Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Uprzejmie donoszę, panie wojewodo

Jacek Pawłowski
Radni Mariusz Popielarz (z lewej) i Andrzej Kania zastanawiają się, kto im podłożył taką świnię
Radni Mariusz Popielarz (z lewej) i Andrzej Kania zastanawiają się, kto im podłożył taką świnię Fot. A. Wołosz
Ktoś poskarżył się wojewodzie mazowieckiemu, że miejski radny Ostrołęki Mariusz Popielarz bezprawnie łączy mandat z przewodniczeniem miejskiej komisji antyalkoholowej. Ktoś podpisał się Andrzej Kania. Również takie nazwisko i imię nosi miejski radny. Radny Kania twierdzi, że w życiu by nie napisał donosu. Zawiadomił więc prokuraturę, że ktoś się pod niego podszywa. Anonimy i fałszywe pisma to nienowa, ale ostatnio bardzo często stosowana metoda walki między publicznymi osobami w małych środowiskach, na przykład w Ostrołęce.

Kania z drukarki

Wojewoda mazowiecki Leszek Mizieliński (SLD) orzekł, że w warszawskiej dzielnicy Wawer lider tamtejszej opozycji Konrad Ciesiołkiewicz (PiS), nie może łączyć mandatu radnego z przewodniczeniem komisji antyalkoholowej i zażądał od rady Wawra, by pozbawiła Ciesiołkiewicza mandatu. Wojewoda ma do tego prawo, bo zadaniem wojewody jest czuwanie nad tym, aby samorządy przestrzegały obowiązujących przepisów. Rada Wawra, w której większość ma lewica, ochoczo przystała na wniosek wojewody i uchwaliła wygaśnięcie mandatu czołowego tamtejszego opozycjonisty. O sprawie pisały warszawskie dodatki do ogólnopolskich gazet.
Andrzej Kania, czy nie Andrzej Kania - ma to sprawdzić prokuratura. W każdym razie ktoś kto się tak podpisał, bystro zauważył, że Mariusz Popielarz, przewodniczący Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Ostrołęce również jest miejskim radnym. Napisał więc pismo do wojewody.
W lewym górnym rogu kartki widnieje imię i nazwisko: Andrzej Kania wraz z rzeczywistym prywatnym adresem zamieszkania radnego (napisanym z błędem ortograficznym). W prawym - data. Pod spodem treść: "W nawiązaniu do artykułu z Gazety Wyborczej informuję Pana Wojewodę, iż radny miasta Ostrołęki Mariusz Piotr Popielarz pozostaje w takim samym układzie jak wymieniony i pozbawiony mandatu Konrad Ciesiołkiewicz (PiS) z Wawra. (...) W związku z nieprzestrzeganiem prawa wnioskuję do Pana Wojewody o pozbawienie mandatu Pana Mariusza Piotra Popielarza." Załącznikiem do pisma jest kserokopia artykułu z "Gazety Stołecznej" (ukazującego się w Warszawie i okolicach dodatku do "Gazety Wyborczej") i pochodzący z bliżej nie określonego dokumentu skład ostrołęckiej komisji antyalkoholowej. W podpisie napisano "Z wyrazami szacunku A. Kania". Wszystko to to wydruk z komputera, podpis też.

Kania z Popielarzem

Kopia pisma do wojewody trafiła pod koniec października do przewodniczącego Rady Miejskiej w Ostrołęce Janusza Kotowskiego. Jeśli wierzyć adnotacji autora pisma, to kopie powędrowały również do posłów Mariana Piłki (PiS) i Stanisława Kurpiewskiego (SLD). Po dwóch tygodniach kopie tego pisma zostały wysłane do różnych instytucji w Ostrołęce, w tym do naszej redakcji.
Choć Rada Miejska obradowała już po wpłynięciu kopii pisma, sprawa Popielarza nie była jak dotąd rozpatrywana. Obaj radni: Popielarz i Kania początkowo postanowili utrzymywać sprawę w tajemnicy. Gdy okazało się jednak, że kserograficzne odbitki pisma do wojewody poszły w miasto, przeszli do ofensywy.
We czwartek 6 listopada wydali wspólne oświadczenie, w którym obaj odcinają się od pisma adresowanego do wojewody. Radny Andrzej Kania informuje zaś, że zawiadomił prokuraturę o tym, iż ktoś bezprawnie podszywa się pod jego osobę, narusza jego dobra osobiste i godzi w jego wiarygodność jako radnego. Sprawa rzeczywiście trafiła do prokuratury i zostało wszczęte postępowanie sprawdzające. W jego wyniku, jak poinformował nas zastępca prokuratora rejonowego Marek Tołwiński, sprawa została przekazana do sądu, ponieważ dotyczy czynu ściganego w trybie oskarżenia prywatnego.
Oznacza to, że radny Kania nie jest funkcjonariuszem publicznym, na straży dobrego imienia którego stoją organy ścigania. Sam musi znaleźć winowajcę i posadzić go na ławie oskarżonych. Może skorzystać w tym celu np. z usług firmy detektywistycznej, czego jak powiedział, nie wyklucza.

List wrócił do Kani

Sprawa miała też swój dalszy ciąg, nazwijmy to, administracyjno-towarzyski.
Jak dowiedzieliśmy się w biurze prasowym wojewody mazowieckiego, wojewoda nie dostał żadnego sygnału na temat łączenia funkcji przez Mariusza Popielarza.
- Nie otrzymaliśmy żadnego pisma w tej sprawie - oświadczył rzecznik wojewody Ryszard Grąbkowski.
Rzeczywiście wojewoda pisma nie otrzymał, bo nadawcaÉ nakleił na kopertę znaczki o zbyt niskich nominałach. Przesyłka zatem wróciła do Ostrołęki na domowy adres Andrzeja Kani. Radny Kania liczy, że ten nieoczekiwany zwrot pozwoli mu ustalić autora intrygi. Na razie nie zdradza w jaki sposób.
Z tego, co udało nam się ustalić w Urzędzie Wojewódzkim, wojewoda nie będzie się zajmował sprawą Popielarza.
- Nie otrzymaliśmy oficjalnego zawiadomienia, więc sprawy nie ma. Z urzędu nie będziemy się nią zajmować, bo nie mamy ani sił, ani środków - twierdzi biuro prasowe.
W Urzędzie Wojewódzkim nieoficjalnie mówi się, że interwencja wojewody w Wawrze była elementem politycznej walki SLD z PiS, w dodatku walki, której finał rozegra się przed przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. W związku z tym wojewoda nie zamierza więcej interweniować w podobnych sprawach na Mazowszu.

Popielarz bez przeciwwskazań

- Uzyskałem w Urzędzie Wojewódzkim zapewnienie, że mogę spokojnie sprawować nadal mandat radnego i przewodniczyć komisji - powiedział nam Mariusz Popielarz. - Zresztą, kiedy tylko miałem objąć funkcję przewodniczącego komisji, zasięgałem opinii biura prawnego Urzędu Miejskiego. W tej opinii nie było żadnych przeciwwskazań. Radny nie może tylko zarabiać w urzędzie miejskim na podstawie umowy cywilnoprawnej. Tymczasem członkowie komisji antyalkoholowej otrzymują diety. Są one rekompensatą utraconych dochodów, a nie formą zarobkowania na podstawie jakiejś umowy - uważa Popielarz.

IT w służbie donosicieli

Sprawa radnych Popielarza i Kani najprawdopodobniej nie zostanie rozwikłana ani dziś, ani w tym tygodniu, ani w tym roku. Warto jednak jej się przyjrzeć, bo pokazuje ona charakterystyczny sposób toczenia walki. Walki samorządowo-polityczno-towarzyskiej. Najnowszym orężem w tej walce jest drukarka komputerowa. Kiedyś, gdy ktoś komuś chciał anonimowo zaszkodzić, musiał pieczołowicie wycinać litery z gazety, by nikt nie rozpoznał jego charakteru pisma. Komputery posunęły sprawę do przodu i ułatwiły zadanie. Dziś wystarczy wysłać gdzie trzeba komputerowy wydruk i już można zaszkodzić wrogowi.
Anonimy, tudzież fałszywie podpisywane pisma, bardzo rozpowszechniły się w ostatnich latach. Gdy ktoś nie może wystąpić przeciw komuś z otwartą przyłbicą, atakuje go kartką pokrytą drukiem, listem elektronicznym, lub anonimową wypowiedzią na internetowym forum. W anonimach lub fałszywkach mają swój początek głośne historie ostatnich lat. Na przykład sprawa Ostrołęckiego Ruchu Wspierania Przedsiębiorczości zaczęła się nie inaczej, tylko od kolportowanego po mieście anonimu dotyczącego domniemanych nieprawidłowości w tym stowarzyszeniu. Nieco później rozpowszwechniany był w Ostrołęce utwór pt. "Ostrołęcka ośmiornica" rzekomo demaskujący towarzyskie powiązania funkcjonujących w Ostrołęce ludzi władzy, biznesu i wymiaru sprawiedliwości. Autor, podpisujący się Tadeusz Mierzejewski, wzbudził powszechny niesmak, bo do politycznej rozgrywki użył nazwiska tragicznie zmarłego prokuratora. Faktem jednak jest, że listem tym zajmował się minister sprawiedliwości. Na anonimy ostatnio walczą między sobą członkowie rady ostrołęckiego osiedla Stare Miasto. Wiosną po mieście rozeszły się ulotki szkalujące dwóch członków rady: Andrzeja Rykowskiego i Marka Kowalewskiego. Ostatnio zaś różnymi metodami rozpowszechniane są treści nieprzychylne dla przewodniczącego osiedlowego samorządu Juliana Sadowskiego.
Różne instytucje tropiące różne nieprawidłowości nie ukrywają, że korzystają z anonimów, bo są one cennym źródłem informacji. Policja ma telefony zaufania, pod które obywatele obawiający się o swoje bezpieczeństwo mogą zgłaszać sygnały o przestępstwach. Specjalnie nie zaprzeczają, że korzystają z bezosobowych źródeł informacji prokuratury i inspekcje, np. handlowa, sanitarna, czy zwłaszcza inspekcja pracy. Czym innym jednak są anonimy od prywatnych osób obawiających się o swoje bezpieczeństwo, a czym innym niepodpisywane lecz publikowane doniesienia, z których treści jasno wynika, że piszą je osoby doskonale znające prawo, zasady pisania pism procesowych, lokalne układy polityczno-towarzyskie. Po wielu dziwnych pismach krążących po urzędach, w tym i docierających do naszej redakcji, widać jak na dłoni, że tworzą je wykształceni ludzie, świetnie zorientowani w działaniu lokalnej władzy, nierzadko należący do polityczno-towarzyskich układów. Nie wiadomo na przykład czy konkretna osoba, czy ktoś skrywający się za cudzymi personaliami, zajmowała się kolportowaniem informacji, że członkini zarządu powiatu ostrołęckiego Lucyna Lewicka bezprawnie łączy tę funkcję z zasiadaniem w zarządzie banku.

Dyrektor banku na biurku ministra

Zaczęło się od informacji, która trafiła na biurko ministra sprawiedliwości Grzegorza Kurczuka. Podpisana imieniem i nazwiskiem osoba, której personaliów nie ujawnia prokuratura, powiadamiała ministra o tym, że działania dyrektor Lucyny Lewickiej ocierają się o korupcję - według informatora nie może ona pełnić funkcji szefa banku i członka zarządu powiatu jednocześnie. Minister sprawę przekazał prokuraturze w Ostrołęce.
- Pod koniec sierpnia wpłynęło do nas zawiadomienie, z treści którego miało wynikać, że są przypuszczenia ustawowego zakazu łączenia działalności gospodarczej z pełnioną funkcją publiczną - potwierdza Marek Tołwiński, zastępca prokuratora rejonowego w Ostrołęce. - Z uwagi na fakt, że zarzuty się nie potwierdziły prokurator rejonowy postanowieniem z 17 września 2003 roku odmówił wszczęcia postanowienia w tej sprawie.
- Przepisy nie stanowią co prawda kategorycznie o tym, że nie można łączyć funkcji publicznej ze stanowiskiem dyrektora banku, ale radna Lewicka uznała, że najlepiej będzie zrezygnować z pracy w zarządzie powiatu - mówi Stanisław Kubeł, starosta ostrołęcki.
- Lucyna Lewicka nie chciała, żeby takie sytuacje się powtarzały i dobrowolnie zrezygnowała z funkcji w zarządzie - dodaje Krzysztof Parzychowski, przewodniczący Rady Powiatu.
- Przepisy karne ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne przewidują jedynie odpowiedzialność karną za złożenie fałszywego oświadczenia o swoim stanie majątkowym, a to w tym przypadku nie miało miejsca - tłumaczy prokurator Tołwiński.
Lewicka sama zrezygnowała z pracy w zarządzie, jak mówi "dla świętego spokoju".
- Tyle ostatnio przykrych zdarzeń ze mną związanych - mówi Lucyna Lewicka. Nie ukrywa, że na ten temat nie chce rozmawiać. - Nie lubię zamieszania wokół siebie, więc nie chciałam, żeby się w kółko do tego wracało.
Wielu ludzi nie lubi zamieszania wokół siebie. Zarówno ci, którzy piszą i ślą różne pisma, jak i ci, których one dotyczą.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki