MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Typowy polski poprawczak

Anna Suchcicka
Zakład poprawczy to ostatnie, najsroższe ogniwo w karaniu młodzieży. W Polsce są 34 takie zakłady. Jeden z nich znajduje się w Laskowcu koło Ostrołęki.

O poprawczakach krążą dwa mity. Jedni twierdzą, że za wysokimi murami siedzą biedne dzieci, nad którymi pastwią się psychopatyczne osiłki, inni - że w zakładach umieszcza się morderców, których w zasadzie powinno trzymać się w zgniłej wodzie na zgniłej słomie. Poprawczaki najczęściej traktowane są jako potencjalne zagrożenie i budzą lęk, zwłaszcza wśród mieszkańców, którym przyszło mieszkać w ich bezpośrednim sąsiedztwie.
- Tymczasem, statystycznie biorąc więcej problemów sprawiają miejscowi, niż chłopcy z poprawczaka - zapewnia Jan Kempisty, dyrektor Zakładu Poprawczego i Schroniska dla Nieletnich w Laskowcu koło Ostrołęki.
Podobne zdanie ma wicedyrektor Stanisław Majewski.
- Placówka nie stwarza zagrożenia dla okolicznych mieszkańców - zapewnia wychowawca. - Zdarzały się sytuacje, że chłopcy jadąc albo wracając z przepustki upijali się i awanturowali na dworcu lub w pociągu, ale nie jest to regułą. Takie historie zdarzają się również ludziom, którzy nie są pensjonariuszami naszego zakładu. Nie możemy swoich wychowanków izolować. By przywrócić ich społeczeństwu, musimy zapewnić im kontakt ze światem. Izolacja rodziłaby patologie.

Po drugiej stronie muru

Typowy polski poprawczak

Kilka lat temu poprawczaki zaczęto humanizować. W Laskowcu hasła humanizacji objawiły się zdjęciem z muru drutów kolczastych i zaowocowały wzrostem ucieczek - notowano ich wówczas nawet 60-80 rocznie. Trzy lata temu druty powróciły, a wraz z nimi pojawiło się dziewięć kamer, szyby antywłamaniowe i przybyło strażników.
- Doszliśmy do wniosku, że musimy wzmocnić zabezpieczenia. Postanowiliśmy nieco poprawić warunki pracy i wprowadzić trochę techniki - wspomina Kempisty, który jest dyrektorem poprawczaka w Laskowcu od czterech lat.
Zmiany dały wymierny efekt, liczba ucieczek spadła do trzech - czterech rocznie. Chłopcy także znacznie lepiej wracają z przepustek. Kiedyś nie wracał w terminie co czwarty, teraz spóźnia się 6-7 proc. Może oprócz techniki zadziałała konsekwencja wychowawców.
- Chłopak, który nie wrócił o czasie, musi potem bardzo długo czekać na jakiekolwiek dobro - wyjawia dyrektor. Owo dobro to m.in. kieszonkowe, wyprawy w góry, spływy kajakowe, przepustki.
Mury w Laskowcu kryją zakład poprawczy, czyli zakład karny dla młodzieży i schronisko dla nieletnich. W schronisku, podobnie jak w areszcie, umieszczane są osoby czekające na wyrok.
Podostrołęcki półotwarty poprawczak nie jest wyjątkowy. To jeden z najbardziej klasycznych poprawczaków w Polsce. Te mniej typowe to zakłady specjalne dla dzieci z upośledzeniem umysłowym, zakłady dla nosicieli wirusa HIV, zakłady dla uzależnionych i zakłady o wzmożonym nadzorze wychowawczym. Trafiają do nich osoby, które nie potrafią funkcjonować w zakładach o lżejszym rygorze i osoby, które mają na sumieniu przestępstwa wyjątkowo drastyczne.
W Laskowcu próbuje się przywrócić społeczeństwu osiemdziesięciu chłopców. Trafili tu za kradzieże, wymuszenia, pobicia i morderstwa. Ilu z nich wraca na ścieżkę przestępstwa po wyjściu z zakładu? Nikt takich statystyk nie prowadzi. Ale prawdopodobnie większość.
- System jest chory - twierdzi Kempisty mówiąc, że brakuje profilaktyki i opieki następczej. - Chłopcy wracają do swoich, często patologicznych rodzin, gdzie szybko z ich głów wyparowują zasady wpajane w poprawczaku. Gdyby Ostrołęka była dużym miastem, w którym można byłoby znaleźć pracę i mieszkanie, to nasi podopieczni być może zostawaliby tu i byłaby to dla nich szansa na normalne życie. Teraz wracają do punktu wyjścia, w patologię, z której wyszli.

Zasada "marchewki"

O traktowaniu podopiecznych w poprawczaku nie decyduje przestępstwo, którego się dopuścili. Najważniejszym kryterium jest poziom demoralizacji.
- Bywa, że ktoś zamordował, ale stopień jego demoralizacji jest nikły - wyjaśnia Stanisław Majewski. - Pamiętam chłopca, który zabił własnego ojca. Czyn straszny, ale sędzia wypuścił chłopaka na wolność. W tym przypadku przestępca okazał się w zasadzie ofiarą. Zabił ojca, który był przez wiele lat katem swojej rodziny.
Ze statystyk wynika, że wychowanie w poprawczaku odbywa się głównie za pomocą "marchewki" - od listopada 2002 r. w Laskowcu zostosowano 69 kar i 425 nagród. Nagrodą może być: pochwała, zezwolenie na rozmowę telefoniczną na koszt zakładu (wychowankowie nie mogą mieć telefonów komórkowych), przyznanie nagrody rzeczowej lub pieniężnej (zwykle jest to podwyższenie kieszonkowego), zgoda na wykonanie przedmiotu lub usługi w warsztatach szkolnych "na wynos", udział w różnego typu imprezach, skrócenie lub zawieszenie uprzednio stosowanego środka dyscyplinarnego, przepustka, urlop, przedstawienie do zwolnienia. Karą jest: upomnienie, nagana, zawiadomienie rodziców, sądu, cofnięcie zezwolenie lub nieudzielanie zezwolenia na rozmowy telefoniczne na koszt zakładu na miesiąc, obniżenie kieszonkowego, cofnięcie zgody lub jej nieudzielanie na udział w imprezach, zakaz opuszczania zakładu (raz w miesiącu w grupach wychowankowie mogą iść do kina, na basen albo do kawiarenki internetowej), przeniesienie do innego zakładu.
Bardzo bolesny jest zakaz udziału wychowanków w corocznie organizowanym wyjeździe w Bieszczady.
- Im więcej im oferujemy, tym mamy większy zakres środków wychowawczych. Jeśli wiedzą, że mają jakieś dobra, które mogą osiągnąć, to się starają - komentuje Kempisty.
Jedną z najbardziej drastycznych kar jest odosobnienie. Oddzielny pokoik z plastikowym krzesłem i stolikiem, a na noc materac i koc. Jedyną rozrywką jest uczenie się regulaminu i odrabianie lekcji. Jeśli delikwent ma ochotę ozdobić ściany izolatki, musi się liczyć z tym, że jego najbliższe kieszonkowe zostanie przeznaczone na zakup farby. Odosobnienie może trwać do 14 dni. W dniu naszych odwiedzin w samotności siedziało dwóch chłopców: jeden z nich zwymyślał nauczyciela przy całej klasie, drugi był inicjatorem pobicia.
Osoby, które zagrażają życiu - swojemu lub cudzemu - albo w jakiś znaczący sposób dezorganizują życie zakładu, trafiają do izby izolacyjnej. Izba ta przypomina tzw. "dołek" - prycza i stolik nie jest osobnym meblem, ale wypukłością podłogi.
By agresji było jak najmniej - do dyspozycji wychowanków jest sala gimnastyczna i boisko. Do niedawna była też siłownia. Zrezygnowano z niej, gdyż przez mury zaczęły przenikać sterydy.
- "Koks" w połączeniu z siłownią i z agresywną psychiką jest dosyć wybuchową mieszanką - twierdzi Kempisty. - Zdarzało się, że gdy chłopak robił się większy, zaczynał się czuć zbyt pewnie. Z reguły obijał słabszych, nie dlatego, że mu podpadali, ale dlatego by sprawdzić, na ile jest mocny. Doszliśmy do wniosku, że siłownia w zakładzie poprawczym, to jakby rozwijanie ich warsztatu pracy. Jedyny zysk byłyby taki, że ich ofiara krócej by się męczyła - żartuje dyrektor.

Lekarze od moralności

W Laskowcu podobno nie broją

Czy sąsiedztwo domu poprawczego to potencjalne zagrożenie? - pytaliśmy mieszkańców Laskowca. Żadna z pytanych przez nas osób nie przytaknęła. Zapytani, odpowiadali dobierając różne słowa, ale sens ich wypowiedzi był jednakowy: - Nie słyszałem, aby komukolwiek z tego powodu coś się stało, poprawczak to miejsce, jak każde inne, a nie jakieś źródło zła - stwierdził Wiesław Kisiel, miejscowy przedsiębiorca. Podobną opinię wyraziła Eugenia Kowalska, starsza kobieta napotkana przed sklepem: - Wszyscy się tu do nich przyzwyczailiśmy, zresztą oni tu nie broją, jest spokój. Niemal identyczna wypowiedź padła z ust zapytanej przez nas młodej kobiety pracującej w sklepie: - Dla nas to normalne i żadnych kłopotów z tego powodu nie ma - skwitowała nasze pytanie.
- Dom poprawczy to kilka stanowisk pracy, a o pracę trudno - dodała 50-letnia kobieta objuczona siatkami. - Chłopcy z poprawczaka nie są dla nas zagrożeniem, ja przynajmniej nie pamiętam, by kiedykolwiek coś złego z ich strony spotkało kogoś z miejscowych. Może na ucieczkach coś czasem przeskrobią, ale ucieczek jest niewiele.
Karolina i Ania mają po 14 lat i mieszkają w szarym bloku niemal przy bramie zakładu. Twierdzą, że do swoich sąsiadów już dawno się przyzwyczaiły i nie mają wiele kontaktów z wychowankami poprawczaka. - Chłopcy wychodzą czasem z wychowawcą albo ze strażnikiem. I to wszystko - mówią nastolatki.
Magda, która ma dwadzieścia kilka lat w Laskowcu spędziła dzieciństwo. Gdy mówię poprawczak, jej pierwsze skojarzenia mkną do sądu. - Doskonale pamiętam, jak chłopcy z poprawczaka pomagali mojemu dziadkowi zbierać jabłka, a mnie w któreś wakacje nauczyli pływać. Można powiedzieć, że ja się wśród nich wychowywałam. Dla miejscowych wychowankowie zakładu byli zawsze bardzo przyjaźni i zawsze, gdy było trzeba - pomagali, czasem za kilka groszy, czasem za darmo - wspomina Magda.

- Jesteśmy lekarzami od chorej moralności. Czasem kuracja jest bolesna, czasem nie widać jej efektów, ale nie obrażamy się na swoich pacjentów - mówi Majewski. - Nasi podopieczni to nie harcerze i jak czasem coś między nimi iskrzy, to nie oplują się kaszą.
Według prawa chłopcy wychodzą z zakładu w wieku 21 lat, nawet gdyby byli wielokrotnymi mordercami. Kilka lat na meblowanie w ich umysłach mają wychowawcy zakładu. Pomocne w tym jest umiejętne posługiwanie się psychologią i przestrzeganie pewnych reguł. Jedną z nich jest niechęć do przestępców z okolic Ostrołęki.
- Przyjmujemy ostrołęczan do schroniska, bo jest rejonizacja, ale w poprawczaku ostrołęczan, nie chcemy - podkreśla wychowawca. - Odsyłanie chłopców z Ostrołęki zapobiega, i to skutecznie, m.in. przemycaniu narkotyków i anabolików.
Lekarze od chorej moralności czasem idą na emeryturę, wówczas musi ich ktoś zastąpić.
- Któregoś roku przewinęło się trzydziestu wychowawców - wspomina dyrektor. - Rezygnowali sami, czasem po dwóch miesiącach, czasem po dwóch godzinach. Najszybciej odchodziły kobiety. Nie wytrzymywały traktowania przez wychowanków w kategoriach obiektów seksualnych. Chyba nie wystarczy dyplom uczelni, trzeba mieć to coś, co pozwoli znaleźć z podopiecznymi kontakt. Trzeba ich umieć zdominować i być dla nich atrakcyjnym. Jeśli chce się zdobyć jakikolwiek efekty pracy, to nie da się tego robić na zimno, potrzeba minimum akceptacji, a jeszcze lepiej, gdy się jest lubianym.
Chłopcy nie manifestują sympatii.
- Gdyby któryś z nich uzewnętrznił sympatię do wychowawcy, podziękował, albo zachował się wyraźnie dobrze, wzbudzi to negatywny odzew wśród pozostałych. "Jeśli jesteś sympatyczny, to prawdopodobnie donosisz" oni tak to interpretują - wyjaśnia Kempisty.

Mikołaj z poprawczaka

Poprawczak daje szansę na uzyskanie zawodu - w Laskowcu można zdobyć papiery ślusarza, tokarza, stolarza, technologa robót wykończeniowych i spawacza. Na cenzurce żaden wpis nie mówi o miejscu jej uzyskania. Jednym z sygnałów świadczących o zmianach w głowach młodzieży jest chęć niesienia pomocy innym. Od siedmiu lat młodociani przestępcy organizują akcję "I ty możesz zostać świętym Mikołajem", odkładają na prezenty z kieszonkowego, kwestują na ulicach i wykonują różne przedmioty na sprzedaż. Potem zakładają stroje Mikołaja i elfów, i zakupione prezenty sami zawożą do potrzebujących. Od lat uczestniczą także w kwestowaniu na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, pomogli w remoncie domu pomocy społecznej i wyszli z akcją pomocy dzieciom z domu dziecka.
- Tu w zakładzie czasami zdarzają się problemy, ale na zewnątrz potrafią się zmobilizować i zbierać dobre recenzje - chwali Majewski. - Może dlatego, że potrafią wczuć się w sytuację osób potrzebujących, przecież sami pochodzą najczęściej z bardzo biednych rodzin. I nie jest to sposób na podlizanie. My się znamy, jesteśmy ze sobą na co dzień i podlizywanie od święta nie miałoby żadnego sensu. Zresztą nie ma z tego powodu żadnych przepustek ani innego typu profitów.

Dola Szczepana

Import przestępców

Mirosław Dąbkowski, komendant miejski policji w Ostrołęce uważa, że zagrożenie ze strony wychowanków domu poprawczego w Laskowcu jest nie tylko potencjalne.
- Umieszczanie kolejnych osób w domu poprawczym jest swego rodzaju "importowaniem" młodocianych przestępców na teren Ostrołęki. Podczas korzystania z przepustek lub w trakcie ucieczek popełniają przestępstwa polegające na: rozbojach, napadach, "wyrywach" torebek, włamaniach do mieszkań, włamaniach do samochodów, kradzieży radioodtwarzaczy i kradzieży samochodów. Dodatkowo zamiast pilnować porządku i bezpieczeństwa publicznego na terenie Ostrołęki, policjanci muszą konwojować wychowanków Laskowca na znaczne odległości, bo niejednokrotnie ich procesy odbywają się na drugim końcu Polski. Jest to spowodowane tym, że w trakcie pobytu w zakładzie poprawczym, wychowankowie często mają prowadzone inne sprawy karne na terenie swojego ostatniego miejsca pobytu.

Z badań Najwyższej Izby Kontroli wynika, że poprawczaki są bardzo drogie, przeciętnie utrzymanie pensjonariusza kosztuje 6 tys. zł miesięcznie. Wraz z raportem NIK-u podniosły się głosy, że za duże pieniądze pakuje się w przestępców, zamiast np. w domy dziecka.
- Twierdzi się, że resocjalizacja jest droga i przynosi mierne rezultaty. Ale nikt nie mówi, że brakuje opieki następczej - mówi Kempisty. - Chłopak, który stąd wyjdzie, bez dalszego wsparcia długo się nie utrzyma. Nikt nie robi badań, ile kosztowałby taki chłopak pozostawiony na wolności, ile wybiłby szyb w samochodach, ile by ukradł, nie mówiąc o stratach tak niewymiernych jak ludzkie życie.
Z przepełnienia poprawczaka w Laskowcu wynika, że młodocianych przestępców przybywa. Już w tej chwili potrzebny jest w Polsce nowy zakład poprawczy.
Czy wysiłki pracowników poprawczaków pójdą na marne? Prawdopodobnie w znacznej części. O plany na przyszłość zapytaliśmy Rafała i Szczepana, których zastaliśmy przy smażeniu naleśników. 15-letni Rafał z Białej Podlaskiej, który do zakładu dostał się, jak sam twierdzi "za wszystko", jeszcze nie myśli o przyszłości. - Wrócę do domu, zobaczymy - mówi. Jego kolega, 18-letni Szczepan z Siemiatycz (włamania, kradzieże, pobicia), zaczyna się zastanawiać. - Zrobiłem kurs spawacza, z tymi papierami mogę jechać nawet do Niemiec, albo do Francji. Dostałem taki certyfikat i nigdzie nie jest napisane, że uczyłem się w poprawczaku - chłopak jest wyraźnie dumny ze swoich osiągnięć.
Takich Szczepanów jest więcej, ale po powrocie do domu bywa, że przestaje im się cokolwiek chcieć, idą z tatą na "obciach", zostają żołnierzami gangu i szybko trafiają za dorosłe kraty.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki