MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Trzy małe, białe chryzantemy

anek
Kiedy w Święto Zmarłych zapala trzy małe, białe znicze na grobie trójki swoich dzieci, powraca to samo od czterech lat pytanie. Dlaczego los tak okrutnie odwrócił role? Przecież to jej dzieci powinny kiedyś zapalać znicze na jej grobie, nie na odwrót…

Pierwsze dziecko Narew zabrała jej dziesięć lat temu. Sześć lat temu rzeka, sąsiad zza płotu, upomniała się o kolejną dwójkę. Dziś na malutkim cmentarzu w rodzinnej parafii matka staje przed skromną mogiłką trójki swoich dzieci i spoglądając na bieluśkie małe chryzantemy myśli o płowych główkach.
To była tragedia, która wstrząsnęła okolicą. W Narwi utonęło rodzeństwo. Brat skoczył na ratunek tonącej siostrze i oboje zginęli w odmętach rzeki. Mieli po kilkanaście lat. Sześć lat wcześniej, trochę dalej w tej samej rzece, utonął ich najstarszy brat. Matka, której woda odebrała trójkę dzieci, nigdy nie pogodziła się z tą tragedią i nie potrafi normalnie żyć, choć w domu ma jeszcze czworo dzieci. Zresztą jak pozbierać się po czymś takim? Stracić jedno dziecko to niewyobrażalny dramat, a co dopiero trójkę?
Na malutkiej mogiłce stawia zawsze trzy białe chryzantemy i trzy białe znicze. Najpierw miał tu leżeć tylko Jacuś. Pierwsze dziecko, dorodne, mądre. Po co poszedł wtedy nad rzekę?! Przecież tak go przestrzegała. Potem przez całe sześć lat strzegła swoje dzieci przed Narwią. Strzegła, jak umiała. Aż do tamtego upalnego dnia. Bartek wskoczył ratować Anię, która brodząc przy brzegu nagle znikła w toni i przeraźliwie wołała pomocy. Potem znikli oboje. Zemdlała, gdy po nią przybiegli. Nie mogła uwierzyć, że woda okazała się tak zaborcza, tak chciwa, tak bezlitosna! Jak żyć z taką raną w sercu? Najpierw patrzyła przez okno na znienawidzoną rzekę myśląc, że może by dołączyć do dzieci. Potem coś w niej zgasło, ale nie umarło, bo przecież pozostała jeszcze w domu czwórka drobiazgu. I nauczyła się z tym godzić, tylko jak przychodzi Święto Zmarłych albo Wigilia, zawsze wyrzuca losowi, że ją tak okrutnie potraktował.
Wieś i okolica z czasem zapomniały o trójce małych topielców i wróciły do swoich codziennych trosk.

Te znicze zawsze będą płonąć…

Zasnęli obaj w samochodzie, bracia, na zawsze. Pogrążeni w wiecznej rozmowie nie zdążyli pożegnać swoich rodziców. Mieli wyfrunąć z rodzinnego gniazda w świat. Wfrunęli w ciemność. Młodzi, zdrowi, weseli, pełni planów, duma i radość rodziców - i nagle pustka, ciemność i nagrobek pełen zniczy. Trudne to pierwsze Święto Zmarłych, gdy trzeba stanąć przed grobem dwóch ukochanych synów.
Ta śmierć też wstrząsnęła okolicą. Dwóch braci zatruło się śmiertelnie spalinami w samochodzie w zamkniętym garażu. Prawdopodobnie tak zwyczajnie chcieli pogadać, zrobiło się im chłodno, więc odpalili silnik samochodu. Nie pomyśleli, że w zamkniętym garażu spaliny mogą się okazać śmiertelne.
Ta śmierć wstrząsnęła młodymi ludźmi w Wyszkowie. Taka przypadkowa, niepotrzebna, bezsensowna. Na pogrzebie setki młodych osób zadawały sobie pytanie, czy można jej było uniknąć. Jeszcze przez kilka tygodni o niej debatowali. Potem każdy z nich wrócił do swojego młodego życia, bo świat jest przecież dla żywych.
Ale rodzice chłopaków do normalnego życia nie wrócą pewnie nigdy. Bo jak wrócić? Bo jakie to życie? Z czego się cieszyć i na co czekać? Przecież wszystko, co teraz dla swoich dzieci mogą zrobić, to postawić najpiękniejszy nagrobek, znicze, kwiaty… i to wszystko. Nie można im już wyprasować spodni, upiec ulubionego ciasta czy załatwić zwolnienia, gdy trafia się trudna klasówka. Można tylko pilnować, by płonące na ich grobie znicze nigdy nie zgasły.

W czterech ścianach nagrobków

Cała jej rodzina jest na cmentarzu. Cmentarz to takie ważne miejsce w jej niespełna czterdziestoczteroletnim życiu, odwiedzane nie tylko przy okazji Święta Zmarłych. Tu systematycznie odwiedza dziadków, tatę, męża, dwoje dzieci i drugiego męża… Wszyscy, których kocha, są na cmentarzu. Drobna, filigranowa czarnulka pakuje samochód chryzantemami i zniczami. Wygląda, jakby prowadziła obwoźny przedcmentarny handel. A te wszystkie kwiaty i świeczki to dla jej najbliższych, których straciła w trzech wypadkach samochodowych.
Najpierw ojca - tak głupio, przez tragiczny przypadek, bo wsiadł do przypadkowego samochodu, który się rozbił. Chciał jechać okazją, żeby było szybciej. Nie dojechał do domu…
Nie dojechała i ona, Ela z rodziną, na wczasy nad morze, szesnaście lat temu. Byli prawie na miejscu, gdy ich zastawa nagle uderzyła w drzewo. Na miejscu zginął mąż i czteroletnia córeczka. Sześcioletni synek walczył o życie, po kilku dniach też zmarł. Przeżyła tylko ona. Gdy nie udało się w kilkakrotnych próbach do rodziny dołączyć, na cmentarzu urządziła sobie wspólny z nimi dom, na ławeczce przed nagrobkiem spędzając całe dnie.
Czas, najlepszy lekarz, zaopatrzył kiedyś tę otwartą ranę. Bolała nadal, ale już inaczej. Udało się jej spotkać człowieka z taką samą raną. Leczyli się nawzajem. Aż do tego roku, gdy na tej samej trasie, także w wypadku samochodowym, zginął i on. Kiedy o tym usłyszała pomyślała, że to jakiś makabryczny żart, bo przecież niemożliwe, żeby los był dla niej aż tak okrutny i drugi raz odebrał wszystko. A jednak… Tylko jak budować kolejny dom na cmentarzu? Skąd wziąć tyle siły? Miała psiaka, małego, kochanego jamnika. Gdy została po raz drugi sama, był jedyną żyjąca istotą, która na nią czekała, którą trzeba się było zaopiekować - takim czworonożnym powodem do życia. Kilka dni przed Świętem Zmarłych jamnik zginął. Pod kołami samochodu sąsiada, przejechany na śmierć.

*

Tak trudno pogodzić się z odejściem bliskiego. Tak niewiele pozostaje po takim odejściu - znicz, kwiatek i oczywiście pamięć, wspomnienie, ale cóż to w porównaniu z uśmiechem, ciepłem i obecnością tego, kogo kochamy. Kochajmy więc, póki jest obok, póki jest na to czas, póki można - nie tracąc czasu na zadawanie bólu i gonitwę za wszystkim i za niczym. Jakże szybko i nieoczekiwanie może się okazać, że to wszystko, to tak naprawdę nic.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki