Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Upadek SKR-u

ar
Likwidacja Spółdzielni Kółek Rolniczych w Krasnosielcu nie będzie odbywać się bezkonfliktowo. Jeszcze wyprzedaż majątku się nie zaczęła, a już są niezadowoleni.

Spółdzielnia Kółek Rolniczych w Krasnosielcu za dwa miesiące zacznie wyprzedawać majątek. Czytelnicy z Krasnosielca pytają, czy likwidatorem może być były prezes, inni skarżą się na sposób przeprowadzenia przetargu.
Rada Nadzorcza SKR w Krasnosielcu w czerwcu tego roku podjęła decyzję o postawieniu spółdzielni w stan likwidacji. 30 października w "Monitorze Spółdzielczym" ukazało się ogłoszenie o rozpoczęciu likwidacji i wezwanie wierzycieli do zgłoszenia wierzytelności w ciągu trzech miesięcy. Po tym terminie będzie można rozpocząć wyprzedaż majątku.
- Na razie sprzedaliśmy autobus za 3500 złotych, bo po co miał niszczeć - mówi prezes. - Próbujemy jeszcze wykorzystywać maszyny do różnych usług, żeby coś zarobić, ale zamówień mamy niewiele. W tej chwili pozostaje w spółdzielni czterech pracowników - ja, księgowa i dwóch kierowców. Pracujemy za grosze - księgowa dostaje 250 złotych, ja jako likwidator około 1000 złotych, a jako prezes zarabiałem 500 złotych na rękę. Należą nam się także wyrównania, które otrzymali pracownicy zwolnieni w 2001 roku, ale w tej chwili nie ma na nie pieniędzy.

Historia upadku

Spółdzielnia Kółek Rolniczych w Krasnosielcu powstała w 1973 roku. Przez kilkanaście lat, podobnie jak inne SKR-y, prosperowała z powodzeniem, świadcząc usługi dla rolnictwa. Należało do niej 21 kółek rolniczych, miała filie w Amelinie, Drążdżewie, Pienicach i samym Krasnosielcu. Kryzys rozpoczął się w początku lat 90. Coraz więcej rolników miało własny nowoczesny sprzęt. Spadło zapotrzebowanie na spółdzielcze kombajny i inne maszyny rolnicze. Zlikwidowano filie, wyprzedając majątek prywatnym przedsiębiorcom. W Amelinie w dawnej bazie SKR powstała stacja paliw, w Pienicach tartak, w Krasnosielcu firma transportowa.
W tych trudnych czasach, dwanaście lat temu, prezesem spółdzielni został Kazimierz Zaleski.
- Zaczęliśmy się chwytać różnych pomysłów, by utrzymać spółdzielnię - mówi były prezes. - Jednym z nich było podpisanie umowy z FSO w Warszawie na zatrudnienie pracowników z naszej gminy. Codziennie woziliśmy do Warszawy 90 osób. Mieliśmy dwa autokary i zarabialiśmy na dowożeniu ludzi do FSO. Ludzie byli zadowoleni, bo mieli pracę, a my mieliśmy dochód. W 1997 roku FSO zaczęło upadać i rozwiązało z nami umowę. Potem wprowadziliśmy usługi tartaczne, próbowaliśmy handlować drewnem, ale to także nie wypaliło. Na usługi rolnicze było coraz mniejsze zapotrzebowanie. Późne lata 90. stały się początkiem końca spółdzielni. W 2001 roku kto mógł, odszedł na emeryturę lub świadczenia przedemerytalne. Cztery osoby - dwóch mechaników i dwóch kierowców - musieliśmy zwolnić. Wystąpili do sądu pracy o nieprawidłowe naliczenie odpraw. Wygrali sprawę i trzeba było wypłacić odszkodowania. Obciążyło to spółdzielnię, która prawie nie przynosiła zysków, na około 20 tysięcy złotych. To było przysłowiowym gwóździem do trumny - twierdzi Zaleski.
Spółdzielnia, jak mówi, z roku na rok zaczęła przynosić straty. Zwłaszcza że konkurencją stały się firmy prywatne, świadczące podobne usługi, np. transportowe.
- W tym roku zarobiliśmy w gminie zaledwie 10 tys. złotych na transporcie żwiru. Przetargi zazwyczaj wygrywali prywatni przewoźnicy. Z usług rolniczych wykonaliśmy dziesięć godzin orki. Znacznie mniej niż w ubiegłym roku. Od pięciu lat nie podnosiliśmy ceny na wynajęcie kombajnu, ceny usługi nie pokrywały w zasadzie jej kosztów. Stało się to zupełnie nieopłacalne. Sprzęt zresztą mamy stary, rolnicy mają dziś bardziej nowoczesne maszyny.
Wobec powyższej sytuacji rada nadzorcza SKR w czerwcu podjęła decyzję o postawieniu spółdzielni w stan likwidacji.
- To nie była łatwa decyzja - mówi Wiesław Topa, przewodniczący rady nadzorczej, rolnik z Drążdżewa-Kujaw. - Ale nie widzieliśmy szans dalszego funkcjonowania spółdzielni.
Rzeczoznawca oszacował majątek trwały i ruchomy. Cenę budynków - warsztat mechaniczny, dwie wiaty, dwa magazyny - określono na 119 tys. złotych. Cenę maszyn i urządzeń na 76 tys. złotych.
Rada nadzorcza na likwidatora SKR-u powołała jej prezesa.

Czy prezes może być likwidatorem

Wątpliwość, co do tego czy prezes może być likwidatorem, zgłosił nam jeden z czytelników, sugerując, że jest to sprzeczne z prawem spółdzielczym
- Nie ubiegałem się o to, by być likwidatorem. Powołała mnie rada nadzorcza. Chyba nie ma w tym niczego niezgodnego z prawem, skoro sąd zarejestrował stan likwidacji spółdzielni z moją osobą jako likwidatorem - mówi prezes.
Przewodniczący rady nadzorczej informuje, że trzynastu członków rady obdarzyło Kazimierza Zaleskiego zaufaniem, a sąd tej decyzji nie zakwestionował.
Jak nam powiedział Czesław Bonisławski, doradca prezesa Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych, takie łączenie funkcji jest zgodne z prawem spółdzielczym, obowiązującym od 1994 roku. W projekcie nowej ustawy te funkcje będą rozdzielone.
Były prezes spółdzielni może być więc jej likwidatorem i do jego zadań należy wyprzedaż majątku spółdzielni, o czym postanowiła rada nadzorcza podejmując decyzję o likwidacji.

Lipiński przebił Maliszewskiego

Likwidator Zaleski ogłosił przetarg ofertowy na majątek trwały spółdzielni. Przetarg odbył się 21 października. Zgłosiło się dwóch oferentów z Krasnosielca: Mirosław Lipiński - właściciel firmy transportowej i Bogdan Maliszewski, właściciel firmy handlowo-usługowej. Komisja wybrała ofertę Mirosława Lipińskiego. Bogdan Maliszewski poskarżył się redakcji, że przetarg odbył się bez jego udziału i że już przed jego rozstrzygnięciem w Krasnosielcu się mówiło, że wygra go Lipiński.
- W przetargu ofertowym nie muszą uczestniczyć oferenci - twierdzi likwidator Kazimierz Zaleski. - Komisja wybiera najlepszą ofertę. Cenę przetargu wyznaczyliśmy na 120 tys. złotych. Mirosław Lipiński zaproponował kwotę o kilkaset złotych wyższą od oferowanej przez Bogdana Maliszewskiego. Nie to jednak było najważniejsze. Zagwarantował również miejsca pracy dla dwóch zatrudnionych dotychczas w SKR-ze kierowców. Jeden z nich ma kilkoro dzieci. W ofercie Maliszewskiego takich gwarancji nie było, to zaważyło na decyzji komisji - twierdzi likwidator.
Spółdzielnia na razie nie została sprzedana. Przyjęto tylko ofertę.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki