Susza w Polsce to nie tylko skutek braku deszczu. Musimy zupełnie zmienić nasze myślenie o wodzie

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
Andrzej Szkocki/Polska Press
Od trzech lat zmagamy się z niedoborem opadów i suszą, jednak tak dramatycznej sytuacji, jak w tym roku nie było w całej polskiej historii pomiarów.

Susze w Polsce to nic nowego, jednak pojawiają się coraz częściej. W okresie 1951-1981 było w Polsce sześć susz – średnio jedna co pięć lat; w okresie 1982–2011 susz było aż 18 – średnio co dwa lata. Obecnie, od 2013 r. mamy suszę co roku. Dlaczego tak jest?

- To nie spadek ilości deszczu spadającego na terytorium Polski jest więc przyczyną wysuszania się naszego kraju. Główna przyczyna jest inna - tłumaczy Marcin Popkiewicz, ekspert i dziennikarz portalu „Nauka o klimacie”. - W ostatnim stuleciu średnioroczna temperatura w Polsce wzrosła z 7,5°C do ok. 10°C. W wyniku wyraźnego wzrostu temperatury, przy braku znaczącej zmiany opadów spada średnia wilgotność względna powietrza. m niższa wilgotność względna, tym szybciej wyschnie pranie, szybciej wyparuje kałuża, bagno czy staw. W wyniku spadającej wilgotności powietrza coraz rzadziej pojawiają się też mgły. Rosnące temperatury zimowe powodują, że jest coraz mniej śniegu, którego topnienie było w dotychczasowym klimacie Polski najważniejszym wiosennym źródłem zasilania gleb w wilgoć.

Jak wyjaśnia Marcin Popkiewicz, istotne znaczenie mają też bezśnieżne zimy. Kiedy opady zimowe spadały pod postacią śniegu, stanowił on swoisty magazyn na wodę, w którym przechowywana była aż do wiosny, kiedy to śnieg powoli topniał. Zapewniało to wodę na sezon wegetacyjny. Jednocześnie rozlane wody rzek zasilały wody podziemne. Padający coraz częściej w zimie zamiast śniegu deszcz szybko spływa do rzek i dalej do Bałtyku. A śnieg, nawet jeśli od czasu do czasu spadnie, zwykle nie utrzymuje się dłużej niż kilka-kilkanaście dni. W rezultacie woda z opadów zimowych w kwietniu jest już w Bałtyku. A wysuszone rzeki, zamiast uzupełniać pokłady wodonośne, drenują je.

- Problemy rolników będą się pogłębiały, bo na terytorium naszego kraju zaczną pojawiać się warunki i zjawiska, z jakimi nie mieliśmy dotychczas do czynienia, w tym m.in. przyspieszająca erozja gleb, bezprecedensowy spadek poziomu wód gruntowych, wysychanie ujęć wody czy znikanie istniejących „od zawsze” strumieni, rzek, mokradeł, stawów i jezior - ostrzega ekspert.

Wraz ze wzrostem temperatury połączonym z niedoborami opadów oraz nadmierną melioracją rośnie stopień przesuszenia ściółki leśnej i torfowisk oraz zagrożenie pożarowe. Pocięta rowami osuszającymi została nawet Puszcza Białowieska, kanały zaś doprowadziły do opadnięcia poziomu wody w torfowiskach w środkowej części Biebrzańskiego Parku Narodowego prawie o metr. Skutki widzieliśmy wszyscy w ub. tygodniu: największy w historii Biebrzańskiego Parku Narodowego pożar, który w końcu kwietnia tego roku objął obszar aż 60 km kw., co stanowi 10 proc. powierzchni Parku.

Jaki mamy program na walkę z suszą? Już w ubiegłym roku ogłoszono rządowy, ogólnopolski plan retencjonowania wód. Zakłada on realizację w latach 2021-27 inwestycji za ponad 10 mld zł. Wielkie inwestycje hydrotechniczne nie rozwiążą jednak problemu suszy, potrzebujemy przede wszystkim zatrzymywania wody lokalnie, w miejscu, gdzie spadnie deszcz.

- Brakuje projektantów rozumiejących potrzebę retencji wód, uczelnie nie kształcą specjalistów w tym zakresie, konieczność przejścia przez długotrwałe procedury uzyskiwania zgód wodnoprawnych powodują, że inwestorzy wybierają rozwiązania tradycyjne - zauważa Ryszard Gajewski, prezes zarządu spółki miejskiej Gdańskie Wody. - Prowadzi to do tego, że nadal w miastach w zarządzaniu wodą opadową dominuje podejście polegające na jak najszybszym przechwyceniu wody opadowej przez wpusty i odprowadzeniu jej za pomocą zamkniętego systemu kanalizacyjnego.

- Musimy zupełnie zmienić nasze myślenie o wodzie i zamiast odprowadzać ją rowami do rzek i dalej do morza, zrobić wszystko, żeby zatrzymać ją w krajobrazie i podnosić poziom wód gruntowych - dodaje Marcin Popkiewicz. - Powinniśmy likwidować rowy melioracyjne chronić mokradła, zakazać odwadniania torfowisk, przywracać tereny zalewowe i podmokłe. Dla przywrócenia retencji dolinowej fundamentalne znaczenie ma odtwarzanie naturalnego biegu rzek i odsuwanie wałów od koryta. Powinniśmy myśleć nie w kategoriach wielkich tam i zbiorników retencyjnych np. na Wiśle, lecz małej retencji krajobrazowej, takiej jak oczka wodne – woda potrzebna jest na polu, a nie w zbiorniku retencyjnym 100 kilometrów dalej.

Opr. na podst. artykułów „Coraz częstsze susze w Polsce – konsekwencja zmiany klimatu i działań anty-adaptacyjnych” Marcina Popkiewicza oraz „Wody Polskie, rolnicy, leśnicy i my - wszyscy muszą walczyć z suszą” Marty Danielewicz

Materiał oryginalny: Susza w Polsce to nie tylko skutek braku deszczu. Musimy zupełnie zmienić nasze myślenie o wodzie - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie