W oczekiwaniu na katastrofę

Jarosław Sender
W strefie ochronnej lotniska, która z uwagi na awaryjne lądowania powinna być pozbawiona wszelkich przeszkód, rosną inwestycje

W bezpośrednim sąsiedztwie podprzasnyskiego lotniska wyrósł wysoki płot. Starosta mówi, że takich płotów będzie więcej. Lotnicy oczami wyobraźni widzą na tych płotach wiszących skoczków i roztrzaskane samoloty.

Właścicielem terenu pod Sierako¬wem, gdzie kiedyś stacjonowały Nadwiślańskie Jednostki Wojskowe, jest powiat. Wojewoda przekazując grunty powiatowi zastrzegł jednak, że 107 ha jest na potrzeby lotnictwa, a pozostałe powinny zostać zagospodarowane zgodnie z miejscowym planem. A władza planistyczna należała w tym przypadku do gminy Przasnysz. Plan zagospodarowania przestrzennego został uchwalony w 2008 roku. Gminny projekt podzielił ziemię m.in. na dwie strefy inwestycyjne oraz lądowisko z zapleczem technicznym dla lotniska (76 ha) i tereny rolne (32 ha, które miały stanowić rezerwę na ewentualny przyszły rozwój lotniska). Wydawało się, że wszystkich ten plan zadowala.

- Ale w którymś momencie starosta pojechał do Warszawy do wojewody by przesunąć lądowisko o 30 metrów w stronę Leszna. Można to zrobić bezproblemowo, ale tylko na papierze. Lądowisko to nie trawnik, to pewna konstrukcja, utwardzona powierzchnia z odprowadzeniem wody, na której można dokonywać operacji lotniczych. Przesunięcie pasa wiąże się z wielomilionowymi kosztami związanymi z odpowiednim przygotowaniem powierzchni. Dodatkowo trzeba zmianę granic pasa startowego rozpropagować, gdyż od lat te granice są na wszelkich mapach lotniczych - mówi Grzegorz Kucharczyk, szef Klubu Spadochronowego Atmosfera i jednocześnie wiceprezes Aeroklubu Północnego Mazowsza.

Naruszyli naszą strefę ochronną

Kucharczyk twierdzi, że wraz ze zmianą granic pasa, przesunęła się linia inwestycji. Tym sposobem w połowie września w bezpośrednim sąsiedztwie lądowiska zaczął się wznosić wysoki płot.

- Oczyma wyobrażani już widzę na tym płocie wiszących skoczków i roztrzaskane samoloty - denerwuje się Urszula Kucharczyk z Klubu Spadochronowego Atmosfera.

A jej mąż Grzegorz Kucharczyk objaśnia:

- Już na etapie ustalania planu miejscowego zagospodarowania przestrzennego wojewoda, powiat i gmina nie skonsultowali się z Urzędem Lotnictwa Cywilnego, czyli instytucją nadrzędną, która jest odpowiedzialna za lotniska. I klepnęli plan, w którym dopuszcza się w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska ustawianie nawet masztów do wysokości 120 metrów. Tym samym została naruszona strefa ochronna lotniska, w której nie może być żadnych przeszkód naturalnych ani sztucznych, które blokują pod kątem 30 stopni podejścia do pasa startowego.

- By to lotnisko miało racje bytu, również wszystko to, co jest dookoła lotniska, musi spełniać wymogi lotnicze. Musi być pewna przestrzeń, by można awaryjnie lądować bądź utrzymać się na kursie. W przypadku przasnyskiego lotniska ta strefa ochronna powinna wynosić 106 metrów od pasa w jedną i drugą stronę - tłumaczy wiceprezes APM.
Dla starosty lotnisko nie priorytet

Pierwsza przeszkoda już wyrosła - jest nią płot okalający teren, który starostwo sprzedało jednej z przas¬nyskich firm transportowych. Grzegorz Kucharczyk przewiduje, że w którymś momencie do inwestorów budujących się w bezpośrednim sąsiedztwo lotniska przyjdzie inspektor z Urzędu Lotnictwa Cywilnego i nakaże wszystko rozebrać.

- Starosta nas zapewnił, że wszystko z tą działką jest w porządku. Działka kupiona jest w zgodzie z wszelkimi przepisami. To pas zostanie przesunięty. Naprawdę działamy w zgodzie z prawem. I ja nie mogłem sobie postawić płotu w innym miejscu niż to zostało wytyczone. Samo ogrodzenie kosztowało nas 100 tys. zł. Zresztą tam jest cały pas takich działek, które będą równie blisko lądowiska jak nasza - denerwuje się przasnyski inwestor, który tuż przy lądowisku planuje wybudować bazę transportową: hale, warsztaty, parking i biura. - Zresztą to lotnisko, które zresztą należy do powiatu, chyba nie jest priorytetem dla starosty, i pewnie będzie chciał je zamknąć - spekuluje przedsiębiorca. Podobne odczucia mają lotnicy.

Powiat umie tylko sprzedawać

Klub Spadochronowy Atmosfera dzierżawi teren, pośrednio - przez Aeroklub, od powiatu. Co roku umowy są podpisywane na rok z miesięcznym wypowiedzeniem. I co roku nie wiadomo, czy umowa zostanie im przedłużona. - Wszystko jest robione na kontenerach, bo nie wiem czy nie będę musiał się przysunąć, albo czy rada powiatu nie będzie chciała tu zrobić pieczarkarni. Dla powiatu najlepiej pewnie byłoby gdyby lotnisko zniknęło, bo oni nie wiedzą co z nim robić. Jedyne, co potrafią to sprzedawać działki i to robią - uważa Kucharczyk, który postrzega lotnisko w zupełnie inny sposób. Jako dobro narodowe, którym należy się opiekować. Musi to jednak robić ktoś, kto się na tym zna.

- Takie lotnisko może przyciągać najbogatszych ludzi w Polsce, bo dziś w modzie jest posiadanie własnej cesny czy ultra lajta. I gdybyśmy tu mieli dla niech jakieś sensowne zaplecze… Jesteśmy tylko 100 km od Warszawy… Trzeba tylko przekonać ludzi, że turystyka to nie zabawa, ale bardzo prężna gałąź gospodarki. Poza tym posiadanie lotniska, które robi szkolenia i cargo, jest bardzo prestiżowe - przekonuje Kucharczyk, który wierzy, że wszystko jeszcze można wyprostować.

- O biegnących kablach podziemnych czy ciągach wody zawsze się pamięta, a lotnisko i płynące zeń konsekwencje ktoś przeoczył. Niemniej nie chcę wojny. Chcę by lotnisko zostało użyteczne, by inwestorzy nie stracili, albo stracili jak najmniej. Należy ich też uświadomić, że obowiązuje tu prawo lotnicze, o którym nikt ich nie poinformował. Można jeszcze wszystko naprawić. Cała zima jest na to. I jedynym, który będzie z tego powodu stratny, będzie prawdopodobnie zarząd powiatu, bo budowa zostanie wstrzymana. Inwestor pewnie będzie sobie rościł odszkodowanie od powiatu, bo kupił coś, czego nie będzie mógł wykorzystać - uważą Kucharczyk.

Urząd Lotnictwa wyjaśnia

Obecnie lotnisko nie zostało zamknięte tylko dlatego, że Aeroklub Północnego Mazowsza, jako zarządzający lotniskiem, podjął uchwałę, że do czasu wyjaśnienia sprawy będzie wykorzystywany pas awaryjny. Ile jednak czasu zajmie Urzędowi Lotnictwa Cywilnego rozwikłanie tej sprawy - nie wiadomo.

- Bez zgody Aeroklubu Północnego Mazowsza i Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego nie mogą być zmieniane granice lądowiska. Wszelkie inwestycje wznoszone na lądowiskach oraz na terenach w otoczeniu lądowiska (w granicach powierzchni ograniczających wysokości zabudowy), zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, podlegają uzgodnieniu przez prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego - poinformowała nas Katarzyna Krasnodębska, rzecznik prasowy ULC i dodała, że działania wyjaśniające zostały właśnie podjęte.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie