Trzy pytania do Mariana Sikorskiego, prezesa Koła Łowieckiego "Bór" w Długosiodle

Elwira Czechowska
- Poluje Pan już ponad 20 lat. Czym dla Pana jest myślistwo: pasją, pracą, służbą?

- Mój dobry kolega, śp. Zbyszek Pożoga, powiedział kiedyś: "Moim drugim życiem jest łowiectwo". I chyba się nie pomylił. Ja nie traktuję łowiectwa jako chodzenia na polowanie, strzelanie, choć taki jest często niestety społeczny odbiór naszej działalności. Łowiectwo to nie jest polowanie. Najpierw trzeba coś zrobić dla zwierzyny. Takie jest podejście moje i moich kolegów z Koła "Bór". Nawet jak przyjmujemy młodych adeptów na staż, a mamy bardzo dużo chętnych, to obserwujemy ludzi, którzy chcą do nas dołączyć, staramy się ich poznać i niestety jest selekcja, ponieważ dla kogoś, kto chce sobie tylko postrzelać, nie ma u nas miejsca. To jest naprawdę poza przyjemnością bardzo ciężka praca każdego z członków Koła. W lesie trzeba pracować i współpracować między sobą, a także z leśnikami, przyrodnikami.

- Na czym polega praca myśliwych, którzy powszechnie postrzegani są właśnie głównie jako uczestnicy polowań?

- Nasze podstawowe zadanie to dbałość o prawidłową gospodarkę łowiecką. To przede wszystkim prace hodowlano-gospodarcze. Dokarmiamy zwierzynę, wsiedlamy zagrożone gatunki, szczególnie drobnej zwierzyny m.in. zająca, kuropatwy, bażanta. Na podstawie rozporządzenia o odszkodowaniach za szkody wyrządzone przez zwierzynę dziko żyjącą odpowiadamy, także materialnie, za takie szkody, dlatego musimy dbać o dokarmianie zwierzyny, aby nie wychodziła w uprawy i nie wyrządzała rolnikom szkód. Ewentualne straty pokrywamy z własnych składek, podobnie jak inne wydatki związane z naszą działanością. Ponadto organizujemy wystawy, współpracujemy ze szkołami w zakresie edukacji przyrodniczej, ekologicznej. To są takie nasze zadania społeczne. Jest też oczywiście edukacja własna i dbałość o zachowanie kultury i tradycji łowieckiej.

- Czy łowiectwo ma przyszłość? Jakie wyzwania stoją przed myśliwymi?

- Ma przyszłość, aczkolwiek nie w takim wymiarze jak dzisiaj. Zmienia się wszystko dookoła, także podejście do łowiectwa. Ale zmieniają się także reguły rządzące lasem. Wielbiony dziś przez ekologów lis kiedyś spełniał zupełnie inną rolę. Lis - sanitariusz mówiło się nawet. A dzisiaj lisy mają wiele chorób, deformacji, pasożytów. Robią potworne szkody w zwierzynie drobnej (kuropatwy, bażanty). U nas jest wręcz obowiązek odstrzeliwania lisa. Wobec wyrządzanych przez lisy szkód musieliśmy wsiedlać bażanta po to, żeby ten gatunek nie wyginął. Nie po to, żebyśmy mieli do czego strzelać, bo od wsiedleń w 2006 roku nie urządziliśmy jeszcze ani jednego polowania na bażanty.

Zmienia się mentalność ludzi. Kiedyś nie było takiego oporu i sporów. Gdy zwierzyna zrobiła szkodę, łatwiej było o zrozumienie ludzkie, współpracę, a teraz ludzie czekają tylko na odszkodowanie. To idzie w złym kierunku. Wyzwania jakie przed nami stoją to przede wszystkim praca nad utrzymaniem obecnego stanu zwierzyny, szczególnie drobnej; dokarmianie i dbanie, żeby zwierzyna nie wychodziła na pola i nie robiła szkód. Musimy również dbać o dobre relacje w środowisku, w którym funkcjonujemy.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie