Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Temat tygodnia

Paweł Pliszka
Agnieszka Kozieł dzień pracy rozpoczyna około godz. 4.00. Handluje sześć dni w tygodniu, codziennie w innej miejscowości. Dzwoni budzik. Jest godzina 4.30. Rafał Godzieba z Ostrołęki wstaje właśnie do pracy. Ma własny biznes, ale to wcale nie pozwala mu na dłuższe leżenie w łóżku. Przeciwnie, ten biznes wymaga właśnie wczesnego wstawania.

- Czasami trzeba się zerwać nawet o 4.00 - mówi pan Rafał. - Zależy, dokąd jedziemy.
Rafał Godzieba handluje na bazarze, a raczej na bazarach, ponieważ codziennie jest gdzie indziej.
- Jeździmy na targowiska do Jedwabnego, Różana, Kolna, Myszyńca. Jednym słowem objeżdżamy wszystkie okoliczne rynki, w miejscowościach sąsiadujących z Ostrołęką. Ale czasami zapuszczamy się jeszcze dalej. Handlowaliśmy nawet w Olsztynie i Kętrzynie.
We wtorki pan Rafał handluje w Ostrołęce przy ul. Targowej. Sprzedaje dywany. Rozkładanie towaru jest czasochłonne i do tego wymaga sporo siły. Nieraz trwa nawet dwie godziny.
- A pierwsi klienci pojawiają się już koło godziny 7.00. Trzeba więc szybko się uwijać z robotą, by zdążyć wszystko wyłożyć.
Podobny tryb życia prowadzi Agnieszka Kozieł. Też wstaje wczesnym rankiem i wyjeżdża z towarem na targowiska w okolicznych miejscowościach. I tak samo jak Rafał Godzieba rozpoczyna dzień od wyładowania towaru. Pani Agnieszka razem z mamą Anną sprzedaje firany. Ta wydawałoby się delikatna materia, niemal stworzona dla kobiet, też wymaga od przedsiębiorczyń sporej siły fizycznej.
- Niektóre bele z materiałem ważą nawet 15-20 kilogramów. To naprawdę ciężka praca.
Handel trwa około sześciu godzin, do godz. 13.00-14.00. I znowu towar trzeba pakować do samochodu i wracać do Ostrołęki.
- Jak człowiek już wróci, to jest tak zmęczony, że zje i idzie spać - opowiadają panie. - I na drugi dzień to samo. Pobudka o godz. 4.00 i wyruszamy w drogę. Ale trzeba za coś żyć, jakoś zarabiać pieniądze.
Trochę inaczej wygląda praca na targowisku miejskim w Ostrołęce przy ul. Prądzyńskiego. Kupcy mają swoje stałe miejsca targowe i nie przemieszczają się codziennie po regionie. Jednak też dzień pracy zaczynają bardzo wcześnie.
- Wstajemy z mężem już o godz. 4.00 - opowiada handlująca owocami i warzywami Stanisława Nicewicz z Ostrołęki. - Jedziemy do hurtowni po towar. Koło godz. 7.00 jesteśmy na targowisku. Rozstawiamy towar i zaczynamy handlowanie. Targujemy do godz. 17.00. W soboty pracujemy krócej, do 14.00.
Wszyscy sprzedawcy z bazarów zgodnie twierdzą, że najtrudniej handluje się zimą. Człowieka przed kapryśną aurą nic nie chroni. Niektórzy, jak pani Nicewicz, rezygnują z handlu zimą.

A pieniądz z tego niewielki

Sprzedawcy z bazarów oburzają się, gdy ktoś mówi o "kokosach" jakie można zarobić na handlu.
- Niektórzy myślą, że pieniądze za sprzedany towar to dla nas czysty zysk, że jedyne koszty, jakie ponosimy, to opłata targowa. A to absolutnie nie jest prawdą - zaprzecza Rafał Godzieba. - To, że nie płacimy np. za wynajem lokalu, za prąd czy wodę, wcale nie oznacza, że prowadzony przez nas interes jest bardziej opłacalny i tańszy. Musimy tak jak inni płacić podatki, składki ZUS. Do tego ciągle jeździmy, a paliwo ostatnio przecież strasznie zdrożało. Opłaty za zajmowanie miejsca na targowisku też nie są małe. Dziś w Ostrołęce płacimy 45 złotych. A są takie bazary, gdzie te opłaty są jeszcze wyższe, nawet ponad 50 zł.
Do tego bazarowi przedsiębiorcy są bardzo uzależnieni od pogody. Jeśli jest ciepło, to i ludzi więcej odwiedza rynki. Szansa, że ktoś z nich będzie klientem, jest większa. Gorzej, gdy pada deszcz, wtedy handel nie idzie. Sami też zmokną i przemarzną.
- Zdarzają się wyjazdy, podczas których nic się nie utarguje. Miałam taki przypadek dwa tygodnie temu - mówi pani Anna. - I wtedy jest się na minusie, bo przecież trzeba zapłacić za paliwo, za targowisko itp. Czasami też samochód odmówi posłuszeństwa - a ma prawo, bo nowy nie jest. I znowu czeka nas wydatek, który trzeba ponieść, by dalej handlować.
O niewielkich zyskach mówią też sprzedawcy z targowiska przy ul. Prądzyńskiego.
- Za stoisko płacimy 245 zł miesięcznie - opowiada Stanisława Nicewicz. - Do tego dochodzą podatki i ZUS. A klientów nie przybywa. Stoisk jak moje, z owocami i warzywami, jest wiele.

Ile pan opuści?

Klienci targowisk i bazarów przychodzą tu na zakupy, ponieważ niejednokrotnie jest taniej. Ale jest jeszcze inny powód - można się targować o wysokość ceny. Ten przywilej tworzy jedyny i niepowtarzalny klimat rynku.
- Ludzie lubią się targować - potwierdza pani Nicewicz z targowiska przy Prądzyńskiego. - Trzeba więc dawać jakieś opusty. Przecież to jest targowisko i mają prawo ustalać z nami inną cenę.
Rafał Godzieba też szanuje prawo klienta do negocjowania ceny.
- My jesteśmy handlowcami, a oni klientami - mówi. - Po to jest rynek, by dokonywać tu transakcji. Na tym polega handlowanie na bazarze. Przecież to i tak od nas zależy, ile z ceny opuścimy.
Ale pan Rafał zapewnia, że nigdy nie zdarzyło mu się, by klient wynegocjował cenę tak niską, że sprzedanie towaru by się nie opłacało.
- Niektórzy potrafią targować się nawet o złotówkę - mówi Agnieszka Kozieł. - Widać od razu, że nie robią tego po to, by mniej zapłacić. Targują się po prostu dla samej zasady targowania.
Zdarzają się jednak tacy klienci, którzy przychodzą na bazar tylko oglądać towar, czasem nawet targować się o cenę, ale nic nie kupują. Po prostu pochodzą między straganami, popatrzą tu i tam, posłuchają o czym mówią inni i pójdą do domu. Ale taki właśnie jest rynek. Dlatego tak lubimy tu przychodzić.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki