To był makabryczny wypadek. Wojtek i Paweł leżeli dwieście metrów od siebie (zdjęcia)

Beata Dzwonkowska
Tyle zostało z audi, którym jechali Wojtek i Paweł
Tyle zostało z audi, którym jechali Wojtek i Paweł Fot. KPP Przasnysz
Życia mu nikt nie zwróci, ale godność tak - twierdzą rodzice Wojtka Śmiecińskiego.
To nie nasz syn siedział wtedy za kierownicą – twierdzą rodzice Wojtka.
To nie nasz syn siedział wtedy za kierownicą – twierdzą rodzice Wojtka. Fot. B. Bębenkowska

To nie nasz syn siedział wtedy za kierownicą - twierdzą rodzice Wojtka.
(fot. Fot. B. Bębenkowska)

Wojtek - 34-letni mieszkaniec Szli (pow. przasnyski) - zginął w wypadku w Gostkowie 8 kwietnia tego roku. Jechał wtedy z 18-letnim Pawłem Szczapińskim. Podczas dachowania, mężczyźni zostali wyrzuceni z samochodu. Sąd uznał, że kierował Wojtek. Jego rodzice jednak nie chcą w to uwierzyć. Wnieśli skargę na pracę prokuratury, a między rodzinami obu mężczyzn nastał konflikt.

Dachowali wielokrotnie

To było tragiczne popołudnie, tuż przed świętami wielkanocnymi. Audi A8 jechali z Leszna w stronę Wężewa Wojtek i Paweł. Jechali za szybko. W Gostkowie, po wyjściu z zakrętu, kierowca stracił panowanie nad autem. Zjechał na prawe, później lewe pobocze, uderzył w spory kamień i z ogromną siłą auto wjechało na pole, wielokrotnie dachując. W tym czasie obaj mężczyźni wypadli z samochodu, nie mieli zapiętych pasów. Samochód zatrzymał się około 30 metrów od drogi.

- Przybiegłem na pole, kiedy usłyszałem syreny - opowiada Krzysztof Tyczyński. To na jego polu doszło do tragedii. - Pamiętam to jak dziś. Młody chłopak podobno wołał pomocy, był przytomny, potem zabrała go karetka. Bardzo daleko ich wyrzuciło. Leżeli pewnie ze 150-200 metrów od siebie. Drugi już nie żył. Późno wieczorem zabrano dopiero samochód. Przez następne dni znajdowaliśmy na polu części silnika, popielniczkę, a nawet klucze od motocykli, których właścicielem był Wojtek.

Sprawca nie żyje

Rozpoczęło się śledztwo. Powołano biegłego, który miał zbadać przyczynę śmierci Wojtka, określić jego obrażenia. Badanie krwi wykazało, że Wojtek miał 2,5 promila we krwi, Paweł był trzeźwy.

"Jak wynika z uzyskanej opinii lekarskiej, charakter obrażeń Wojciecha Śmiecińskiego i ich rozmieszczenie wskazują, iż powstały u kierowcy samochodu podczas zderzenia z nieruchomą przeszkodą. Także szczegółowe zeznania Pawła Szczapińskiego, relacjonującego przebieg wydarzeń poprzedzających wypadek, wskazują Wojciecha Śmiecińskiego, jako prowadzącego audi A8 w chwili zdarzenia" - brzmi opinia biegłego.

Sąd 24 sierpnia umarza śledztwo. Sprawca wypadku nie żyje, nie może ponieść konsekwencji. Jednak to nie koniec sprawy, a właściwie dopiero jej początek.

To był makabryczny wypadek. Wojtek i Paweł leżeli dwieście metrów od siebie (zdjęcia)
Fot. KPP Przasnysz

(fot. Fot. KPP Przasnysz)

Prokuratura wznawia śledztwo

- Nie zgadzamy się z opinią biegłego - sprzeciwia się ojciec chłopaka, Roman. - Uważam, że takie obrażenia mogły powstać u pasażera. Dlaczego nie zbadano pobranego materiału DNA, dlaczego nie wykonano innych badań, oparto się jedynie na sekcji zwłok?

- Dla nas sekcja zwłok i opinia biegłego jest wystarczająca - twierdzi Artur Folga z Prokuratury Rejonowej w Przasnyszu. - Dlatego nie były nam potrzebne dodatkowe badania, które niosą ze sobą również dodatkowe koszty.

Ojciec wniósł skargę na pracę prokuratury i policji. 6 października otrzymał odpowiedź z prokuratury o wznowieniu umorzonego śledztwa.

- Badania genetyczne pozwolą na rozwianie wszelkich wątpliwości. Nam nie są one potrzebne, jednak ojciec potrzebuje dodatkowych dowodów. Dlatego śledztwo zostało wznowione - tłumaczy Folga.

Nienawiść i żal

- Wojtek był bardzo dobrym dzieckiem. Sam miał już córeczkę - mówi ze łzami w oczach Henryka, matka mężczyzny. - Urodził się w drugi dzień Świąt Wielkanocnych i tego samego dnia został pogrzebany - mówi o dziwnym zbiegu okoliczności. - Na pogrzebie były prawdziwe tłumy. Był lubiany w okolicy, nikomu nie odmówił pomocy. Teraz jak jego córeczka przychodzi na cmentarz, to całuje zdjęcie taty, albo kładzie się na zimnym grobie. Aż serce pęka jak się na to patrzy.

Pani Henryka nie ukrywa, że zdarzało się, że jej syn za dużo wypił. Nie może wyobrazić sobie jednak, że mógł kierować w takim stanie i jeszcze jechać tak szybko. Licznik zatrzymał się na 170 km na godz.

Pan Roman uważa, że chcą zrzucić winę na jego syna, bo nie żyje i nie może się obronić. Wojtek i Paweł mieszkali po sąsiedzku. Obie rodziny bardzo dobrze się znają. Teraz panuje między nimi atmosfera nienawiści i wzajemnych żali.

- Chcemy znać prawdę - twierdzi pan Roman. - Paweł po wypadku nie chciał z nami rozmawiać. Chcieliśmy wiedzieć, jakie były ostatnie chwile Wojtka. Przecież nie chodzi nam o to, żeby Paweł poniósł konsekwencje tego czynu, ale żeby powiedział jak było naprawdę. - Teraz słyszymy na wsi różne opinie - dodaje pani Henryka. - Jedni stają po naszej stronie, inni wypominają, że przez Wojtka Paweł też mógł zginąć, że doznał ciężkich obrażeń. A ja jestem pewna, że to nie mój syn siedział wtedy za kierownicą. Wyniki sekcji zwłok nie są dla nas wystarczające - powtarza.

Więcej na ten temat przeczytacie w najbliższym papierowym wydaniu Tygodnika Ostrołęckiego.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~Aga~
Rodzice nie kłóćcie się o swoich głupich synalków, jadących 170km/h. Stało się i już nie wróci.
b
bbb
przeraża, że nie mieli nawet zapiętych pasów...
Dodaj ogłoszenie