Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Świński interes

Anna Suchcicka
Andrzej Nidzgorski, właściciel zakładu przetwórczego przy ul. Baranowskiej w Przasnyszu, w październiku minionego roku na łamach TO zapewniał, że spłaci wszystkich swoich wierzycieli do końca 2003 roku. Tak się nie stało.

8 stycznia w naszej redakcji zjawił się jeden z wierzycieli Nidzgorskiego.
- Razem z odsetkami jest mi winien niemal 250 tys. zł - podliczył rolnik z Gostkowa i wyjął plik niezapłaconych faktur. Pochodzą one z okresu od sierpnia 2002 do lutego 2003 r. i opiewają na ok. 199 tys. zł. Rolnik z Gostkowa przedstawił nam też umowę spisaną z Nidzgorskim. W sierpniu 2003 roku gospodarz rozłożył dłużnikowi spłatę długu na miesięczne raty, a właściciel masarni pisemnie zobowiązał się do ich spłacania.
- Ale do dziś nie dostałem z tych pieniędzy ani złotówki - twierdzi rolnik.
Przypomnijmy, po raz pierwszy o kłopotach rolników, którzy dostarczali towar do Zakładu Rolno-Spożywczego w Przasnyszu i nie mogli doczekać się zapłaty, informowaliśmy w lipcu 2002 roku. W marcu 2003 roku wierzyciele-rolnicy i pracownicy zakładu - zastali na bramie przedsiębiorstwa kłódkę ("Świński interes" TO 11/2003 - przyp. red.). Sprawą zajęła się prokuratura. We wrześniu akt oskarżenia przeciwko Dorocie N., właścicielce zakładu, trafił do sądu. 21 października w naszej redakcji zjawił się Andrzej Nidzgorski, nowy właściciel zakładu przy Baranowskiej (prywatnie mąż byłej właścicielki - przyp. red.). Zapewnił nas, że do końca 2003 roku wszyscy rolnicy zostaną spłaceni.
- Do końca roku wszystko wyrównam. Nikt nie zostanie oszukany nawet na złotówkę - zapewniał nas wówczas Nidzgorski.

Próba cierpliwości

Nidzgorski zaczął reaktywację rodzinnej firmy od spłacania "małych" wierzycieli.
- Spłacił tych najmniejszych, dzięki czemu uciszył wielu ludzi. Dzięki takiej taktyce za niewielkie pieniądze ma spokój - uważa rolnik z Gostkowa, któremu Nidzgorski na dobry początek wypłacił 30 tys. zł. O reszcie długu jakby zapomniał. - Nidzgorski zmienił tylko pieczątkę i zakład działa, jak działał. Aż mi się krew gotuje. Ci, którzy teraz dostarczają świnie do tego zakładu, dostają pieniądze, a ja czekam i czekam. Jak ja mam to zrozumieć? - denerwuje się rolnik z Gostkowa, który obecnie trzodę dostarcza do zakładów mięsnych w Sokołowie Podlaskim. Rolnik uważa, że jest świadomie oszukiwany. - Gdy przestali regularnie płacić, myślałem, że są tylko w chwilowej niedyspozycji finansowej. Myślałem, że mają duże majątki, a potem okazało się, że ich zobowiązania są trzy razy większe, niż mi to przedstawił wlaściciel firmy. Wprowadzono mnie w błąd - twierdzi.

Modlitwy i obietnice

Rolnik z Gostkowa poszedł ze swoim problemem do kancelarii Jachnicki Inkaso w Warszawie. Tam za wszczęcie windykacji kazano mu wnieść opłatę kancelaryjną w wysokości 10 tys. zł. I nie byłyby to jedyne koszty - honorarium dla windykatora wynosi 19 proc. od ściągniętej sumy. Dla rolnika to zbyt wiele, dlatego też szuka innych sposobów ściągnięcia długu.
- Ja się codziennie za pana Nidzgorskiego modlę. Niech Bóg mu da zdrowie i pieniądze, a wówczas może i ja na tym skorzystam - mówi hodowca i zastanawia się, czemu prokuratura dotychczas nie zabezpieczyła majątku dłużnika. - Któregoś dnia wszystko sprzeda, wyjedzie za granicę i tyle będziemy go widzieli.
Hodowca z Gostkowa nie jest jedyną osobą czekającą na zwrot pieniędzy. 20 stycznia rozmawialiśmy z kolejnym wierzycielem, któremu Nidzgorski winien jest 10 tys. zł. Prokurator rejonowy w Przasnyszu Waldemar Osowiecki zaproponował, że zorganizuje spotkanie wierzycieli i dłużnika.
- Może uda się dojść do jakiejś ugody - zastanawiał się prokurator.
Rolnicy jednak nie chcą już czekać i wysłuchiwać kolejnych zapewnień Nidzgorskiego.
- Jeśli Nidzgorski, który dobrowolnie zobowiązał się do oddania długów, nie spełnił obietnic, to tylko sąd może zabezpieczyć majątek i zobowiązać wierzyciela do oddania pieniędzy. Niech rolnicy napiszą wniosek o szybkie wyznaczenie rozprawy - radzi prokurator. - Przekażę go sądowi. Może wówczas sprawa zostanie szybciej rozpatrzona.
- Zobowiązałem się i oddam pieniądze - zapewnia Andrzej Nidzgorski i wyjaśnia, że ma kłopoty ze zbyciem nieruchomości w Warszawie wartej ok. 1 mln zł. - Jest już kupiec, tylko musi załatwić kredyt w banku. Ale za miesiąc, góra dwa, wszystkie długi oddam. Zostało mi zaledwie dwóch wierzycieli, ale nie mogę oddać im teraz pieniędzy, bo rozłożyłoby to zakład - tłumaczy i podkreśla, że wszystkie bieżące płatności są regulowane od ręki, a do zakładu przy ul. Baranowskiej ponownie oddają trzodę dawni dostawcy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki