Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Uciążliwość czy zawiść

ar
Tablicę sfotografowaliśmy na początku lipca
Tablicę sfotografowaliśmy na początku lipca A. Rusinek
Mała firma produkcyjna, baza transportowa, bar piwny zlokalizowane wśród prywatnych posesji często przeszkadzają sąsiadom. Do redakcji co i raz trafiają skargi na uciążliwe sąsiedztwo.

Konflikty ciągną się latami, rozpatrywane przez urzędy, sądy administracyjne, czasem badane przez prokuratury. Żadna decyzja administracyjna nie zadowoli obu stron, z których każda przedkłada swoje racje: właściciele drobnych interesów argumentują, że muszą z czegoś żyć, a ich sąsiedzi domagają się spokoju, ciszy i zdrowego powietrza.

Taki konflikt ciągnie się od lat w Szczukach (gmina Płoniawy). Pisaliśmy o nim już kilka lat temu. Firma Jana Budnego Wakad, produkująca ościeżnice okienne, położona jest przy wąskiej uliczce, między innymi, ciasno stłoczonymi domami. Sąsiedzi skarżą się na nieustanny hałas i smród farby, którą malowane są okienne ramy.
- Od rana do wieczora słuchamy zgrzytu cięcia metali, pod oknami dudnią ciężkie tiry, ledwie mieszczące się w uliczce. Ale najgorszy jest zapach farby. Ościeżnice malowane są pod wiatą, na powietrzu, trudno wytrzymać. Nie można wysiedzieć w ogródku przed domem - mówi Irena Jarzębska, sąsiadka firmy Wakad. To samo dokucza sąsiadom z drugiej strony. Na sąsiedztwo firmy skarżą się także Pietrzakowie, starsi ludzie, którzy są rodziną Budnych.

- Ciągle pracują maszyny, nie ma chwili spokoju - twierdzi Maria Pietrzak, choć jej dom odgrodzony jest od działki, na której stoi warsztat Budnego, kilkudziesięciometrowym ogrodem i hałas nie powinien już być tutaj tak dokuczliwy. - A poza tym śmierdzi farbą. Wczoraj tuż za moim płotem palili plastiki. Smród był nie do wytrzymania - zapewnia
Pietrzakowie bezpośrednio sąsiadują z posesją Budnych, oddaloną o dwa gospodarstwa od warsztatu. Budnym więc hałas z własnej firmy też raczej nie przeszkadza.

- To wszystko są rodzinne zawiści - uważa żona Jana Budnego. - Pietrzak to brat mego ojca. Póki korzystali z naszej pomocy w różnych sprawach, wszystko było w porządku. Jak mąż przestał im za darmo pomagać, zaczęły się waśnie. Od lat podburzają sąsiadów. Piszą skargi, gdzie się da.
- Są dwa prawomocne orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego zakazujące produkcji, ale oni to lekceważą - informuje Maria Pietrzak.
Budna zapewnia, że obecnie niczego nie produkują, złożyli wniosek o zmianę przeznaczenia działki pod działalność handlowo-usługową. Jednakże przy wlocie do uliczki nadal stoi szyld reklamujący produkcję ościeżnic. A zza bramy firmy, opatrzonej ostrzeżeniami "Ostry pies" i "Nieupoważnionym wstęp wzbroniony", mimo zamkniętych drzwi warsztatu dobiega ostry dźwięk ciętego metalu. Pod wiatą zgromadzone są ościeżnice.

- Jan Budny ma firmę od kilkunastu lat, zarejestrowaną w sądzie. Ale produkuje nielegalnie - mówi Andrzej Ślaski, inspektor ds. budownictwa i planowania przestrzennego w Urzędzie Gminy w Płoniawach. - Dwa razy zwracał się przed laty do Urzędu Gminy o zgodę na lokalizację warsztatu na tej działce. Za trzecim razem wójt zgodę wydał, ale sąsiedzi od tej decyzji się odwołali. Uchyliło ją Samorządowe Kolegium Odwoławcze. Od tego z kolei odwołał się Budny do NSA. Sąd utrzymał postanowienie kolegium w mocy. Wówczas Jan Budny złożył wniosek o zmianę przeznaczenia działki na handlowo-usługową (na materiały budowlane i przemysłowe). Odmówiliśmy, uważając, że takie usługi mogą być również uciążliwe dla sąsiedztwa i będą kolejne protesty. Budny zaskarżył decyzję wójta do SKO. Kolegium odesłało ją do ponownego rozpatrzenia, sugerując, że ten rodzaj usług byłby dopuszczalny. Wydaliśmy więc decyzję pozytywną. Ale SKO znów ją uchyliło, bo okazało się, że nie są uregulowane sprawy własności sąsiedzkich gruntów. Sytuacja obecnie jest taka: architekt przygotowuje decyzję lokalizacyjną pod działalność usługowo-handlową. Jeżeli zaakceptuje ją wydział planowania przestrzennego Urzędu Wojewódzkiego, wójt wyda pozytywną decyzję - Andrzej Ślaski relacjonuje urzędowe korowody, pokazując dwie grube teczki akt rejestrujących sąsiedzki konflikt.

- I ten konflikt jest wciąż otwarty, bo żadna decyzja nie zadowoli obu stron - twierdzi Ślaski. - Zwłaszcza że w grę rzeczywiście wchodzą zadawnione nieporozumienia rodzinne.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki