To skandal! Lekarze w dwóch szpitalach nie rozpoznali u pacjenta sepsy. Mężczyzna zmarł

Mieczysław Bubrzycki
Rodzina Rutkowskich w komplecie, podczas komunii Pawła, trzy dni przed śmiercią głowy rodziny
Rodzina Rutkowskich w komplecie, podczas komunii Pawła, trzy dni przed śmiercią głowy rodziny M. Bubrzycki
Roman Rutkowski zmarł w szpitalu na sepsę. Miał 44 lata. Gdyby lekarze w dwóch innych szpitali rozpoznali, na co jest chory, nie osierociłby dwójki małych dzieci...

Roman Rutkowski od urodzenia mieszkał we wsi Łętownica - Parcele koło Andrzejewa. Był najmłodszym z czterech braci, więc pozostał na ojcowiźnie.
Ojciec zmarł, gdy Roman miał dwadzieścia parę lat. Został z matką. Czas szybko leciał, Roman pracując ciężko w gospodarstwie przekroczył trzydziestkę. Już się wydawało, że zasili szeregi wiejskich starych kawalerów, ale los się do niego uśmiechnął.

Szczęśliwy maj
- Romana poznałam przez koleżankę z pracy - opowiada Elżbieta Rutkowska. - Pochodzę spod Zambrowa, a mąż koleżanki z tych stron. Powiedziała kiedyś, że zna porządnego chłopaka, w sam raz dla mnie.
Ślub wzięli 12 czerwca 1999 roku w Zambrowie. Miało być huczne weselisko, ale trzy miesiące wcześniej zmarła matka pani młodej. Wesela nie było, po ślubie podano obiad dla najbliższej rodziny.
Młoda para zamieszkała w Łętownicy - Parcelach. Elżbieta codziennie dojeżdżała do pracy w zambrowskim ZUS-ie, Roman pracował w gospodarstwie. Wkrótce przyszedł na świat Paweł. To było w środę, 17 maja. Niemal dokładnie cztery lata później Elżbieta urodziła Tomka. Też w maju, dwunastego, i też w środę.
Można więc było powiedzieć, że maj jest szczęśliwym miesiącem w ich życiu.

Rodzinne spotkanie
Tegoroczny maj też zapowiadał się dobrze. Oprócz urodzin obu chłopców, mieli jeszcze jedną ważną uroczystość. 17 maja Paweł obchodził nie tylko dziewiąte urodziny, ale miał przystąpić także do I Komunii Świętej. Bardzo ważna uroczystość, więc po raz pierwszy Rutkowscy mieli zaprosić tak dużo gości: rodzinę, sąsiadów i znajomych. To także miała być okazja do rodzinnego spotkania z okazji dziesiątej rocznicy ich ślubu, która przypada niecały miesiąc później.

Dom mają niewielki, parterowy. Roman, który już trzecią kadencję jest sołtysem i dość często bywa w Andrzejewie, wiedział, że w gminie mają duży namiot. Zmieścić się w nim może nawet i 100 osób. Gdy jest ciepło, lepszego rozwiązania nie trzeba, zwłaszcza że podwórko jest duże.

Roman Rutkowski porozmawiał z wójtem i wkrótce przywiózł namiot. W piątek, 15 maja, po południu, z pomocą sąsiadów zaczął go rozstawiać. Mieli trochę kłopotów, napocili się, ale udało się.
Wieczorem Roman Rutkowski powiedział żonie, że pod prawą pachą wyskoczył mu jakiś guzek, a ramię zaczęło puchnąć. Ponadto ręka go jakoś dziwnie boli. Wyglądało to podejrzanie, więc postanowili jechać na pogotowie.

- Ostrowi w ogóle nie znam, a najbliższy szpital mamy w Zambrowie - wspomina Elżbieta Rutkowska. - Z tym miastem jestem związana od urodzenia, tam chodzę do lekarza zarówno ja, jak i dzieci. Roman ma lekarza rodzinnego w Andrzejewie, ale tej nocy pojechaliśmy do Zambrowa.
Lekarz z pogotowia obejrzał pacjenta, ale nie wiedział, co mu jest. Spytał, czy mężczyzna pracuje fizycznie. Uznał, że to może być efekt nadwerężenia ręki. Dał skierowanie na USG i rentgen, kazał jechać do domu.

Bez pożegnania
Ponieważ dolegliwości nie ustępowały, w niedzielę, po porannym obrządku, Rutkowscy pojechali do szpitala w Łomży. Tam wykonano Romanowi badanie ultrasonograficzne, zrobiono też prześwietlenie klatki piersiowej. Wyniki obu badań nie dały lekarzowi podstaw do niepokoju (podejrzewał jedynie naderwanie mięśnia piersiowego), nie zlecił też wykonania dodatkowych badań. Wypisał ketonal - środek przeciwbólowy i wypuścił pacjenta.

Ledwie zdążyli na uroczystości w kościele. Roman Rutkowski nawet się nie umył, do kościoła w Andrzejewie wchodzili jako ostatni.
- Obserwowałam męża podczas mszy, widać było, że jest jakiś nieswój - opowiada Elżbieta Rutkowska. - Dotrwał jednak do końca. Dojechaliśmy do domu, tam siedliśmy do stołu. Po kilku godzinach goście zaczęli się rozjeżdżać, mąż przez cały czas zachowywał się normalnie. Problemy zaczęły się w nocy.
Roman Rutkowski obudził żonę po północy. Powiedział, że jest mu niedobrze. Poszedł do łazienki. Dolegliwości nie ustępowały, postanowili obudzić sąsiada i jechać do szpitala. Tym razem do Ostrowi...

Cały wstrząsający reportaż w najbliższym papierowym wydaniu Tygodnika Ostrołęckiego

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie