiusza Stacherskiego z parafii św. Józefa.
- Bardzo się na tej pielgrzymce zżyliśmy. Kilka miesięcy później ks. Remigiusz zaproponował spotkanie opłatkowe dla pielgrzymów w domu kultury, bo to był ksiądz, który więzi z wiernymi szukał nie tylko przy ołtarzu - wspomina Maria Zielonka, księgowa makowskiego MDK-u. - Zorganizowaliśmy takie spotkanie, ksiądz z dziećmi przygotował jasełka. Zaproponowałam wtedy, że gdyby ksiądz napisał jakiś wielkanocny scenariusz, moglibyśmy przygotować jakiś spektakl na Święto Zmartwychwstania. Za miesiąc ksiądz przyszedł ze scenariuszem Misterium Męki Pańskiej. Pierwsze przedstawienie przygotowaliśmy na Wielkanoc 1997 roku z młodzieżą licealną. Akurat gościł wówczas u nas Marek Perepeczko, pomógł nam wypożyczyć stroje z teatru w Płocku.
Dwa miesiące później ks. Remigiusz wywędrował na studia doktoranckie do Rzymu i idea sakralnego teatru padła.
Dopiero dwa lata później Maria Zielonka wpadła na pomysł, by wznowić spektakl, ale z dorosłymi "aktorami".
- Zaczęłam rozglądać się pośród znajomych i sięgnęłam po książkę telefoniczną - opowiada pani Maria. - Najpierw zadzwoniłam do doktora Napiórkowskiego, ordynatora oddziału ortopedii w naszym szpitalu. Jego żona wspominała mi, że on bardzo lubi teatr. Potem do innych ludzi. Niektórych prawie w ogóle nie znałam. Widywałam ich najczęściej w kościele. Nikt mi nie odmówił, choć niektórzy zastrzegali, że przyjdą na próbę, zobaczą, co to miałoby być. Przyszli i większość z nich została. Z czasem niektórzy się wykruszyli. Do innej parafii musiał odejść ks. Tomasz Lemański, który grał Jezusa, potem zrezygnował Ryszard Dziadak. W tym roku nie grała już Maryi dyrektorka MDK-u Bożena Pawłowska.
- Rola Maryi bardzo mnie poruszała, a jednocześnie wyciszała emocjonalnie. Wniosła wiele spokoju w moje życie. Chciałam dać tę szansę komuś innemu. Poza tym brakowało mi już łez - wyznaje Bożena Pawłowska.

Burmistrz Piłatem, nierządnica ze starostwa

W przedstawieniu biorą udział ludzie najróżniejszych profesji, których porwało nie tylko przesłanie misterium, ale także przeżycie przygody z teatrem. Zachęceni przez Marię Zielonkę stworzyli zespół artystyczno-towarzyski, bardzo zżyty, zaprzyjaźniony, można powiedzieć empatyczny. Każda próba jest wspólną pracą, każde przedstawienie zbiorowym przeżyciem. Wszyscy podkreślają wspaniałą atmosferę, która ich łączy.
Michalina Bryl jest w grupie od początku, czyli od 1999 roku.
- Miałam wtedy 17 lat i byłam w zespole najmłodsza. Początkowo mnie to krępowało, ale szybko zatarł się jakikolwiek dystans - mówi pani Michasia, studentka politologii i sekretarka makowskiego starosty. ("Nie wiedziałem, że za biurkiem w sekretariacie siedzi kobieta upadła" - żartuje starosta Białobrzeski). - Bardzo dobrze od początku poczułam się w roli Marii Magdaleny. Bardzo przeżywam moment nawrócenia mojej bohaterki, jej żal za grzechy i śmierć Chrystusa.
Na scenie w Makowie Maria Magdalena nie mogła opanować autentycznego łkania.
- Wczoraj była jakaś szczególna atmosfera, trudno mi było to zrozumieć, ale rzeczywiście poniosły mnie prawdziwe emocje i wzruszenie. Podobnie zdarzyło się podczas przedstawienia dla Polaków w Wilnie. Tam był w ogóle jeden wielki płacz - wspomina Michalina.
- Czasami muszę wagarować z niedzielnych zajęć na uczelni, bo mamy występy. Ale nie żałuję tego, nie potrafię zrezygnować z tych przeżyć, bo są dla mnie jak najlepsze rekolekcje - mówi.
Krzysztof Twardowski gra kluczową rolę - Chrystusa. Musi poradzić sobie z największym tekstem i charyzmą, którą niesie jego postać.
- Szczerze mówiąc, męczę się w tej roli. Nie przystaje do mojego temperamentu. W przedstawieniach folklorystycznych, w których dotychczas występowałem, zawsze grałem czarne charaktery, pełne dynamiki. Chrystus jest siłą spokoju, rozwagi, wyrozumiałości. Kłóci się ze mną całym. W niektórych kwestiach siłą muszę hamować emocje. Przedtem grałem Judasza - tamta rola dawała większą możliwość ekspresji, była bardziej skomplikowana. Ale też po pewnym czasie czułem się nią zmęczony, bo starałem się utożsamiać ze stosunkiem do życia Judasza, starałem się zrozumieć jego czyn. Teraz jak najgłębiej staram się poznać Chrystusa i próbuję okiełznać swój temperament. Bardzo podoba mi się ta przygoda z teatrem, ale wyznam szczerze, że wolałbym spróbować już sił w jakimś innym repertuarze - mówi Krzysztof, dyrektor GOK-u w Karniewie.
Krzysztof Myślak, młody radny miejski i kierownik oczyszczalni ścieków, też jest z grupą od początku.
- Znamy się z Marią Zielonką od lat, mieszkamy po sąsiedzku. Kiedy do mnie zadzwoniła, najpierw powiedziałem nie! Ale nie dała za wygraną, namówiła mnie na pierwsze spotkanie. Poszedłem i zostałem, bo było tam wielu znajomych, bo spodobał mi się pomysł. A przede wszystkim zaważyła chęć niesienia naprawdę ważnego przesłania dla współczesnych, w duchu chrześcijańskim, który jest mi bliski. Potem, po pierwszych występach, bardzo działało na mnie wzruszenie innych ludzi - mówi Krzysztof, który na scenie jest raz faryzeuszem, raz apostołem.
Ryszard Żychowski, właściciel dużego sklepu Euro-Zurt, przyjął propozycję Marii Zielonki ze względu na treść misterium.
- Dotyczy ono najważniejszego wydarzenia w świecie chrześcijańskim, którego skutki do dziś są dla nas aktualne. To, co mówimy ze sceny, powinno być ważne dla współczesnych ludzi. Sam utożsamiam się z tym, co przekazuję, choćby dlatego, że dostałem nieźle od życia po głowie i zacząłem na sprawy doczesne patrzeć głębiej, z innej perspektywy. Myślę, że bardzo mnie to zmieniło - mówi makowski biznesmen, który na scenie jest zakonnikiem (Maria Zielonka wypatrzyła go podobno do tej roli w kościele).
Tadeusz Ciak, burmistrz, najmłodszy stażem członek zespołu, na scenie jest Piłatem, apostołem i biedakiem, który stara się pojąć naukę Chrystusa. Tydzień zastanawiał się nad zaskakującą propozycją pani Marii. Nie przeszkadzało mu, bynajmniej że Maria Zielonka była jego konkurentką do fotela burmistrza w ostatnich wyborach, bo nic to nie miało do rzeczy. Wahał się, bo nie był pewien, czy znajdzie czas i jak sobie poradzi na scenie. Ostatnio recytował wiersze Brzechwy w początkowych klasach podstawówki. Skusił się jednak na próbę, choć żona pomysłem nie była zachwycona. Wiedziała, że okradnie rodzinę z dalszych kilku wspólnych godzin.
- Zdecydowałem się ze względu na ważkie współcześne treści, jakie niesie ten spektakl, ale przede wszystkim chciałem być z ludźmi, którzy robią coś niekonwencjonalnego, bez profitów, a z pasji. Wciągnąłem się w tę grę i cieszy mnie każde wspólne przeżycie, ale na dłuższą metę nie starczy mi na to czasu - wyznaje burmistrz Ciak, który na scenie radzi sobie całkiem sprawnie, może dlatego, że do publicznych wystąpień jest przyzwyczajony.
Dla Joanny Rawy spotkania z teatrem są największą przyjemnością. Jako współwłaścicielka sporej firmy handlowo-usługowej od dawna sponsorowała Misterium.
- W tym roku Maria zaproponowała mi, żebym wystąpiła na scenie. Miałam sporo wątpliwości, ale poszłam na pierwszą próbę. Dziś bardzo podoba mi się to, co robię. Spotykam się ze wspaniałymi ludźmi, którzy niosą nieco radości innym. Mąż mówi, że z każdego przedstawienia wracam odmieniona. Rzeczywiście, ten spektakl mnie wycisza, odpoczywam, uspokajam się. Mam nadzieję, że grupa teatralna będzie się rozwijać. Będę pomagać im i sobie, bo bardzo wiele mi to daje - mówi makowska bizneswoman, która na scenie podnosi kwestie bezrobocia i patologii społecznych.
Z choreograficznym zacięciem wciela się w rolę szatana Marcin Politowski. Nic dziwnego - z zawodu jest tancerzem. I prawnikiem.
- A zawsze chciałem być aktorem - wyznaje. - Jednak kiedy Maria zaproponowała mi udział w Misterium, nie zgodziłem się, bo nie widziałem tam dla siebie roli. Jestem zbyt żywiołowy, by grać apostoła, Piłata czy faryzeusza. Maria wtedy powiedziała: przejrzyj się pan w lustrze i będzie wiadomo, o jaką rolę chodzi.
I tak dwa lata temu dla demonicznej urody i dynamicznego charakteru Marcina Politowskiego do Misterium została wprowadzona bardzo widowiskowa rola Szatana.
Doktor Waldemar Napiórkowski, główny narrator widowiska wyznaje, że czerpie wiele satysfakcji ze wzruszeń, które okazują widzowie.
- Maria Zielonka miała zawsze dobre pomysły. Cały czas ją namawiam na rozszerzenie repertuaru - mówi.
Maria Zielonka jest pełna uznania dla ludzi, którzy z taką pasją i oddaniem przez wiele lat anagażują się w teatralną inicjatywę. Oni zaś z kolei podkreślają dar wspaniałego integrowania grupy i zarażania zapałem do pracy, jaki ma pani Maria. Z tych wzajemnych relacji trwa przez lata coś naprawdę cennego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki