Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Widoczny znak głupoty

(epe)
Nowy znak drogowy kosztuje tysiąc złotych, drogowcy naprawiają je więc systemem chałupniczym
Nowy znak drogowy kosztuje tysiąc złotych, drogowcy naprawiają je więc systemem chałupniczym E. Pyśk
Wandale niszczący znaki drogowe przy powiatowych drogach powodują straty przewyższające cały budżet Powiatowego Zarządu Dróg. - Zamiast budować drogi, naprawiamy znaki - mówi Wojciech Zając, dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Ostrołęce. Prawie połowa budżetu PZD przeznaczana jest na naprawę zdewastowanych znaków drogowych. Zdaniem drogowców za niszczenie oznakowania dróg odpowiadają młodzi ludzie, głównie wracający z sobotnich zabaw i dyskotek. Sprawców natomiast wykryć jest bardzo trudno. - Można jedynie apelować o rozsądek - dodają drogowcy.

Aktywni, gdy jest ciepło

Drogowi wandale ożywiają się wiosną i latem.
- Zrobiło się zimniej, przyjdzie Adwent, nie będzie dyskotek, będziemy więc mieli trochę spokoju - mówi Wojciech Zając. - W tym roku, do końca września mieliśmy 1341 zniszczonych znaków.
Na ile niszczenie znaków drogowych jest kosztowną zabawą - pokazują liczby.
- Koszt zakupu jednego znaku to minimum tysiąc złotych - wylicza dyrektor PZD. - Zniszczonych znaków tylko w tym roku było prawie 1400 (straty: 1,4 mln zł), a budżet powiatowych drogowców to ok. 1,3 mln zł.
Gdyby Powiatowy Zarząd Dróg chciał kupować nowe znaki wykonane przez profesjonalnych producentów, szybko by zbankrutował. Drogowcy próbują więc inaczej dawać sobie radę, bo znaki przy drogach stać muszą.
- Musimy znaki naprawiać sami, bo tylko tak możemy oszczędzić - mówi dyrektor Wojciech Zając. - Sami kupujemy blachę, nie foliujemy znaków. Zdajemy sobie sprawę, że jakość takiego oznakowania nie jest ekstra, ale inaczej nie można. Znak wypiłowany i skręcony u nas kosztuje trzy razy mniej niż u najtańszego producenta.
Według rachunków dyrektora Zająca, gdyby pieniądze przeznaczane na znaki wykorzystać do budowy dróg w gminach, to w każdej powstałby rocznie przynajmniej kilometr nowej asfaltówki.
W PZD pracuje 25 osób, każdą z gmin obsługuje jeden pracownik.
- I niestety zdarza się tak, że pracownik zamiast objeżdżać drogi w gminie, musi załatwiać sprawę zniszczonego znaku - dodaje Wojciech Zając.

Moda na niszczenie

Kiedyś znaki drogowe były kradzione, teraz są niszczone. Drogowcy w całej Polsce proceder ten obserwują od około trzech lat.
Wandala złapać jest bardzo trudno. W ciągu trzech lat udało się postawić przed sądem jedną osobę, jednak sąd chuligana nie ukarał, orzekając znikomą szkodliwość społeczną czynu.
Tylko w tym roku PZD zgłosił policji 46 przypadków dewastacji znaków. Wśród gmin, gdzie odnotowuje się najwięcej przypadków tego rodzaju wandalizmu przodują Goworowo i Olszewo-Borki.
- Wiemy, że taki proceder istnieje, są to z reguły wykroczenia - przyznaje podinsp. Mirosław Dąbkowski, komendant miejski policji w Ostrołęce. - Staramy się z tym walczyć, ale sprawcę jest bardzo trudno wykryć.
Sprawa jest ważna, bo nietrudno sobie wyobrazić do czego może doprowadzić brak znaku "stop" lub "ustąp pierwszeństwa przejazdu".
- Na szczęście nie było takiej sytuacji, że brak znaku doprowadził do tragedii. Musimy na bieżąco pilnować oznakowania dróg. Najgorsze jest to, że ciężko zrozumieć, dlaczego ktoś niszczy znaki - mówi Wojciech Zając. - W ten sposób naraża na niebezpieczeństwo czyjeś życie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki